Recenzja do: Veronica Mars (2004 )
Recenzje

W obecnych czasach nasze cyniczne społeczeństwo reaguje mniejszym entuzjazmem na revival, remake, czy reboot serialu, który uwielbialiśmy, zanim zakończył swoją emisję. Powodem jest głównie masa rozczarowań, z jakimi musieliśmy się zmagać przez lata i, no cóż, musimy nadal. Jednak nawet jeśli nowy sezon „Twin Peaks”, revival „Gilmore Girls” czy odnowiona „Roseanne” nie spowodowały, że z niecierpliwością oczekiwałam na premiery, to jednak zupełnie inaczej sytuacja wygląda z „Veronicą Mars”.

„Veronica Mars” była bardziej kultowym serialem na zachodzie niż w Polsce, jednak nawet u nas doczekała się zbiorowiska fanów, którzy uparcie oglądali w kółko te trzy emitowane sezony na TVN 7 ponad dekadę temu. Produkcja o młodej, nastoletniej detektyw stała się tak kluczową w historii telewizji z wielu powodów. Jednym z nich był fakt, że po zakończeniu „Buffy the Vampire Slayer” widzowie potrzebowali kolejnej silnej protagonistki, która zawodowo kopie tyłki. Drugim był wielki początek dla karier sporej ilości aktorów, którzy w produkcji się pojawili. Trzecim było, że nawet jeśli był to serial kierowany głównie do młodzieży, to jednak targetował w wyższą grupę wiekową niż bardzo młodzi nastolatkowie, głównie warunkowane to było problemami, jakie zostały poruszone w produkcji.

Nostalgicznie, ale z umiarem

Serial mimo sporej bazy fanów został niespodziewanie anulowany w 2007 roku po emisji trzech sezonów. Urwany finał produkcji spowodował, że widzowie nigdy do końca nie mogli się pogodzić z jego kasacją. Powstawały liczne petycje o przywrócenie „Veroniki Mars”, aż w końcu w 2013 dzięki donacjom fanów udało się uzbierać fundusze na zrealizowanie filmu, który miał zakończyć całą historię. Dopóki nie okazało się, że Hulu postanowiło stworzyć revival serialu i dało nam szansę na oglądanie dalszych losów ulubionej detektyw.

Czwarty sezon „Veroniki Mars” pokazuje nam zupełnie inne Neptune, niż znaliśmy do tej pory. Z małego miasteczka przy San Diego zmieniło się w centrum wyjazdowe dla studentów na ferie świąteczne. Cała przestrzeń przy plaży, którą do tej pory widzieliśmy tylko jako miejsce dla rodzin na wypoczynek, teraz jest wypełniona barami, hotelami i restauracjami tłumnie uczęszczanymi przez studentów. Imprezowy nastrój psuje wybuch bomby w jednym z hoteli, a z każdą kolejną eksplozją podczas akcji sezonu turystów zdaje się ubywać. Śledztwo co do tej sytuacji zdaje się badać więcej niż tylko policja i Veronica, a pomniejsze sprawy łączą się niespodziewanie w jedno.

veronica mars, revival, sezon 4, hulu

Revival serialu dał nam wystarczające ilości nostalgii, żebyśmy znowu poczuli się, jakby Neptune było naszym domem, ale nie są to nachalne ilości. Nowy sezon nie żeruje na nostalgii, jak to wyglądało po części w przypadku filmu, który wrzucił jak najwięcej postaci, żeby tylko wywołać chwilową radość u widza, kiedy zobaczy znajomą twarz po latach. Obyło się bez nachalnych powrotów postaci, tylko po to, żeby powróciły. Jednak wciąż jest nostalgicznie, w końcu nie wszyscy opuścili Neputune, a większość bohaterów, których do tej pory uwielbialiśmy, jest nadal taka sama.

Co do samej narracji serialu i jego budowy, to jest zupełnie inaczej niż pamiętamy. Ciągle obecna narracja Veroniki zastąpiona jest formą opowiadanej historii, której narrator zna początek i koniec. Nie mamy też pomniejszych spraw poza tą główną zagadką sezonu. Było to dobrym rozwiązaniem, bo nawet jeśli poprzednia forma pozwoliła nam poznać wiele zróżnicowanych bohaterów, to jednak uwaga skupiona na jednej sprawie pozbawia serialu tego chaosu, jaki czasem występował w odcinkach i jednocześnie nie zabiera świateł reflektorów z głównej zagadki, co też zdarzało się wcześniej. Klimat produkcji też stał się o wiele dojrzalszy niż poprzednio, co jest zasługą zmiany stacji na platformę, która nie ma tak restrykcyjnych ograniczeń wiekowych.

Potrzebne czy nie?

Chociaż większość powrotów seriali po latach okazuje się porażką albo czymś zupełnie zbędnym, tak tutaj nie mogę stwierdzić ani jednego ani drugiego. „Veronica Mars” od Hulu jest czymś zupełnie nowym, nie ogląda się tego jak „odgrzewanego kotleta”, bo klimat i sposób opowiedzenia historii wpisuje się w obecne standardy seriali z tego gatunku. Jednak czy revival był zbędny, to tu już decyzję musicie podjąć sami. Ja, z wielkim sentymentem do tej produkcji, jako że był to mój pierwszy, świadomie oglądany serial, który zaczął moją przygodę z serialomaniactwem, zapiszczałam jak dziecko, kiedy dowiedziałam się o powrocie. To nie jest jedyny powód, dla którego revival mnie tak ucieszył. Od lat powtarzałam, że „Veronica Mars” wyprzedziła swoją epokę i w czasach, kiedy wiele seriali siedziało jeszcze w tej swojej ograniczonej widoczności, ta produkcja łamała granice i robiła kolejne kroki milowe. Dlatego głównie chciałam powrotu, bo wiedziałam, że obecnie ten serial byłby hitem, bo daje nam dokładnie tego, czego chcemy od współczesnych produkcji. Co prawda w finale sezonu doszłam do wniosku, że jednak nie do końca miałam rację.

veronica mars, revival, sezon 4, hulu

Nowy sezon daje nam Veronicę jaką znamy i kochamy, jednocześnie dając nam do zrozumienia, że nie jest ona najlepszym przykładem do naśladowania. W przeciągu sezonu widzimy jak samolubna, mściwa, małostkowa i toksyczna może być Veronica  i mówcie, co chcecie, ale jej droga do zrozumienia własnych błędów jest i zawsze była w tym serialu najlepiej przeprowadzona. Co jest też świetne, większość postaci postawionych obok V. na głównym planie nie zostaje w tyle ze swoim rozwojem. Zwłaszcza widoczne jest to u Logana, który zmienił się nie do poznania od czasów egocentrycznego łobuza z liceum. Chociaż mamy też Dicka Casablancasa, który zmienić się nie zamierza i za to go kochamy.

Nowi bohaterowie też świetnie wpływają na fabułę, zwłaszcza nowa przyjaciółka Veroniki – Nicole (Kirby Howell-Baptiste) , dostawca pizzy z parciem na szkło – Penn Epner (Patton Oswald) czy mini wersja Veroniki – Matty Ross (Izabela Vidovic). Wszyscy po części związani z wybuchem bomb stają się jednocześnie podejrzanymi jak i ofiarami.

Nie może być idealnie

Był to udany powrót, nie jestem przekonana czy potrzebny, ale nowe odcinki zdecydowanie nie zawiodły, dając nam dobrą mieszankę świeżości i nostalgii, która mogłaby dobrze wypaść w przypadku kolejnych sezonów. Sprawa bomb była ciekawą walką z czasem i wzajemnym rzucaniem na siebie podejrzeń, które wystawiły Veronicę na próbę z własną moralnością. Momentami serial wrzucał kilka scen bez większego wytłumaczenia jako zapychacze czasu chyba, ale mimo dłuższych odcinków niż jesteśmy przyzwyczajeni, to wciągało się je jeden za drugim i z wielkim trudem musiałam je sobie dawkować.

veronica mars, sezon 4, revival, hulu

Jeśli chodzi o nieudane aspekty sezonu, to większość osób, które już sezon widziały, będzie wiedziało, o co chodzi. Przez jedną, głupią decyzję masa fanów straciła chęć do oglądania dalszych sezonów (jeśli powstaną) i zaczęło kwestionować, czy potrzebny w ogóle był ten powrót. Scena, która może byłaby do przyjęcia, z bólem serca, ale nadal, stała się absolutnym niewybaczeniem, głównie przez to jak twórca serialu – Rob Thomas, tłumaczy swoją decyzję. Rzuciło to światło na to, jak on sam widzi postać Veroniki i jak złe i szkodliwe jest jego rozumowanie.

Powrót „Veroniki Mars” to wydarzenie ważne dla świata seriali. Produkcja pokazała, że można zrobić udany revival i nawet po 15 latach dopasować się do obecnych standardów w telewizji. Pokazuje nam też, jak przez lata zmieniło się traktowanie protagonistek i że coś co uważaliśmy za cechy dobrej postaci kobiecej paręnaście lat temu, może się okazać nie takie dobre, jak nam się wydawało. Jednak jeśli myśleliście, że fale nienawiści spadły na Davida Benioffa i D.B. Weissa po finale „Game of Thrones”, to Rob Thomas prawdopodobnie ich prześcignął w ilości obelg rzuconych w jego stronę.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
6
"Veronica Mars" po 12 latach powraca w wielkim stylu. Serial zmienił swój klimat i narrację, ale daje nam tych samych bohaterów, których uwielbialiśmy ponad dekadę temu. Jest to jeden z niewielu powrotów seriali, które rzeczywiście się udały. Gdyby tylko nie ostatnie 10 minut finałowego odcinka...
Ocena czytelników
8

Plusy

  • brak żerowania na nostalgii
  • zmiana narracji
  • interesująca zagadka
  • nowi bohaterowie
  • ewolucja Logana
  • bardziej dojrzały klimat

Minusy

  • ostatnie 10 minut finału
  • głupie tłumaczenie twórcy
  • lekka przewidywalność

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Artykuły