Recenzja do: The Eddy (2020 )
Recenzje

Damien Chazelle to człowiek, który dał nam elektryzujący „Whiplash”, roztańczony, kolorowy, oscarowy „La La Land” oraz kameralną opowieść o Neilu Armstrongu w „First Man”. W każdym z nich reżyser olśniewał warstwą audiowizualną, a w dwóch ostatnich tytułach nie ukrywał swojej miłości do jazzu, szczególnie w „La La Land”. W 2020 podejmuje próbę współtworzenia serialu „The Eddy”, w którym ten gatunek muzyczny ma bardzo ważną rolę. Czy tę próbę Damien przeszedł śpiewająco, czy to jednak słabo zagrany utwór?

Otóż, „The Eddy” to serial dosyć nierówny. Czuć, że to dzieło aż czterech twórców. Każdy  z nich jest odpowiedzialny za reżyserię dwóch odcinków. Kolejno odlicz! Damien Chazelle – epizod 1. i 2., Hounda Benyamina – epizod 3. i 4., Leila Marrakchi – epizod 5. i 6. oraz Alan Poul – dwa ostatnie odcinki. I każdy z nich opowiada historię na swój sposób, zmieniają się tony i to widać podczas seansu. Niektóre epizody wbudzają nasze zaintersowanie, a inne wleką się nie nieskończoność. Często jesteśmy zalewani ogromem banałów, standardowych sytuacji, które wszędzie już gdzieś były. Zaczynając od trudnych relacji na linii ojciec – córka, poprzez problemy uzależnień od narkotyków, kończąc na sprawie kryminalnej. Wszystko w rytmie jazzu, który jest bardzo ważnym elementem całej produkcji. I to całkiem niezłym.  Zacznijmy jednak od początku.

The Eddy, który usypia

Tytułowy „The Eddy” to nazwa kluby jazzowego, którego właścicielem jest niezbyt sympatyczny Elliot Udo (znany z „The Knick” oraz „Caste Rock” Andre Holland) oraz jego przyjaciel Farid (Tahar Rahim). Zaczynamy historię, kiedy szef odkrywa, że jego wspólnik jest zamieszany w ciemne interesy. Wktótce potem okazuje się, że już podupdający klub jest dodatkowo zadłużony, a na jaw wychodzą tajemnice jego kumpla. Problemy biznesowe to nie wszystko. Nagle w mieście pojawia się jego nastoletnia córka, a intymna relacja ze śpiewaczką Mają (Joanna Kulig) przybiera na sile. Generalnie, same problemy spadły na naszego bohatera w jednym momencie. Będzie musiał rozliczyć się ze swoją przeszłością, poukładać swojej sprawy i wyprowadzić je wszystkie na prostą, a nie będzie to łatwe zadanie! Nie stoi też najłatwiejsze zadanie przed naszymi twórcami, aby scalić te wszyskie wątki w jedno. Niestety, wychodzi to średnio. Często brakuje odpowiedniego tempa, bywa anemicznie, akcja ślamazarnie idzie do przodu. Każdy odcinek poświęcony jest innej postaci, ich historii i relacjach między nimi. Członków bandu jest paru, o niektórych dowiemy się więcej, o niektórych wcale. Zdaje się, że jest to czasem zupełnie losowe i wykorzystane czasem tylko po to, aby zaserwować nam kolejny traumatyczny wątek. To nie jest tak, że wszystko jest niedopasowane, jednak całościowo wydaje się dosyć pozbawione tętna.

The Eddy, który pobudzi tętno

Jednak, kiedy muzyka staje się głównym bohaterem serialu, to stajemy się zahipnotyzowani. Fani jazzu zostaną magicznie przeniesieni do krainy cudownych dźwięków, gdzie poczują się jak jak w domu. Domu, pełnym spokoju i miłości. Muzyka łagodzi obyczaje i tutaj ma to moc sprawczą. Członkowie zespołu często się zgadzają, jednak gdy zaczynają razem tworzyć, grać i spiewać wszystko staje sie prostsze i pokukładane. Kamera śledzi naszych bohaterów, może  początkowo irytować drżąca kamera, jednak finalnie wpływa pozytwnie na nasz odbiór. Czujemy się jakbyśmy tam byli, operator tworzy niemalże dokumentalny klimat i powoduje, że mamy wrażenie, iż to właśnie my filmujemy życie członków klubu „The Eddy”. Będziemy świadkami nagrywania nowych utworów, prób i przede wszystkim znajdziejmy się w samym środku, gdzie spotkamy ludzi kochających muzykę. Realności nadaje sposób nakręcnia – jest to pierwszy serial Netflxa, który został nakręcony na taśmie 16mm. I czuć to ziarno, czuć tę klasyczną taśmę nosem. Od strony technicznej nie można nic zarzucić. 

The Eddy, który zachywci koneserów

„The Eddy” to taki dziwny serial, gdzie entuzjaści jazzu przymkną oko na mankamenty leniwego scenariusza. Jego przeciwnicy mogą nie dotrwać do końca. Wątek kryminalny, który jest widoczny od początku do końca, gdzieś w połowie staje się zupełenie niepotrzebny. Jest nieudolnie poprowadzony, a jego rozwiązanie dosyć naiwne i przypadkowe. Możemy pozachwycać się wspaniałą muzyką, pełną elegancji i gracji, świetnymi zdolnościami wokolnymi Joanny Kulig oraz stać się cichymi bohaterami tej opowieści. Sceny, w których nagle bohaterowie siedzą w barze, wyjmują instrumenty, zaczynają śpiewać i grać, sprawiają wrażenie jakbyśmy znaleźli się w realnym musicalu. Te cudowne chwile są przeplatane mnóstwem banałów. Nie ma wyrazistych bohaterów, a jedynie Elliot i relacja z jego córką może wzbudzać większe zainteresowanie. Nie jest to do końca źle napisany utwór, ale na pewno nie znalazł się w mojej topce ulubionych rzeczy, jakie usłyszałem. Fajna rzecz do odsłuchania w tle i odpłynięcia w hipnotyzujący świat jazzu. 

Serial dostępny na platformie „Netflix”

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
10
Scenariusz
6
„The Eddy" zabierze nas do muzycznego świata pełnego jazzu, pasji i ludzkich dramatów. Jednak tam gdzie serial zachwyca nas od strony audiowizualnej, zawodzi od strony scenariuszowej. Fani jazzu będą zachwyceni, ich przeciwnicy mogą wyłączyć seans dosyć szybko.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • zdjęcia, praca kamery, nadający swoisty, kameralny, klimat
  • fani jazzu będą zachwyceni...

Minusy

  • ...a przeciwnicy jazzu już trochę mniej
  • sporo dłużyzn i banalnych sytuacji
  • wątek kryminalny

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności