Recenzja do: Vikings (2013 )
Recenzje

Jeszcze dwa lata temu myślałam, że „Vikings” to nie jest serial dla mnie i zupełnie ignorowałam kolejne polecenia. Rok później spędzałam już andrzejki przed telewizorem, w oczekiwaniu na podwójną premierę sezonu piątego. Jestem pod wrażeniem, że twórcom tak długo udało się utrzymać wysoki poziom – i to nawet pomimo niektórych wątków, które sprawiają, że człowiek ma ochotę wejść w ekran i dać komuś w dziób. UWAGA: SPOILERY (choć głównie z sezonu 5A).

Spodziewana jakość

Umówmy się: raczej nie ma takiej opcji, żeby „Vikings” kiedykolwiek podupadło pod względem technicznym. Tak samo jak niemożliwe jest, bym przestała się zachwycać tym, co dostają moje oczy i uszy (i wcale nie mówię tutaj wyłącznie o obsadzie). Color grading, montaż, plenery, rewelacyjna ścieżka dźwiękowa, kostiumy, scenografia – mogłabym tak pewnie wymieniać jeszcze długo, a do żadnej z tych rzeczy nie będę w stanie się przyczepić. To chyba właśnie estetyka obrazu w połączeniu z soundtrackiem są tutaj najmocniejszym punktem, tym bardziej, że na przestrzeni tych kilku sezonów nic się nie zmieniło; poszczególne ujęcia nadal potrafią zachwycić, a muzyka sprawić, że na ramionach pojawi się gęsia skórka. Na dodatek opening tego serialu to jeden z niewielu, którego nigdy nie przewijam.

Pytanie jednak, co z fabułą, bo to jest przecież najbardziej interesujące. Po przerwie midsezonowej możemy już zastać nowego władcę Kattegat w glorii chwały. Mowa oczywiście o Ivarze, który z Hvitserkiem u boku stanął do walki z morderczynią swojej matki, Lagerthą, oraz dwoma pozostałymi braćmi, Björnem i Ubbe. Pomógł mu w tym dość niespodziewanie francuski piesek, Rollo. Pokonani muszą szukać schronienia, a tymczasem Floki dalej biega po jakiejś pipidówie i szuka bogów. Scenarzyści „Vikings” doskonale poruszają się po tak wielopłaszczyznowej fabule. Miejsca akcji zmieniają się płynnie, widz nie gubi się ani przez chwilę; i nawet jeżeli w odcinku stosunkowo niewiele się dzieje, serial nie traci na dynamice akcji. Po śmierci Ragnara i tym samym odejściu kapitalnego Travisa Fimmela z obsady trochę się obawiałam, czy produkcji uda się nadal ciekawić. Na szczęście jest tak samo wciągająco i fascynująco, drama goni dramę, ale... nie wszystkie wątki wyglądają tak, jakbym tego chciała.

Vikings, Wikingowie, History, serial, sezon 5b, Bjorn, Lagertha, sezon 5, odcinek 11, recenzja

Rysa na szkle

Do „Vikings” zaczęła się niestety wkradać przewidywalność – może to skutek tego, że większość bohaterów znamy już od podszewki i mniej więcej wiemy, jakie może być ich następne posunięcie. A może scenariusz zaczyna powoli cierpieć na zmęczenie i poszczególne wydarzenia nie mogą już nas zaskoczyć tak bardzo, jak niegdyś. Mimo że fabuła nadal wywołuje ogromne emocje, poszczególne plot twisty stają się coraz mniej szokujące, bo na długo przed rozwiązaniem wątków widz będzie miał już kilka rozbudowanych teorii, z czego na 90% jedna z nich okaże się zgodna z prawdą. Nie utrudnia to jakoś bardzo oglądania, bo kolejne walki, potyczki słowne, romanse czy intrygi ogląda się wciąż z dużym zainteresowaniem, ale zdecydowanie można odnieść wrażenie, że czegoś zaczyna brakować.

To, co martwi mnie najbardziej, to kierunek, jaki obrały niektóre wątki. Już od jakiegoś czasu wydaje mi się, że twórcy nie mają zupełnie pomysłu na postać Flokiego. Nigdy nie należałam do fanek tego bohatera (choć jednocześnie jestem pełna podziwu dla umiejętności aktorskich Gustafa Skarsgårda), ale to, co się z nim wyprawia w sezonie piątym, sprawia, że każda powiązana z nim scena wywołuje u mnie jedynie przewracanie oczami. Sceny koncentrujące się na Flokim i grupie naiwniaków, która uwierzyła, że ten nawiedzony facet rzeczywiście znalazł krainę bogów, są nudne i rozciągnięte w nieskończoność. Jak wiadomo, w „Vikings” nie brakuje śmierci i niektóre postacie ginęły w ciągu zaledwie kilku sekund – po co więc nadal trzymać nieinteresującego Flokiego, który i tak zmierza donikąd?

Vikings, Wikingowie, serial, History, sezon 5b, sezon 5, odcinek 11, recenzja, Ivar

Nie podoba mi się również sprowadzenie Björna do porywczego osiłka myślącego nie tą głową co trzeba. Ponadto w sezonie 5B pojawia się ktoś, o kim już dawno zdążyłam zapomnieć, ba, nawet nie do końca wierzyłam w jego istnienie. Niestety mam pewne przeczucia, że ten bohater posłuży scenarzystom tylko po to, żeby wprowadzić jeszcze więcej zamieszania (tak jakby do tej pory było go zbyt mało). Czy naprawdę potrzebowaliśmy kolejnej rozbudowy świata przedstawionego, który już i tak jest niesamowicie gęsty?

Czym byliby „Wikingowie” bez Wikingów (i innych)?

Jeśli ktoś jest niekwestionowaną gwiazdą tego sezonu, to jest z nią z pewnością Ivar, a te kolejne trzy odcinki tylko to podkreśliły. Trudno o bohatera, który wzbudzałby równie ambiwalentne uczucia – z jednej strony jego bezwzględność przeraża, a z drugiej można się na niego gapić jak cielę na malowane wrota i zastanawiać się, co ten psychol jeszcze wymyśli (po czym zachwycać się każdym jego posunięciem). Ivar jest diabelnie inteligentny (śmiem nawet twierdzić, że intelektem przebija swojego sławnego ojca) i wyraźnie brak mu skrupułów, a jednocześnie cechuje go głęboko skrywana, choć egoistyczna wrażliwość. Oczywiście to wszystko nie miałoby miejsca, gdyby nie fenomenalny Alex Høgh Andersen, który pracuje przed kamerą każdym milimetrem swojej twarzy i pojedynczym ruchem ciała.

Vikings, Wikingowie, serial, History, sezon 5, sezon 5b, recenzja, odcinek 11, Alfred

Jestem też szczerze zdziwiona, jakim władcą okazał się Alfred (Ferdia Walsh-Peelo) – to się nazywa character development. Odrobinę przygasła Lagertha, chociaż Katheryn Winnick jak zawsze przyciąga uwagę swoją siłą i opanowaniem. Jak dotąd jestem mocno zawiedziona rolą Jonathana Rhysa Meyersa, wcielającego się w biskupa Heahmunda. Potencjał tego aktora jest zdecydowanie większy niż to, co jak do tej pory zaprezentował w piątym sezonie, i nie wiem, czy to wina scenariusza, który zaserwował mu rolę dość miałką i sztampową, czy też Meyers dobrze „nie poczuł” odgrywanej postaci. Będę szczerze rozczarowana, jeśli ten stan się utrzyma.

Trzynasty odcinek, czyli ostatni z recenzowanych, kończy się oczywiście bezczelnym cliffhangerem (History, jak możecie mi to robić?!) i jestem przekonana, że reszta sezonu okaże się bardzo satysfakcjonująca. Może nawet twórcom uda się wyprostować wątki, które do tej pory prowadzone były w dość niezgrabny sposób? Na to właśnie liczę. W  „Vikings” zdecydowanie nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa.

Serial powróci na antenę stacji History już 29 listopada.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
9
Scenariusz
7
„Vikings” wciąż porywa i nie pozwala oderwać oczu od ekranu. Mimo kilku scenariuszowych potknięć, z których być może uda się jeszcze wyjść z twarzą, serial nadal ogląda się bardzo dobrze, głównie dzięki genialnej obsadzie i dopracowanym ujęciom.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • Ivar
  • więcej Ivara
  • idealne balansowanie pomiędzy wieloma różnymi wątkami
  • ciekawa, dynamiczna akcja
  • serial nadal zachwyca pod względem technicznym

Minusy

  • wątek Flokiego
  • przewidywalność

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Vikings

Serial opowiada historię wikingów żyjących w Skandynawii pod koniec VIII wieku. Chęć władzy, szacunek do tradycji i miłość do bogów sprawia, że ich losy są zawiłe …


Aktualności