Recenzja do: Ray Donovan (2013 )
Recenzje

Takie seriale, których liczba sezonów jest większa niż cztery, a do tego nadal trzymają wysoki poziom, mogę wyliczyć na palcach jednej ręki. Są to wyjątki, takie jak: „The Sopranos, „Breaking Bad” czy „Shameless”. Czy do tego grona można zaliczyć „Raya Donovana”, którego zakończyła się właśnie szósta odsłona? Niestety nie stoi on bardzo blisko podium, szczególnie jeśli chodzi o dwa pierwsze tytuły, ale porównując go do większości produkcji, które już dawno powinny się skończyć, to ten nadal trzyma się w ryzach.

Upadek

Raymond Donovan to bohater, który w swoim życiu wiele przeszedł. Zaczynając od dzieciństwa, a kończąc na stracie swojej ukochanej żony. Fakt ten miał bardzo traumatyczny wpływ na niego, spalał silnego mężczyznę od środka, co spowodowało jego upadek – dosłownie i w przenośni. Ray skoczył za duchem Abby do wody i choć wiadomo było, że wyjdzie cało z tej sytuacji, nie wiedzieliśmy, w jaki sposób do tego dojdzie. Szósty sezon jest bezpośrednią kontynuacją, w której to obserwujemy, jak policjant ratuje życie niedoszłemu samobójcy. I jest to bardzo interesujący punkt wyjścia, kiedy zobaczymy naszego tytułowego bohatera w zupełnie innej odsłonie. A przynajmniej na początku. Ma wszystkiego dość, jest wrakiem człowieka, a jego zmiana nie tylko siedzi mu w głowie, ale również przejawia się w jego wyglądzie. Odrzuca eleganckie garnitury do szafy, i w taki sposób zawsze dobrze wyglądający facet przypomina kloszarda, któremu ledwo starcza na chleb, a byle kto potrafi spuścić mu łomot. Długo to nie potrwa, gdyż dawne znajomości nie pozwolą mu zapomnieć o tym, w czym jest najlepszy. Dosyć szybko następuje zmiana wizerunku na ten dobrze nam znany. W ekspresowym tempie nabiera sprawności i dawnego image’u, co nastąpiło zdecydowanie za szybko. Przykro się patrzyło na zniszczonego Raya, ale było to wielce interesujące, jak wszystkie te wydarzenie wpłynęły na niego. Jednak twórcy postanowili ruszyć z kopyta i nie powielać nieco ślamazarnego tempa poprzedniego sezonu.

Nie ma chillu

A Ray o spokoju może zapomnieć – dawni pracodawcy, rodzina i przede wszystkim „ukochany” tatuś Mick dadzą mu grubo w kość. Scenarzyści dla każdego z Donovanów mają przygotowany oddzielny wątek. Wrócimy na plan filmowy z Darryllem, wejdziemy w świat podziemnych walk bokserskich razem z Terrym i sprawdzimy, co tym razem przytrafi się Bunchy’emu i Mickey’owi.  Odwiedzimy również Bridget, mieszkającą ze swoim chłopakiem, który również ma problemy. I to dosyć poważne. Do tego Ray znów jest aktywny zawodowo i wplątuję się w polityczne potyczki. Wielowątkowość  zalewa nas już od samego początku. Nie jesteśmy nią przytłoczeni, ich czas jest dobrze zagospodarowany, jednak odnosi się wrażenie, że obecność paru tematów jest wrzucona na siłę i nie będą one miały wpływu na główną oś fabularną. Z jednej strony doceniam pomysły scenarzystów w niektórych aspektach, z drugiej – na poszczególne postaci brakuje oryginalnych pomysłów.

Mimo tego czuć przez większość odcinków, że saga rodziny Donovanów przechodzi naprawdę trudne chwile. Tak źle nie było chyba nigdy. To totalny upadek, każdy z nich czuje się coraz gorzej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Z każdym epizodem obserwujemy, jak niszczą sobie powoli życie, jak coraz więcej błędów popełniają. Duch Abby cały czas unosi się w powietrzu, wspominki z jej życia mają często emocjonalny wpływ na bohaterów i jest to wykorzystane bardzo dobrze. Szczególnie odbija się to na Rayu, który czasami traci kontakt z rzeczywistością i ewidentnie potrzebuje pomocy specjalisty.

A krew się będzie lała!

Nie zapominajmy oczywiście o tym, że produkcja obfituje głównie w kryminalne akcenty, a tych również nie brakuje w tym sezonie. Tym razem wejdziemy w świat wyborów na burmistrza, więc będziemy świadkami manipulacji mediami, korupcji i brudnych interesów. A w środku tego wszystkiego znajdzie się nasz tytułowy bohater, który po raz kolejny odkryje w magiczny sposób rozwiązanie wszystkich problemów, i to w kulminacyjnym momencie. Przychodzi mu to zdecydowanie za łatwo, ale zawsze tak było, że uproszczenia scenariuszowe były mankamentem produkcji. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Ten szablon został zachowany. A i gang Donovanów po raz kolejny przyłoży do tego rękę, ale tym razem dostaną pomocną dłoń od Bridget. Bohaterka przeszła dużą przemianę i w finale odbywa się to może w zbyt szybkim tempie, ale cieszy rozwój postaci. Nazwisko zobowiązuje i widać, że jest dobrą spadkobierczynią klątwy Donovanów.

Szósty sezon, pomimo moich narzekań na niektóre elementy, ogląda się bardzo dobrze. Relacje między braćmi nadal są ogromnym filarem produkcji, który trzyma strop ogromnej wielowątkowości. Każdy z nich jest inny, niepowtarzalny. Odmienność charakterów idealnie łączy się ze sobą, tworząc drużynę nie do zdarcia. Są zniszczeni przez życie, ale zawsze znajdą siłę, aby wspólnie działać, aby tylko ochronić bliskich. A stawka w finale jest naprawdę wysoka. Trauma dominuje w tej odsłonie, ale finał jest jednak słodko-gorzki i podejmuje wiele ciekawych kwestii, przede wszystkim w stosunku do Mickeya. Czy nieśmiertelną głowę rodziny zobaczymy w kolejnym sezonie? O tym przekonamy się prawdopodobnie za rok, ale chciałbym, aby scenarzyści dali mu w końcu spokój. Doceniam, że cały czas mają pomysły na jego postać, ale boje się, że wyczerpali już wszystkie możliwości. I z całą pewnością jego wątek mógłbym uznać za zakończony. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, i myślę, że ta chwila właśnie nadeszła.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Ray Donovan wraca z 6. sezonem i trzeba przyznać, że serial nadal ma to "coś". Nasz tytułowy bohater zdecydowanie nie ma zamiaru przejść na emeryturę, co widać w szybkim tempie tej odsłony. Fani serialu powinni być zadowoleni.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • Relacje Gangu Donovanów
  • Przemiany bohaterów
  • Dobre tempo sezonu

Minusy

  • Zbyt duża wielowątkowość
  • Uproszczenia scenariuszowe

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności