6
Wywiady

Ilona Łepkowska (ur. 1954) ma na swoim koncie scenariusze do odcinków takich seriali jak „M jak Miłość”, „Na dobre i na złe”, „Klan” i „Barwy szczęścia”. Dzisiaj porozmawialiśmy z nią o „Koronie królów”, głośnej produkcji TVP, której premiera planowana jest na święta Bożego Narodzenia.

Mateusz Myślicki: Pani nazwisko nie pojawia się przy „Koronie królów” od początku. Dołączyła pani w momencie, w którym TVP zauważyła, że ma problemy scenariuszowe.

Ilona Łepkowska: Tak, poproszono mnie o pomoc, prezes Kurski dał mi trzy odcinki do przeczytania. Po lekturze powiedziałam, że według mnie serial w tej formie będzie niezrozumiały dla widza i że trzeba to napisać inaczej. Spotkałam się ze scenarzystkami i długo tłumaczyłam, co trzeba zmienić; one jednak nie chciały przyjąć moich uwag i wprowadzić żadnych zmian.

Szczerze uważam, że gdyby zrealizowano scenariusz w formie, w której wtedy go dostałam, serial byłby spektakularną porażką. Uwierzono mi i w związku z tym zapytano, czy mogę stworzyć nowy zespół scenariuszowy. To było w połowie kwietnia. Zdjęcia – zaplanowane na początek maja – wstrzymano. Zaczęła się praca nad nowymi odcinkami – napisałyśmy dwa zupełnie nowe, wprowadzające. Kilka odcinków, które napisano wcześniej, zostało bardzo mocno zmienionych, a kolejne opowiadają już tę historię zupełnie inaczej.

 

No właśnie, wiem, że były duże zmiany. Inny jest nawet tytuł, zamiast „Korony królowej” – „Korona królów”. Jak duże były to zmiany?

Bardzo duże. Wcześniej zastosowano wiele dziwnych zabiegów scenariuszowych. Przez wiele odcinków Łokietek umierał, ale w ogóle go w serialu nie pokazywali. Wszyscy stali pod jego drzwiami. A jak już umarł, to przez kilkanaście kolejnych odcinków leżał na marach. Do tego pokazywano, że Kazimierz Wielki był manipulowany przez wszystkie kobiety, które miał wokół siebie, był słabym władcą, słabym mężczyzną. Zawsze jestem chętna, żeby pokazywać mocne kobiece postacie, ale przecież Kazimierz to był dobry król, a nie niedojrzały, manipulowany przez matkę, żonę i kochanki facet. To wszystko więc zmieniliśmy.

 

„Korona królów” to perła w koronie prezesa Kurskiego. Ma pokazać, że TVP umie też robić seriale. Miała być hitem jesiennej ramówki, ale jej premiera została przełożona. Czy może pani opowiedzieć o okolicznościach tej zmiany?

To nie jest moja decyzja, ale na pewno zrobiono to po to, by dać nam większy oddech. Trzeba zrobić trochę efektów komputerowych, nagrać chorały. Dodatkowy czas potrzebny jest na konsultacje historyczne. Praca nad taką telenowelą jest o wiele bardziej skomplikowana niż produkcja jakiegoś współczesnego „tasiemca”. Kostiumy, nawet dla statystów, sprawiają problem – każdego trzeba przebrać w strój z epoki i dać mu perukę, bo przecież inaczej statyści mieliby współczesne fryzury.

W święta Bożego Narodzenia mają zostać wyemitowane dwa pierwsze odcinki, powiedzmy, że są to „piloty”. Zawierają wprowadzenie w sytuację historyczną. Pokazują, co osiągnął ojciec Kazimierza Wielkiego, Władysław Łokietek, który scalił ziemie polskie po okresie rozbicia dzielnicowego. Pokazujemy, jak doszło do zaaranżowanego małżeństwa Kazimierza z księżniczką litewską Aldoną, córką Giedymina. 
Emisja kolejnych odcinków będzie się odbywać już cztery razy w tygodniu.

Przyznaję, że chociaż ja fascynowałem się historią, to większości ludzi postacie królów kojarzą się zapewne z najnudniejszymi lekcjami w szkole i z banknotami. Teraz seriale historyczne są w miarę popularne na Zachodzie, ale przeznaczane są na nie olbrzymie budżety, z którymi pieniądze TVP nie mogą się równać. Czym chcecie przyciągnąć widzów do historii o polskim królu?

Próbujemy to zrobić tak, żeby budowanie potęgi Polski przez Kazimierza Wielkiego było ważne, ale okraszamy to także wieloma fikcyjnymi historiami – są więc zdrady, romanse, zawiedzione nadzieje, wielkie triumfy. Generalnie jak to w życiu, przecież my jeśli chodzi o emocje wiele się nie różnimy od naszych przodków sprzed wieków, te historie, które nas rajcują, martwią, cieszą są podobne i dziś i wtedy. Mamy ciekawego, mocnego bohatera, a to, mam nadzieję, sprawi, że historia sama wejdzie widzom do głowy.

W naszym serialu poznajemy młodego chłopaka, nieprzygotowanego do przejęcia władzy, do tego strasznego babiarza; korona, która nagle przypadła mu w udziale, wcale nie jest taka pewna, rości sobie do niej prawa król czeski Jan Luksemburski. Do tego ziemie polskie nie są jeszcze w pełni odzyskane i scalone po podziale dzielnicowym. Władysław Łokietek, jego ojciec, był co prawda koronowany, ale ta koronacja nie była przez wszystkich uznawana, na przykład wspomniany król czeski, który miał formalne prawa do korony polskiej, nazywał Władysława Łokietka królem Krakowa, a nie Polski. I, wracając, w tej skomplikowanej sytuacji spotykamy młodego, żywiołowego chłopaka, którego kraj otaczają ze wszystkich stron wrogowie – Krzyżacy, Czesi, Brandenburgia. Widzimy młodego człowieka, który zostaje obarczony misją i ją wypełnia. Tak jak Bruce Willis w „Die Hard” zawsze ratuje świat, tak Kazimierz musi uratować i umocnić Polskę.

 

Projekt ma być raczej telenowelą. Ile będzie w nim historii, a ile romansu?

Dzisiaj, przy okazji meczu (Polska – Urugwaj, godz. 20.45 na TVP – przyp. red.), zaczyna się kampania reklamowa „Korony królów”, jutro na pewno zacznie się hejt ze strony purystów historii. A my nie chcemy przecież udręczyć widza samymi gadanymi scenami  na tematy czysto polityczne. Staramy się opowiedzieć historię przez pryzmat perypetii naszych bohaterów. Trudno więc wątki obyczajowe oddzielić od historycznych. Będziemy oczywiście pokazywać węzłowe momenty naszej historii – na przykład Zjazd Wyszehradzki, na którym zostały potwierdzone prawa Kazimierza do korony. Ale, tak jak w „House of Cards”, chcemy pokazać politykę przez konflikty, rywalizację, przez zakulisową walkę. Chcemy pokazać jak do tego doszło, kto kogo przechytrzył, komu co udało się ugrać. Tak, żeby nasz widz mógł oglądać „Koronę królów” z zainteresowaniem.

Komentarze

(6)
  • Piotr Frankowski
    @Cyberius

    Telenowela, emisja serialu 4 razy w tygodniu i jeszcze Kurski mówiący w filmiku, że Ilona Łepkowska jest królową polskich seriali - chciałbym być dobrej myśli, ale niestety nie jestem. Gdyby zamówili mniej odcinków, to myślę, że na pewno TVP byłoby stać na dużo większy budżet. Chociaż dobrze, że Łepkowska się orientuje mniej więcej na rynku zagranicznych seriali, to może aż tak źle nie będzie.

    Pokaż wszystkie 5 odpowiedzi
    • Piotr Frankowski
      @Cyberius

      @MateuszMyslicki: Ja na pewno z ciekawości pierwszy odcinek obejrzę ;)
      Też czekam na Wieśka na Netflixie. Są jakieś wieści go w ogóle dotyczące? Bo jak na razie to chyba cicho jest.

    • Piotr Frankowski
      @Cyberius

      @MateuszMyslicki: Ja na pewno z ciekawości pierwszy odcinek obejrzę ;)
      Też czekam na Wieśka na Netflixie. Są jakieś wieści go w ogóle dotyczące? Bo jak na razie to chyba cicho jest.

Powiązane

Aktualności