Recenzja do: Westworld (2016 )
Recenzje

Finał zbliża się wielkimi krokami. My mamy już za sobą dziewięć odcinków, a bohaterowie przemierzyli wiele kilometrów w obrębie kilku światów. Kończy się nasza wspólna droga. Ci, którzy przeżyli, zmierzają do celu, a my wraz z nimi mamy nadzieję na odkrycie tego, co jest prawdą, a co nie. Wydaje mi się, że kluczową sprawą w tym sezonie będzie właśnie odpowiedź na to pytanie.

Tytuł dziewiątego odcinka to „Vanishing Point”. Swoim klimatem przypomina „Blade Runnera”, „Incepcję” i „Ex Machinę”. Balansuje na granicy rzeczywistości, domysłów i snu. Przypominacie sobie, jak podczas testów hostów tłumaczono im, że są w śnie? Czyżby producenci „Westword” wciąż utrzymywali nas w iluzji i testowali nas na każdym kroku?

Jeśli pamiętacie recenzję poprzedniego odcinka, którą napisał mój redakcyjny kolega, Adrian, to wiecie, że on był nim zachwycony. Ja niekoniecznie. Czekałam na przyspieszenie akcji, tymczasem poświęcony został on w całości jednej postaci. To bardzo cenny zabieg, ale niekoniecznie wskazany tuż przed finałem. Tym razem mamy już szerszy przekrój wydarzeń. Spotykamy Mężczyznę w Czerni, Dolores i Teddy’ego, Clementine, Maeve, Arnolda/Bernarda z Elsie oraz Forda. Pierwszy i ostatni z nich grają w tym odcinku pierwsze skrzypce i wokół nich prowadzona jest historia.

Westworld, recenzja, drugi sezon, HBO GO

Host czy nie host?

Zacznijmy od tego, że zasiane zostało pewne ziarno wątpliwości co do stanu umysłu Mężczyzny w Czerni. To, że zaszła w nim wielka przemiana na przestrzeni trzydziestu lat, o tym wiedzieliśmy. To, że być może cierpi on na rodzaj psychozy, było dla nas tajemnicą. Przesycenie podejrzliwością, przewidzenia, trudności w rozróżnieniu prawdy i fałszu, przekonanie o śledzeniu go przez Forda brzmią jak objaw choroby (choćby schizofrenii). Czyżby zmierzenie się z diagnozą było prawdą o sobie, którą ma odkryć (jego Drzwiami)? Kilkukrotnie padły słowa o trwałej skazie. Po obejrzeniu „Vanishing Point” nadal nie jestem pewna, co sprawiło, że zamienił biały kapelusz na czarny.

Warto też zwrócić uwagę na jeden ze szczegółów pojawiający na końcu czołówki serialu. Widać na niej czarny kapelusz, a następnie hosta uwięzionego w kole. Można snuć domysły, że to Mężczyzna w Czerni niemogący wyswobodzić się ze swej pętli. Ciekawe jest również nawiązanie do książki Kurta Vonneguta (w której schowany jest profil Mężczyzny w Czerni). Nie tylko ma ona podobną do tego odcinka strukturę narracyjną – akcja rwie się i brak jej chronologii, a elementem łączącym jest główny bohater. W „Rzeźni numer pięć” jest nim Bill Pilgrim. Takiego imienia używała żona Williama, natomiast on sam jest jak pielgrzym poszukujący ostatecznego celu swojej ścieżki.

Widzowie przez cały sezon zadają sobie pytanie: „czy Mężczyzna w Czerni jest hostem?”. Producenci wciąż mylą tropy. Wiele wskazuje na to, że tak rzeczywiście jest, inne, że niekoniecznie. Mam wrażenie, że tego nie jest pewien nawet sam William. Być może jest to jego główny problem, który sprawia, że nie ma obawy co do własnej tożsamości. Gubi się w tym co realne i nierealne, nie wie, kim jest.

Pewne jest natomiast, że zanurzony w swojej paranoi dopuścił się czynu najohydniejszego – zabójstwa swego dziecka (swoją drogą, jedną z najciekawszych zagadek jest dla mnie fakt, że raz nosi ona imię Grace, a raz Emily). To jeden z najbardziej szokujących momentów odcinka, jeśli nie całego sezonu.

Westworld, recenzja, drugi sezon, sezon 2, odcinek 9, recenzja, HBO GO

Władca marionetek

Jest jeszcze Ford – głos w głowie hostów, próbujący kierować ich postępowaniem. Z jednej strony dążący do tego, aby miały wolną wolę, z drugiej strony nakazujący i karzący. Te dwie sprzeczności wywołują we mnie silny zgrzyt i jestem ciekawa, co z tego wyniknie. Postać Forda w tym odcinku jeszcze z innego powodu wywołuje we mnie antagonistyczne uczucia. Sceny, w których przemawia do swoich dzieci-hostów jak wszechmogący Bóg, są wspaniałe i majestatyczne, jednak jego buta i egoizm budzą we mnie sprzeciw. Ford jest jak władca marionetek. Daje dusze swoim zabawkom, ale ich wolność wydaje się być ograniczana. Wszyscy grają w jego grę, ale jaki jest jej cel?

Kolejne fascynujące wydarzenie rozgrywały się wokół Maeve. Doznała poważnych obrażeń i choć jeszcze wypoczywa po tym, jak niemalże została uśmiercona, na pewno do niej będzie należała część finału (a może nawet trzeci sezon). Dowiadujemy się także, że to ona jest ukochanym hostem Forda i jest mu najbliższa. To wówczas bohater, jeden, jedyny raz, jest jak czuły ojciec przemawiający do swego dziecka.

Nie mogę doczekać się finału, trudno uwierzyć, że to już koniec wyprawy. Po drodze każdy z bohaterów miał do załatwienia swoje sprawy. Co z tego wyniknie?

Gra aktorska
7
Zdjęcia
9
Muzyka
8
Scenariusz
6
To już prawie finał! Na planszy zostali ostatni gracze. Przetrwali najsilniejsi. Czy twórcy mogą nas jeszcze czymś zaskoczyć?
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • obecność Forda
  • historia rodziny Mężczyzny w Czerni
  • brak nadmiernie rozbudowanego wątku Bernard/Arnold

Minusy

  • odcinek nie jest tak dynamiczny, jak można się spodziewać po „prawie finale”

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje