Recenzja do: Waco (2018 )
Recenzje

Jest rok 1993. Kordon ciężko opancerzonych samochodów FBI i ATF zmierza teksańską drogą w stronę znajdującego się na pustkowiu niewielkiego, niepozornie wyglądającego rancza Mount Carmel Center. Ich cel jest prosty – przeszukać siedzibę podejrzewanego o nielegalne gromadzenie broni Davida Koresha i jego wyznawców, członków tzw. Gałęzi Dawidowa. Niestety, sytuacja już na samym początku wymyka się spod kontroli. Dochodzi do strzelaniny, która zamienia się w trwające niemal 51 dni oblężenie. Po jednej stronie zabarykadowany przywódca sekty z gotowymi oddać za niego życie, uzbrojonymi po zęby wyznawcami, a po przeciwnej – zdeterminowani agenci i negocjator, Gary Noesner, dążący do pokojowego rozwiązania całej sytuacji. To, co później wydarzy się w Waco, do dziś wzbudzać będzie niemałe kontrowersje. Tak jak zresztą opowiadający o tym wydarzeniu nowy serial stacji Paramount Network.

Sześciogodzinny miniserial „Waco” doskonale wpisuje się w postępujący od zeszłego roku boom na seriale true crime. Dwa lata temu w pierwszym sezonie antologii „American Crime Story” przyjrzeliśmy się sprawie O.J. Simpsona, w tym badamy zabójstwo Versace, a na Netflixie triumfy święcą takie produkcje jak „Making a Murderer”, „The Confession Tapes” czy „Mindhunter”. Nic więc dziwnego, że rozpoczynająca dopiero podbój telewizji stacja Paramount Network sięgnęła po ten cieszący się coraz większą popularnością gatunek i postanowiła zrealizować fabułę o jednym z najbardziej kontrowersyjnych, a wciąż słabo zekranizowanych wydarzeń w najnowszej historii Stanów Zjednoczonych. Patrząc na odcinek pilotażowy, trzeba przyznać, że wiedziała, co robi i robiła to w miarę dobrze. Niestety – tylko w miarę, bo choć serial intryguje i wciąga od pierwszych minut, to równocześnie dezorientuje zaznajomionego z tematem widza lub kreuje fałszywy obraz wśród tych, którzy o Waco dowiadują się po raz pierwszy.
 

Waco, pilot, recenzja, odcinek 1, serial, David Koresh, FBI

Źli i jeszcze gorsi

Scenariusz do serialu produkcji braci Drew i Johna Ericka Dowdle został oparty na biografii  „Stalling For Time: My Life as an FBI Hostage Negotiator” autorstwa negocjatora z ramienia FBI, Gary'ego Noesnera oraz „A Place Called Waco” Davida Thibodeau – jednego z członków sekty. Z tą wiedzą, wspartą dodatkowo zapewnieniami twórców, można było mieć nadzieje na obiektywizm w przedstawieniu całej historii. Ten został – przynajmniej w pierwszym odcinku – porzucony na rzecz fałszywej równowagi między dwiema stronami konfliktu. Czyżby twórcy mieli jakiekolwiek wątpliwości, kto tak naprawdę był „tym złym”? Mówimy tu w końcu o samozwańczym Mesjaszu, fanatyku religijnym, który zachęcał swoich wyznawców do życia w celibacie, podczas gdy sam „w imię wyższego dobra” uprawiał seks i zapładniał kobiety w związku, a jeśli wierzyć oskarżeniom – również i nieletnie.

Tymczasem oglądając pierwszy odcinek i oczami nowo przybyłego członka sekty – Davida Thibodeau – obserwując Davida Koresha, staje przed nami obraz dość sympatycznego, troskliwego gościa, który uprawia z synem poranny jogging, głosi motywujące kazania i inspiruje swoich wyznawców, a wieczorami gra z kapelą w pobliskim pubie. Owszem, czuć w jego postępowaniu manipulację, a w zachowaniu niektórych ludzi z jego otoczenia narastający sceptycyzm, ale ogólnie zdaje się on być człowiekiem, który po prostu chce wszystkich uszczęśliwić.

