Recenzja do: Champions (2018 )
Recenzje

Jeśli szukasz serialu komediowego z nietuzinkowym humorem, oryginalną historią i świetną grą aktorską, to nowy serial NBC „Champions” nie jest dla ciebie. Sprawdziłby się natomiast świetnie jako forma zabicia czasu w szpitalnych kolejkach czy jako tło przy „Netflix and chill”. Tak przynajmniej po odcinku pilotażowym zapowiada się seria, nieco przypominająca „Two and a Half Men”, która premierę miał 8 marca.

Nieudaczność

Serial od pierwszego odcinka uderza oklepanymi komediowymi schematami. Główny bohater, Vince (Anders Holm), to nieudacznik, który w ukryciu przed swoim niegrzeszącym inteligencją bratem, Mattem (Andy Favreau), próbuje sprzedać siłownię odziedziczoną w spadku po ojcu. Oczywiście, zaraz po tym, gdy umowa sprzedaży zostaje podpisana, brat Vince'a w rozmowie wspomina, jakie to wspaniałe życie dzięki niej ma. W tym samym czasie do Nowego Jorku, wraz ze swoją matką Prią (Nina Wadia), przyjeżdża Michael (J.J. Totah) – syn głównego bohatera. Nasz nieudacznik wiedział o jego istnieniu, jednak matka chłopca uznała, że chce wychowywać go sama, a do uniknięcia odpowiedzialności Vince'a długo namawiać nie trzeba. Zniewieściały Michael marzy, by dostać się do nowojorskiej szkoły muzycznej. Niestety, osoba, która miała go przyjąć i opiekować się nim w czasie edukacji, zginęła. Wówczas Pria postanawia więc zgłosić się do swojego byłego kochanka.

Champions, serial, NBC, recenzja, pilot, 1 odcinek, 1 sezon

Schematy

Mamy tu głównego bohatera nieudacznika, głupawego brata i syna geja – nic zaskakującego, mimo wszystko jest w tym potencjał na całkiem zabawną komedię. Jak to wygląda w praktyce? Humor w pilocie „Champions” jest głupkowaty i dość przerysowany, nie na tyle jednak, by nadać serialowi miano parodii. Operując, między innym, na stereotypach wiecznie uciekającego od odpowiedzialności człowieka-porażki, przystojniaka idioty oraz „gejowskiej” gestykulacji i ekspresji, serial nie bawi na tyle, na ile by mógł. Podczas oglądania odcinka zaśmiać zdarzyło mi się dwa razy, nie był to jednak rodzaj śmiechu nie do powstrzymania. Stawiając odcinek pilotażowy serialu w porównaniu z pilotem „How I Met You Mother” (pomimo tego, że „Champions” nie wygląda na typowy sitcom) mistrzowie wypadają dość średnio, i pomimo prób twórców nie odczułem skoków od śmiechu do wzruszeń jak w przypadku HIMYM. Oglądając, nie czułem się jednak zmęczony, nie dogorywałem również niecierpliwie do końca odcinka.

Champions, NBC, serial, sezon 1, odcinek 1, recenzja

Podsumowanie

Odcinek trwa pół godziny razem z reklamami, więc zostaje około 21 minut – nie odczułem, jakby to była strata czasu, nie zostałem jednak zainteresowany na tyle, by oczekiwać następnego epizodu czy stać się stałym widzem „Champions”. Mimo wszystko warto poświęcić te 20 minut, aby na własnej skórze przekonać się, o czym mowa, chociażby dla „We Are The Champions” zespołu Queen w wykonaniu J.J Totaha. Podsumowując, serial zapowiada się średnio: nie wyróżnia się ani historią, ani poczuciem humoru, gra aktorska również nie powala. Tak jak wspominałem, można poświęcić tę chwilę, by samemu sprawdzić, co to takiego; być może wam ta produkcja przypadnie do gustu. Serial nie jest tragiczny i jest szansa, że w kolejnych odcinkach jeszcze się poprawi, ale na chwilę obecnie zdecydowanie „you are not the champions”.

Gra aktorska
5
Zdjęcia
5
Muzyka
4
Scenariusz
7
Mocny średniak. Warto sprawdzić, być może przypasuje, choć niestety jest sztampowy i z dość głupkowatym humorem.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • czasem śmieszy
  • ma potencjał
  • J.J Totah

Minusy

  • sztampowy
  • średniak

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Two and a Half Men

Charlie Harper prowadzi niczym nieskrępowane życie zamożnego kawalera. Ta idylla kończy się jednak gdy do jego samotni przybywa brat Alan ze swoim 10-letnim synkiem …