Recenzja do: Yellowstone (2018 )
Recenzje

Pośród seriali o zagrożeniach nowymi technologiami czy problemach społecznych w wielkich miastach najnowsza propozycja na lato bardzo się wyróżnia. Jednak czy aby na pewno odmienny temat potrafi przyciągnąć widza, gdy forma zdaje się przewyższać treść?

Historia opowiada w głównej mierze o Johnie Duttonie (Kevin Costner), który jest właścicielem sąsiadującego z terenami deweloperów, indiańskim rezerwatem oraz parkiem narodowym Yellowstone rancza. Jak można się było spodziewać, nie jest to spokojne życie, ponieważ każda ze stron jest zainteresowana obszarem należącym do Duttona. Jednak John nie jest osamotniony, ponieważ towarzyszą mu jego dzieci: bizneswoman z męskiego świata, Beth (Kelly Reilly), syn marnotrawny, Kayce (Luke Grimes) oraz syn Lee (Dave Annable), z którym wiąże go najmocniejsza więź. Sytuacja z biegiem czasu mocno się komplikuje i nastawia najbliższych na dużą próbę lojalności, a my obserwujemy liczne spory o ziemię, sceny przemocy, przeganianie bydła i piękne widoki Yellowstone.

 

yellowstone, costner

 

Slow motion

 

Nowy serial od Paramount Network to western, za którego scenariusz i reżyserię odpowiada Taylor Sheridan, twórca takich filmowych hitów, jak „Sicario”, czy „Hell or High Water”, a w główną rolę wciela się wspomniany Kevin Costner. Trzeba przyznać, że te informacje napełniają entuzjazmem i budzą ogromne nadzieje wobec nowej produkcji. Widzowie mają prawo spodziewać się wielu emocji oraz intrygujących konfliktów, ale niestety jest pewien aspekt, który może zabić nasze oczekiwania.

 

Mowa jest tutaj o czasie. Wydaje mi się, że reżyser trochę nie przemyślał tego, jak rozciągnąć całą fabułę w czasie. Rozumiem, że pierwszy odcinek ma stanowić przestawienie bohaterów oraz zarys sytuacji, tylko dlaczego to musi być w slow motion? Pilot serialu trwa półtorej godziny, czyli posiada metraż jak film pełnometrażowy, ale akcja toczy się bardzo powoli. Opowieść o rodzinie Duttonów snuje się. Widzimy staranne zarysowania problemów, które będą tematem serialu, jednak – gdy już dochodzi do emocjonalnych momentów, które powinny nas trzymać w napięciu jak chociażby sceny przemocy, morderstwa czy konflikty kowbojów z przedstawicielami dużych firm – my nie potrafimy się zaangażować czy choćby utożsamić z bohaterami, ponieważ jesteśmy już zbyt znudzeni dramaturgicznymi brakami.

 

A co z aktorami?

 

Przed obejrzeniem pierwszego odcinka „Yellowstone” byłam pod wielkim wrażeniem, jakich aktorów zobaczę. Obok Kevina Costnera możemy ujrzeć Wesa Bentleya, Gila Birminghama czy Danny’ego Hustona. Jest to kolejny aspekt, który przyciągnął mnie do serialu, który nie należy do mojego ulubionego gatunku. Nasuwa się teraz pytanie: czy świetna obsada może sprawić, że produkcja odniesie sukces? Według mnie nie zawsze, czego przykładem jest „Yellowstone”. Bardzo przyjemnie patrzy się na grę aktorską, widać, że aktorzy starają się, ale coś sprawia, że ciężko jest wykreowane przez nich postaci polubić, utożsamić się z nimi, już nie wspominając o zrozumieniu ich psychiki. Wydaje mi się, że sposób ich reżyserowania czy może scenariusz stawiają między nimi a widzami jakąś niewidzialną barierę, która uniemożliwia lepsze poznanie. Obserwujemy bohaterów z boku, przez co nie możemy wejść w ich świat. Ciężko mi powiedzieć, z czego to dokładnie wynika, choć cały seans pochłaniało to moje myśli.

 

yellowstone, western

 

Za co warto pochwalić serial?

 

Pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, to zdjęcia. Krajobrazy przedstawione w „Yellowstone” są po prostu przepiękne. Amerykańskie okolice Utah i Montany sprawiają, że nie chciałam przestać na nie patrzeć. Surowe barwy i nienaganny ruch kamery przyciągał moją uwagę nawet bardziej niż konflikty między bohaterami. Dlatego w kontekście technicznym warto pochwalić twórców za idealne przestawienie piękna naturalnej scenerii. Szkoda tylko, że forma przewyższyła treść.

 

Ciężko mi powiedzieć, co mogłabym dodać pozytywnego o pilocie „Yellowstone”. Po dłuższym zastanowieniu sądzę, że może to być podjęty przez twórców temat. Dużo powstaje produkcji o problemach związanych z szybkim życiem w wielkim  mieście. Tutaj twórcy pozwalają nam odpocząć i obserwować wolne życie na ranczu, które czasami zakłócone jest konfliktami związanymi przeważnie z przemocą. Muszę powiedzieć, że oglądając pierwszy odcinek przypomniała mi się moja próba oglądania „Westworld”. Tam również akcja dosyć wolno się toczyła i nie potrafiła mnie zbytnio zaangażować. Nie wiem, czy problem tkwił w scenariuszu. Może chodzi tylko o gatunek, jakim jest western, który niestety nie potrafi mnie w większości takich produkcji do siebie przekonać.

 

Czy w takim razie warto oglądać?

 

Myślę, że osoby kochające westerny mogą podjąć taką próbę. Dodatkowo jeśli ktoś lubi ślamazarne tempo, dużo przemocy, ładne widoki i biegające bydło, to jest to dla niego dobra propozycja. Osobiście nie jestem pewna, czy chcę dalej oglądać ten serial. Z jednej strony nie potrafiłam zaangażować się w historię, ale z drugiej – zakończenie tego rozwlekłego seansu było naprawdę intrygujące. W końcu pozwalało nam, w pewnym stopniu, zbliżyć się do jednego z bohaterów, a przybliżenie na znamię na jego ciele mogło dać dużo do myślenia. Wzbudziło to moją ciekawość, co się dalej stanie, ale trochę boję się, że dalsze odcinki mogą się równie długo ciągnąć, bez dostarczenia specjalnych emocji. 

 

Gra aktorska
6
Zdjęcia
8
Muzyka
6
Scenariusz
4
„Yellowstone” to amerykański western z Kevinem Costnerem w roli głównej. Serial skupia się na ranczu, które chcą kupić firmy deweloperskie, co łączy się z różnymi konfliktami.
Ocena czytelników
5

Plusy

  • zdjęcia
  • kolory

Minusy

  • powolne tempo
  • niewykorzystany potencjał aktorów

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Yellowstone

John Dutton jest właścicielem rancza, o które zabiega firma deweloperska, indiański rezerwat oraz przedstawiciele parku narodowego Yellowstone. Mężczyzna musi podjąć …


Aktualności