Waco, pilot, recenzja, odcinek 1, serial, David Koresh, FBI

Z drugiej strony, zmieniając od czasu do czasu perspektywę, dzięki wspomnianemu negocjatorowi Gary’emu Noesnerowi, jesteśmy świadkami kompletnej kompromitacji FBI, które dokonując szturmu na chatkę surwiwalowców w Idaho, zgodnie z myślą „najpierw strzelaj, potem zadawaj pytania”, przypadkiem zabija nieuzbrojoną kobietę. Mamy więc wyraźny kontrast między może niezbyt higieniczną i zadbaną siedzibą Dawidianów oraz jej szczęśliwymi mieszkańcami, a zamiatającymi w imię dobrego PR swoje błędy pod dywan dowódcami agencji rządowych, wśród których niczym niechciany w serniku rodzynek, nie może odnaleźć się jedyny moralny i odpowiedzialnie wykonujący swoje obowiązki Noesner.

Dobre złego początki

To wszystko może mieć jednak sens. Może być bowiem tak, że wybielenie głównego bohatera ma na celu ukazanie widzowi, w jaki sposób faktycznie mogli go postrzegać jego wyznawcy. Dlaczego chcieli za nim podążać i wierzyli w każdą jego „prawdę”, choćby nie wiadomo jak absurdalną? Czemu mężowie oddawali mu swoje żony, a bogacze rezygnowali ze swoich majątków? David jest inteligentny, sympatyczny i rozsądny, ale mimo wszystko czuć podskórnie w jego postępowaniu czy słowach zgniliznę i fałsz, powoli zatruwającą sielankową rzeczywistość jego wyznawców. Nie zapominajmy też, że po pierwsze – postępowanie FBI i ATF w rzeczywistości faktycznie wzbudzało sporo kontrowersji, a po drugie – dobre historie z reguły mają niejednoznacznych bohaterów (a przynajmniej pozornie niejednoznacznych).


Waco, pilot, recenzja, odcinek 1, serial, David Koresh, FBI

Takiego bohatera na pewno udało się wykreować znakomitemu Taylorowi Kitchowi, który jest przekonujący, charyzmatyczny i przede wszystkim – niepokojąco dziwaczny w roli Koresha. Bezbłędny jak zwykle jest też Michael Shannon (choć w jego przypadku i mnie możecie posądzać o brak obiektywizmu), który w swoim zwyczaju stawia efektywny minimalizm ponad efektowny ekspresjonizm. Innymi słowy – jest po prostu Michaelem Shannonem. Uwagę zwraca również Rory Culkin i Andrea Riseborough, którzy, mam nadzieję, w kolejnych odcinkach dostaną więcej do zagrania.

Nie taki psychopata dobry, jak go malują

„We are not bad guys” – krzyczy do słuchawki telefonu David Koresh, zanim w „Waco” dochodzi do krwawego koszmaru. My mu wierzymy, wszak to pierwsza scena serialu i nic nie wskazuje, że może być inaczej. Mam jednak nadzieję, że nie za bardzo uwierzyli w to sami twórcy i z każdym kolejnym odcinkiem będą znajdować odpowiedni balans w przedstawieniu naprawdę interesującej historii. W innym wypadku „Waco” okaże się tylko serialem, który obiecywał wiele, a w ostateczności sprawił, że zacząłem się zastanawiać: czy David Koresh kiedykolwiek zrobił coś złego?  
 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
6
„Waco” potrafi zaintrygować i wciągnąć od pierwszych minut, ale niestety – przynajmniej na początku – przez brak odpowiedniej równowagi, nie spełnia pokrywanych w nim nadziei. Znakomicie zagrana para głównych bohaterów skutecznie jednak odciąga uwagę od drobnych niedociągnięć i małych kontrowersji. Widać olbrzymi potencjał.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • charyzmatyczny Taylor Kitch w roli Davida Koresha
  • Michael Shannon
  • aktorzy z drugiego planu
  • zdjęcia
  • klimatyczna czołówka

Minusy

  • brak obiektywizmu
  • serial może kreować fałszywy obraz tego, co tak naprawdę się wydarzyło
  • niewiele informacji na temat sposobu działania sekty
  • zwyczajna poprawność

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Waco

Wiosną 1993 roku FBI oraz ATF wpadają na trop sekty religinej zwanej Gałąź Dawidowa, której przywódcą był David Koresh.