Wywiady

Jakiś czas temu stacja BBC ogłosiła plany stworzenia serialu „Summer of Rockets”. Co to, gdzie to, po co to? O tym opowiedział nam w krótkiej rozmowie telefonicznej Stephen Poliakoff.

stacja BBC, serial Summer of Rockets

Kira Leśków: Pracuje pan nad nowym serialem dla BBC. Może nam pan powiedzieć o nim coś więcej?

Akcja „Summer of Rockets” toczy się pod koniec lat 50. ubiegłego wieku. To pierwszy telewizyjny projekt, który czerpie garściami z życia mojej rodziny. Ojciec był wynalazcą, wynalazł między innymi pager. Miał pracowników – wielu z nich było głuchych, więc zajął się ulepszaniem aparatów słuchowych. Ostatecznie przygotował też aparat dla Winstona Churchilla, rezydującego na Downing Street 10. Ponieważ ojciec pochodził z Rosji, zainteresował się nim Secret Intelligence Service, uznając, że może być szpiegiem. Zatem opowiedziałem tę historię, tę osobistą historię toczącą się w szczytowych latach Zimnej Wojny. Rosjanie byli naszym głównym wrogiem, ludzie bali się, że wybuchnie wojna nuklearna. Zresztą teraz jest podobnie. Zdjęcia do serialu rozpoczną się wiosną tego roku.

Główny bohater ma mieć żydowsko-rosyjskie korzenie, zupełnie jak pan.

Dokładnie, fabuła serialu skupia się na losach żydowskiej rodziny w kontekście Secret Intelligence Service. Zabawny fakt: niektórzy moi krewni od strony matki pracowali w tej jednostce, więc mam – to znaczy miałem – wielu szpiegów w rodzinie.

Jeśli prześledzimy pana dorobek, często skupia się pan na dziejach minionych. Stworzył pan seriale osadzone w latach 30., 40., 50. XX wieku.

Przywykliśmy, szczególnie w Wielkiej Brytanii, do opowieści o tym, jak wygraliśmy wojnę, o Churchillu i tak dalej. Ale są też inne historie. Historie o rzeczach, za które trzeba było walczyć – jak w „Close to the Enemy” – próbując ukarać zbrodniarzy wojennych. To wciąż aktualny temat. Izrael i Bliski Wschód stanowią tak ogromny problem dla świata przede wszystkim dlatego, że nie byliśmy wystarczająco zdeterminowani, żeby po wojnie ukarać zbrodniarzy. Nasza historia jest zawsze żywa. Zawsze ma wpływ na teraźniejszość, tłumaczy nam, jak to się stało, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, i jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Uważam, że spojrzenie w przeszłość jest świetnym sposobem na zrozumienie stanu aktualnego. Wyszukiwanie niezwykle ciekawych, ale jednocześnie dramatycznych historii jest bardzo ekscytującym zajęciem.

Mamy taką sytuację: przychodzi inwestor z workiem pieniędzy i mówi „Stephen, zróbmy kolejne odcinki miniserialu »Dancing on the Edge«. Był sukces, trzy nominacje do Złotych Globów. Warto pociągnąć temat”. Jak by pan zareagował? Ostatnio wiele produkcji, które miały być miniserialami, ostatecznie otrzymały zamówienie na dalsze sezony. Przykładem jest „Taboo” i „Big Little Lies” z zeszłego roku.

Piszę scenariusze do moich seriali, a potem zajmuję się reżyserią. To mnóstwo pracy. Poza tym zanudziłbym się na śmierć, pracując nad drugim sezonem. Nie sądzę, żebym mógł cokolwiek dopisać do historii opowiedzianej w „Dancing on the Edge”. Dlatego zająłem się „Close to the Enemy” [premiera już niebawem na polskim kanale Epic Drama – przyp. red.]. Oczywiście mogę stworzyć serial, który starczy na dwa lub trzy sezony, ale w kwestii „Dancing on the Edge” nie było takiego planu. Dla mnie ten serial opowiada zamkniętą historię.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane