Wywiady

Jakub Korolczuk to scenarzysta, znany dotychczas ze scenariusza do amerykańskiego filmu „Afterlife”. W połowie marca Canal+ rozpoczęło emisję serialu według jego pomysłu: „Kruk. Szepty słychać po zmroku”. Usiadłem, żeby porozmawiać z nim o tym, jak widzi kino, po co robi scenariusze i jak ważne są dla niego jego postacie. Mówiliśmy także o Podlasiu, co jest w nim niezwykłe i dlaczego jest w „Kruku” trochę nieprzyjazne, trochę brzydkie i całkiem niebezpieczne.

Mateusz Myślicki: Jesteś dyrektorem kreatywnym w agencji reklamowej GREY z Warszawy. Choć ostatnio mówi się o Tobie jako o twórcy scenariusza do nowego serialu CANAL+, „Kruk. Szepty słychać po zmroku”. Czy Jakub Korolczuk jest człowiekiem od reklamy czy scenarzystą?

Jakub Korolczuk: To jest dobre pytanie. Do 18:00 jestem człowiekiem reklamy, a od 18:00 do 7:00 jestem scenarzystą. Pracuję już parę dobrych lat w reklamie i ciągle mnie to jara. Ale mam też inne pomysły. I chcę je realizować.

 

No właśnie, kiedy próbuje się o Tobie znaleźć informacje, to pojawia się „Afterlife” z Liamem Neesonem, którego scenariusza byłeś współautorem, a potem nic przez 9 lat. Jak to się stało?

Scenariusz do „Afterlife” powstał na podstawie mojego pomysłu i potem go rozpisywaliśmy ze scenarzystką z USA. Wiele się przy tym nauczyłem – warsztatowo, profesjonalnie, ale po tym filmie czułem, że nie mam wtedy wiele więcej do powiedzenia.

Mam żonę, dzieci, sporo więcej doświadczeń, no i więcej do powiedzenia. Postanowiłem więc napisać drugi scenariusz.

Jakub Korolczuk, scenarzysta, wywiad, Kruk szepty słychać po zmroku, serial, Canal+
Jakub Korolczuk

 

Tomek Bagiński, kiedy rozmawiałem z nim o jego filmowej drodze, powiedział mi, że przez lata robił krótkie animacje, bo do robienia pełnometrażowych filmów w Polsce nie za bardzo miał dostęp. Ty także nie pracujesz w branży filmowej full time. Czy jest tak, że w Polsce nie da się wyżyć z robienia filmów? Albo nie dało, a teraz się to zmienia?

A wiesz, że Tomek Bagiński jest, tak jak ja, z Białegostoku?

W każdym razie, to co złapałem przy „Afterlife”, to, jak już wspomniałem, bardzo dobre rzemiosło. Uważam, że do pisania trzeba przede wszystkim bardzo dobrego warsztatu, świadomości tego, co się robi, trzeba lubić myślenie, trzeba lubić siedzieć nad białą kartką godzinami, kiedy nic się nie może urodzić. I ja mam wrażenie, że tej świadomości i warsztatu nabyłem przy „Afterlife”.

Jak już napisałem „Kruka”, miałem pewne oczekiwania co do tego, jak branża zareaguje. Wiem, że jest reguła 15 stron scenariusza. Jeśli po takiej ilości potencjalny producent nie czuje się zainteresowany, to nie kontaktuje się z twórcą. Z drugiej strony nawet jak już pojawia się zainteresowanie, to bywa ono wyrażane bardzo lakonicznie.

Natomiast to, jak o moim scenariuszu chciał ze mną rozmawiać Piotr Dzięcioł, nawet mnie zaskoczyło. Moja pierwsza rozmowa z nim przez pierwsze pół godziny nawet nie otarła się o scenariusz. Dotyczyła tego, jak widzimy kino. O co nam w nim chodzi.

Wracając do Twojego pytania, nie wiem czy z robienia filmów można w Polsce przeżyć, bo to nie jest tak, że ja muszę żyć z robienia scenariuszy. Ważniejsze jest dla mnie realizowanie swojej wizji kina.

 

To o co Ci chodzi w kinie?

O przeżycie, o doświadczenie. To nie są tylko emocje, to jest całość, to jest całe przeżycie i otoczka. Wiesz, że kino i jego konstrukcja nawiązują do snu? Tak jak we śnie skaczesz po przestrzeniach w czasie, tak jak we śnie obserwujesz bohatera niby z zewnątrz, ale utożsamiasz się z nim. Kino jest bardzo senne. I, jak sen, powinno być całościowym doświadczeniem.

Chciałbym też opowiadać historie, które dają widzowi to odczucie, że zostawia na nim ta historia ślad. Że nie tylko bohater ma przeżyć katharsis, ale też widz ma poczuć, że coś z niego spłynęło na koniec.

Podobnie na to patrzy reżyser Maciek Pieprzyca, on też chciałby, żeby widz przeżył oczyszczenie na koniec.

Kruk Szepty słychać po zmroku, serial, Canal plus, canal+
Kadr z serialu „Kruk. Szepty słychać po zmroku”

 

Akcja „Kruka” dzieje się na Podlasiu. Czytałem, że byłeś z tym regionem związany przez pewien czas, teraz wiem, że z niego pochodzisz. Myślę jednak, że niewielu ludzi ma konkretne skojarzenia z Podlasiem. Co jest w nim niezwykłego lub szczególnego?

Historia Podlasia mi się dobrze zbiegała z historią głównego bohatera, który wraca tam, żeby się zmierzyć ze swoimi demonami. W Białymstoku miesza się wiele kultur, a dawniej mieszało jeszcze więcej. Przed wojną tylko około 25% mieszkańców było Polakami. Wiele z rzeczy, które są bardzo ważne dla naszej historii, zapomniano albo zepchnięto w niepamięć. Myślę, że dzisiaj wielka dyskusja ogólnopolska, czy Polacy pomagali Żydom, bierze się z tego, że się przez kilkadziesiąt lat o tym nie mówiło. Historia innych narodowości na Podlasiu została zupełnie zaorana i Białystok, podobnie jak mój bohater, się nie rozliczył z tymi rzeczami.

Z drugiej strony współczesny świat zupełnie odszedł od magiczności, liczy się szkiełko i oko. Technologia i racjonalność.

 

Pozwól, że się wtrącę. Myślę, że masz rację, że świat odszedł od tej magiczności, ale też niezwykle za nią tęskni. Np. Oscara w tym roku dostał bardzo moim zdaniem przeciętny „The Shape of Water” („Kształt wody”) tylko dlatego, że jest taki bajkowy, taki magiczny.

Tak, a Polska jest pod tym względem szczególna. Są takie przestrzenie w naszym kraju, gdzie technologia nie odcisnęła jeszcze aż takiego piętna, jak w innych miejscach. Z drugiej strony niekoniecznie będziemy pokazywać magiczne stwory czy tajemne kręgi. U mnie ta magiczność wychodzi z ludzi.

 

Wróćmy jeszcze na chwilę na peryferia. Akcja „Watahy” dzieje się w Bieszczadach, pierwszy sezon „Belfra” w bliżej niezidentyfikowanym miasteczku na wybrzeżu i na granicy z Kaliningradem. Nawet ojciec Mateusz zasuwa rowerem po Sandomierzu. Czy Polskie peryferia są ciekawsze niż duże miasta? Czy po prostu wcześniej jeszcze ich nie odkryto?

Polska przeszła ogromną przemianę po II wojnie. Wszyscy mieszkańcy są napływowi, nie zostało na przykład nic z historycznej Warszawy, inteligencja została wycięta, przywieziono ludzi ze wsi. Wszyscy pochodzimy od chłopów, wszyscy pochodzimy z prowincji, więc chcemy o niej słuchać, tęskno nam. I stąd ta popularność. Ale myślę, że to się zmieni, że w końcu powstaną też nieoczywiste historie o aktualnych 30- i 40-latkach żyjących w dużych miastach, bo te oczywiste już powstały.

Kruk Szepty słychać po zmroku, serial, canal+, canal plus
Kadr z serialu „Kruk. Szepty słychać po zmroku”

 

Kiedy przeglądałem wypowiedzi medialne na temat „Kruka”, to był on często porównywany do dobrze przyjętej „Watahy”. Trudno się dziwić, pozornie podobieństw jest wiele: wschodnie peryferia wraz z ich onirycznością, podobne problemy społeczne, skorumpowana policja. Mnie samemu czołówka wydawała się bardzo podobna. Jaką Wasz serial będzie miał przewagę nad serialem HBO?

Te porównania się nasuwają, bo setup jest podobny, bohater jedzie na tę dziwną, senną prowincję. Ale mój bohater jest zupełnie inny, on nie myśli racjonalnie, tak naprawdę nie jedzie tam, żeby przeprowadzić śledztwo, ale żeby się rozliczyć z przeszłością, która go bardzo mocno definiuje. Mamy trzy plany czasowe, one się przeplatają. Tego w „Watasze” nie było.

Ja bardzo doceniam „Watahę”, to dobry serial i dobrze, że przetarł szlaki. Ale nie chciałbym zbyt wiele rozmawiać o „Kruku” w jej kontekście, bo to jednak inne dzieło.

 

Cieszę się, że spotkaliśmy się już po pierwszym odcinku, który, swoją drogą, bardzo mi się podobał. Mocne rozpoczęcie, którego tajemnica następnie zostaje zupełnie odłożona na półkę, dobre tempo, ale przed wszystkim świetne postacie grane przez Michała Żurawskiego i Cezarego Łukaszewicza. Powiedz mi trochę o Adamie Kruku i Sławku oraz o ich nietypowej przyjaźni czy może braterstwie, które zawiązało się jeszcze w domu dziecka. Skąd pomysł na te postacie?

Na razie wolałbym nie spoilerować, wolę na to pytanie odpowiadać po szóstym odcinku. Właściwie cokolwiek, co miałbym opowiedzieć o tych postaciach, zdradziłoby coś z akcji następnych odcinków. O, np. chciałem coś powiedzieć o swojej inspiracji artykułem o pewnym policjancie, ale to byłby spoiler trzeciego odcinka.

 

Czyli o szczególnym charakterze więzi łączącej te postacie i dyskusjach w Internecie na ten temat też nie porozmawiamy?

Na ten temat to już stacja nie pozwala mi się wypowiadać. Powiem Ci tylko, że chcieliśmy, żeby były dyskusje na ten temat. Chcieliśmy włożyć kij w mrowisko. Może uda nam się porozmawiać na ten temat jeszcze raz po szóstym odcinku.

Zawsze jestem chętny na interesujące rozmowy. Trzymam za słowo. To jeszcze na zakończenie: Polska w „Kruku” jest brzydka, szara, byle jaka i do tego jeszcze targają nią demony korupcji i nacjonalizmu. Nie ma w niej nawet uroczych widoków rodem z bieszczadzkich gór jak w innym serialu, który wcześniej krótko wspomnieliśmy. Z drugiej strony Ty pracujesz w dużej warszawskiej agencji reklamowej, w zupełnie innym świecie, tamten świat teraz oglądasz, a nie krainę, z której pochodzisz. Ten obraz to przynęta na widzów czy tak widzisz prowincję?

Ty mówisz, że to jest brzydkie, ja bym użył słowa realizm. Chcieliśmy, żeby to było jak najbardziej prawdziwe. Podlasie jest znane widzom z obrazu „U Pana Boga za piecem”. My, tworząc konwencję thrillera, od razu wiedzieliśmy, że chcemy pokazać to brzydkie Podlasie, odwrotność tej sielanki.

Jest taki film Finchera, „Seven” („Siedem”), w którym cały czas pada deszcz, bo to jest film o mrocznych zakamarkach duszy człowieka. Podobnie my chcieliśmy, żeby nasz film był o mrocznych zakamarkach duszy, więc nasze Podlasie też jest brzydkie i złe. Thriller jest formą wejścia z latarką do lasu, żeby zobaczyć, co się kryje w ludzkiej duszy. Jak już tam wejdziesz, to nie będzie ładnie.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

KRUK. Szepty słychać po zmroku

Na Podlasiu dochodzi do zniknięcia nastoletniego chłopca, który prawdopodobnie został porwany. Po kilku latach pracy w Białymstoku, inspektor Adam Kruk wraca do …


Aktualności


Recenzje