Recenzja do: Disjointed (2017 )
Recenzje

„Disjointed” to serial opowiadający o fikcyjnej legendzie buntu zielnego Ruth Whitefeather Feldman (w tej roli Kathy Bates, znana z takich filmów jak „Misery”, „Dolores” czy „Titanic”), która prowadzi aptekę prowadzącą terapię marihuaną. Jest to właściwie produkcja opowiadająca o niezdarnym zarządzaniu interesem przez syna Ruth – Travisa (Aaron Moten, który nie jest znanym aktorem), prawnych absurdach Stanów Zjednoczonych, przyjaźni oraz prawie tytułowym – paleniu trawy.

„Jak mówi moja przyjaciółka Michelle Obama, kiedy oni się zniżają, my będziemy w chmurach”.

Pierwszy odcinek drugiej części serialu (dzielenie na części, a nie sezony, jest dosyć niecodziennym zabiegiem), zaczyna się piosenką, która jest o przypadającym na 20 kwietnia „dniu żniw”. W skrócie to pieśń o tym, że wszyscy kochają konopie i są zbiory „i w ogóle” (to odwołanie do jednej z bohaterek serialu) jest super. Ta musicalowa wstawka, będąca w moim odczuciu parodią pierwszej sceny „La La Land” czy musicali z lat 80., jest klamrą kompozycyjną. Nie będzie to spoilerem, jeśli powiem, że ten dość specyficzny sitcom zaczyna i kończy się piosenką wykonywaną przez aktorów. To nie było dobre posunięcie twórców i scenarzystów serialu Davida Javerbauma oraz Chucka Lorre’a (napisał scenariusz do takich seriali jak „The Big Bang Theory” czy „Two and a Half Man”). Bardzo mocno burzyło ogólną konwencję i o ile rozumiem taki zabieg, w mojej opinii wydało się to zupełnie niepotrzebne. Muzyka to pop lat 30., połączony z latami 70/80. W jej wypadku właściwie brak mi zastrzeżeń i znowu pojawia się tu rzecz gustu. Muzyka dobrze oddaje klimat, w jakim serial został stworzony, czyli stoi trochę w opozycji do czasu akcji. Na tym właściwie jest zbudowana ta produkcja – na przeciwieństwach, zarówno muzycznych, jak i konwencyjnych.

disjointed, trawa, rodzina w oparach, recenzja

Ta pełna zaskoczeń konwencja...

W ten sposób mogę zacząć mówić o budowie tego 10-odcinkowego sezonu. To pomieszanie serialu animowanego z produkcją żywego planu. Animowane wstawki, które reprezentują przeżycia wewnętrzne i emocje bohaterów, zaczynają się na konwencji anime, a kończą na animacji rysunkowej. Przeważający w zdjęciach kolor zielony, niektóre sceny wyglądające jak kolorowe, niezidentyfikowane obiekty oraz niekiedy nawet barwy strojów bohaterów sprawiają, że sami możemy poczuć się jak na haju bez zażywania czegokolwiek. Moją uwagę zwrócił również intertekstualizm tej opowieści. Odwoływanie się do przestarzałych reklam z lat 80. czy ogólnie do współczesnej popkultury, jest jedną z niewielu uciech, jakie odczuwamy podczas binge watchingu. Czemu akurat należy „to coś” obejrzeć jednym tchem? Obawiam się, że jeśli przerwiecie, to już nie wrócicie. Odcinki nie kończą się w ciekawy sposób, sprawiają, że widz szybko zapomina o tym, co obejrzał, przez co nie ma potrzeby wracania, skoro jest wiele lepszych seriali do oglądania.

disjointed, trawa, rodzina w oparach, recenzja

Jeśli chodzi o humor… To rzecz dyskusyjna, bo każdy śmieje się z czego innego. Natomiast przygotujcie się na jednolite i niezmienne żarty o kupie, sikach i innych wydzielinach, niestworzonych gadających stworzeniach, biorących się znikąd i nazywanie ludzi palących ziele „ćpunami”. Jeśli podejdziemy do tego jak do parodii serialu komediowego, to będzie dużo śmiechu z żenady. Natomiast, jeśli choć na chwilę przyjdzie nam do głowy traktowanie go jako poważnej komedii, musimy natychmiast z tej trasy zawrócić. Nie widzę też sensu w kilku wątkach dramatycznych, jakie, mam nadzieję, trafiły do tej produkcji przez przypadek.

Co z tym aktorstwem?

Co do aktorstwa, to nie lubię odtwórcy roli Travisa, czyli Aarona Motena. Kathy Bates wypadła dobrze, bo i z pewnością miała duży ubaw przy grze w czymś tak żenującym. Reszta aktorów, których nie przywołałam, była najzwyczajniej w świecie przeciętna. Według mnie nikt się nie wyróżniał, ale też nikt nie był wybitnie zły, ot taka grupka ludzi, których wzięli do jakiegoś serialu.

kathy bates, disjointed, trawa, rodzina w oparach, recenzja

Oglądać czy nie oglądać, oto jest pytanie...

Według mnie „Disjointed” to twór z pomysłem. Nietypowy, pełny dziwnych wstawek i zachowań bohaterów, niekiedy obraźliwy wobec palaczy marihuany, ale zarazem pełny sarkazmu, nawiązań do popkultury i ludzkich historii, które wbrew temu, że czasami są odrealnione, znajdują swoją niszę prawdy, którą w pokrętny sposób ten serial próbuje widzowi przemycić. Warto obejrzeć pierwszy odcinek i przekonać się, czy to produkcja dla nas. Mnie w kilku momentach rozbawiła, a w jednym nawet wzruszyła, później już tylko żenowała i nudziła, jednak można się w jakiś sposób utożsamić z bohaterami. Jako osoba wyrozumiała i akceptująca zamysł autorów, stwierdzam, że to produkcja nie dla każdego, ale na pewno odnajdzie swoją niszę w świecie seriali. Jeśli chcesz się przekonać, czy do niej należysz, zachęcam do obejrzenia.

Serial jest dostępny na Netflixie.

Gra aktorska
3
Zdjęcia
4
Muzyka
5
Scenariusz
4
Ciężko jest powiedzieć na temat „Disjointed” coś treściwego. To przeciętna produkcja, którą z czystej ciekawości warto się zainteresować, bo może się podobać, ale nic więcej
Ocena czytelników
2.5

Plusy

  • dobre zdjęcia
  • niezła muzyka
  • scenariusz nie jest tragiczny
  • naprawdę może się podobać

Minusy

  • gra aktorska na przeciętnym poziomie
  • głupie wstawki muzyczne
  • odcinki kończą się w momentach, które nie zachęcają do oglądania dalej
  • żarty na poziomie podstawówki

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.