Wywiady

Rob Sorcher – Executive Vice President i Chief Content Officer w Cartoon Network. Przez 8 lat był producentem wykonawczym „Adventure Time” („Pora na przygodę!”). Ostatni odcinek animacji został wyemitowany 20 października.

Jakie znaczenie ma „Pora na przygodę!” dla stacji Cartoon Network? Czy można stwierdzić, że ta kreskówka przesunęła granice, np. w kwestii narracji, czy też stylu animacji?

Rob Sorcher: Przekroczyła wiele granic! Sądzę, że „Pora na przygodę!”, jako pierwsza animacja zrealizowana przez nową generację twórców, wyznaczyła świeże standardy dla młodych animatorów. To dobry przykład na to, że stacje dziecięce mogą produkować nie tylko świetne seriale dla najmłodszych, lecz również doskonałe produkcje dla szerszego grona odbiorców. A same postacie mogą posiadać większą głębię i bardziej skomplikowane historie oraz zmieniać się z czasem i przeżywać całą gamę różnorodnych emocji. Ta kreskówka, dzięki zawartym w niej ważnym elementom, wpłynęła na zmianę gatunku, w który się wpisuje. Wydaje mi się, że to pierwszy serial pochodzący bezpośrednio od pokolenia, które dorastało z dostępem do Internetu, przywykłego do stałego nawiązywania do innych treści poprzez np. memy. Zdecydowanie miało to wpływ na sposób myślenia w studio i fabułę kreskówki, która okazała się bardzo interesującą produkcją.

Między pilotem „Pory na przygodę!” w 2007 roku a rokiem 2010 nastąpiła trzyletnia przerwa, dlatego muszę zapytać: czy według Ciebie zgoda na emisję tego serialu była ryzykowną decyzją?

Rob Sorcher: Było to bardzo ryzykowne posunięcie. Ta animacja od początku sprawiała wrażenie całkowicie innej od reszty, dlatego chwilę zajęło ludziom zrozumienie, czym ona właściwie jest. To jak próbowanie nieznanego wcześniej smaku. Czasem trzeba spróbować kilka razy, zanim się go polubi. Proces tworzenia „Pory na przygodę!” był skomplikowany, a nawet określiłbym go jako jeden z najtrudniejszych, przez który musieliśmy przejść. Ostatecznie cały ten wysiłek się jednak opłacił, ponieważ serial okazał się światowym fenomenem, który przyciągnął do siebie całą masę fanów i zainspirował kolejnych artystów.

Skoro już rozmawiamy o fanach – w „Porze na przygodę!” przedstawia się bohaterów i trudne tematy, ale w sposób sprofilowany dla małoletnich odbiorców. Jak wygląda proces radzenia sobie z takimi zagadnieniami na etapie produkcji?

Rob Sorcher: W przypadku „Pory na przygodę!” chodziło nam o pozwolenie artystom na opowiedzenie ich historii w taki sposób, w jaki sami chcieli i, jak widać, nie unikali oni trudnych tematów. Naszym zadaniem było sprawowanie pieczy nad tym, jak fabuła nawiązywała do danych kwestii i w razie potrzeby omawianie jej z twórcami. Na szczęście cały zespół złożony był z młodych ludzi, którzy chcieli opowiadać historie w sposób autentyczny i szczery. Jest to chyba cecha tej generacji.

Rob Sorcher, Cartoon Network, Adventure Time, Pora na przygodę, wywiad, producent wykonawczy
Rob Sorcher

Spodziewałeś się takiego sukcesu?

Rob Sorcher: Może się to wydawać dziwne, ale w każdej produkcji, której dajemy zielone światło, muszę dostrzec coś unikalnego, coś, co do mnie przemówi – powinna wychodzić poza ramy standardowej serii telewizyjnej. I właśnie coś takiego poczułem, kiedy zetknąłem się z „Porą na przygodę!”. Przekonały mnie genialne pomysły artystów stojących za tym tytułem. Dostrzegłem ponadczasowość charakterystyczną dla opowieści dla dzieci, a także niesamowicie inteligentną fabułę. Po raz pierwszy spotkałem się z próbą wyrażenia siebie przez generacje młodych animatorów, którzy dorastali z możliwością korzystania z Internetu. Czułem, że jest w tym potencjał na powstanie czegoś innowacyjnego i zaskakującego, nie byłem przekonany jednak, czy na pewno w postaci serialu. Dopiero po realizacji kilku sezonów upewniłem się, że stworzyliśmy coś wielkiego. Jest to nie tylko świetny serial dla dzieci, lecz również wspaniała rozrywka dla dorosłych.

Skąd decyzja o zakończeniu serialu?

Rob Sorcher: Serial trwał ponad 70 godzin. Po takim czasie przyszła pora na to, by cała ekipa dopowiedziała zawarte w nim historie i zamknęła wszystkie wątki. Niełatwo podejmuje się takie decyzje, jednak czuliśmy, że nadszedł już odpowiedni moment.

Masz jakieś plany na kolejne produkcje z animatorami zaangażowanymi w powstanie „Pory na przygodę!”?

Rob Sorcher: To bardzo ważny serial zarówno dla stacji Cartoon Network, jak i dla całego naszego zespołu. Wielu ludzi, którzy pracowali na sukces tej produkcji, wciąż jest zatrudnionych w studio . Mamy więc stały kontakt z częścią tych utalentowanych osób. Fani mieli okazje zobaczyć rezultaty naszej współpracy z Rebeccą Sugar czy Julią Pott, a to jeszcze nie wszystko.

Czemu według Ciebie serial ma takie powodzenie wśród fanów?

Rob Sorcher: Myślę, że tych powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze, jest w nim to, co zawierają najlepsze programy rozrywkowe dla dzieci – spontaniczność, niewinność, ponadczasowy charakter i dużą dawkę humoru. Ma też pewne klasyczne cechy, które oprą się każdej próbie czasu. Dzięki zaangażowaniu twórców, którzy w szczery sposób poruszali uniwersalne tematy, w serialu widoczna jest natura ludzka. Wszystko to składa się na świetną jakość, wywołującą natychmiastową reakcję widza: „ten serial do mnie przemawia!”.

Adventure Time, Pora na przygodę, serial, kreskówka, bajka, Cartoon Network, ostatni odcinek, Rob Sorcher, producent wykonawczy, wywiad

Starsi widzowie „Pory na przygodę!” w swoich opiniach twierdzą, iż porusza również tematy duchowości, reinkarnacji, a nawet depresji. Czy naprawdę serial dotyka aż tak trudnych kwestii?

Rob Sorcher: Tematy poruszane w serialu są rozwijane przez artystów, którzy go tworzą. To, co jest piękne w „Porze na przygodę!” i w kreskówkach nią inspirowanych, to prawdziwość postaci. Charaktery, które są odzwierciedleniem ludzkich cech i zachowań. Twórcy nie cofali się przed niczym, a to spora zmiana – kiedyś wiele z tych zagadnień nie pojawiłoby się w animacji dla dzieci. W tej produkcji zostały jednak pozostawione i docenione.

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane