Recenzja do: Undercover (2019 )
Recenzje

Ciężko zliczyć ile kryminalnych seriali powstało na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Napływają one z całego świata – jedne podążają schematami gatunku, inne próbują zaoferować widzom coś nowego, zapadającego w pamięć. Którą z tych produkcji jest belgijska nowość od Netflixa, „Undercover”? Przekonajmy się.

Narcos: Belgia

Serial zaczyna się pięknymi ujęciami Limburga, który – jak opowiada nam narrator – jest dla ecstasy tym, czym Kolumbia dla kokainy. Produkuje się tu 500 milionów pigułek rocznie i rozprowadza po całym świecie. A największą szychą w mieście jest Ferry Bouman, który wraz ze swoimi najbardziej zaufanymi ludźmi mieszka na małym kempingu. Po odkryciu tego policja nie może przymknąć oka i postanawia, że musi zacząć działać. A ponieważ bez dowodów ich ręce są związane, chcą zdobyć je za pomocą tajnych agentów. Bob wraz z Kim, pod przykrywką jako Peter i Anouk, wynajmują więc przyczepę tuż obok domu Ferry'ego i powoli próbują zdobyć zaufanie Boumana, jego żony Danielle oraz współpracowników. Od powodzenia ich misji zależy nie tylko ich życie, ale także tysięcy ludzi, więc gotowi są zrobić wszystko, co w ich mocy, by Ferry znalazł się za kratami.

undercover, bob, kim, peter, anouk, recenzja, review, serialomaniak, 2019

Zarys fabuły jest raczej sztampowy i tak naprawdę niewiele do końca serialu się zmienia. „Undercover” nie jest specjalnie odkrywczy, bazuje na tym, co znamy i opowiada historię, jaką już wiele razy widzieliśmy. Fani gatunku nie znajdą w nim wiele oryginalności, ale mimo to tę produkcję ogląda się naprawdę przyjemnie. Choć tempo jest raczej wolne, „Undercover” budzi emocje, przede wszystkim relacjami między bohaterami.

 

Pieniądze zarabiają się same

Bob i Kim zostali dobrani do siebie idealnie. On woli mieć ułożony plan i ewentualnie improwizować, jeśli nie wypali, a ona woli działać całkowicie spontanicznie. Gdy są razem znajdują równowagę potrzebną, by wyjść cało z ciężkich sytuacji, w których często się znajdują. Pracują ze sobą bardzo dobrze, jednak największą chemię mają z tymi, na których polują. Kim nawiązuje wyjątkową więź z Danielle po uratowaniu jej psa – Khaleesi (o którego to najbardziej się martwiłam przez cały seans). Zbliżają się do siebie początkowo jako przyjaciółki, by później pani Bouman do Anouk zapłonęła głębszym uczuciem. Przyznać muszę, że te dwie na ekranie oglądało się ciekawie. Zwłaszcza znając prawdę o tym, iż jedna z nich nie jest tą, za którą się podaje, a mimo to powoli zaczyna odczuwać do Danielle sympatię.

undercover, recenzja, review, 2019, serialomaniak

Relacja Boba, czy też raczej Petera, z Ferrym była bardziej wyboista. Co chwilę zbliżali się do siebie, by zaraz znów powrócić do chłodnych, sąsiedzkich stosunków. Głównie przez Johna, najlepszego przyjaciela Boumana, który tajnemu agentowi nie ufał nawet przez sekundę i co chwilę kwestionował jego tożsamość. Wprowadziło to ciekawy konflikt, którego rozwiązanie faktycznie mnie interesowało. Ferry od zawsze bezgranicznie ufał Johnowi, a tamten robił wszystko, by ich biznes się rozwijał. Sam ich biznes mnie jednak zastanawiał, bo poza paroma spotkaniami z kupcami, Bouman nie robił praktycznie nic związanego z pracą. Częściej organizował grille dla sąsiadów i chodził po barach niż zajmował się narkotykami. O tym jak niebezpieczny jest i o jego wytwórniach słyszymy tylko historie, a na dowód dostajemy może z trzy krótkie sceny. Brakowało mi rozwinięcia tego wątku, zobaczenia jak faktycznie niebezpieczne było towarzystwo, do którego trafili Bob i Kim. Widzimy piękne wille, drogie samochody, ale nie to, skąd wzięły się na nie pieniądze. „Undercover” był moim zdaniem nieco rozciągnięty, wolałabym skrócić parę wątków, a zobaczyć jak Ferry zarabiał na utrzymanie, lecz niestety muszę obejść się smakiem.

undercover, serialomaniak, recencja, review, 2019

 

Niby Polacy, ale jakby Ukraińcy

Zawsze miło jest usłyszeć, gdy w zagranicznych serialach wspominają o Polsce. A gdy jeszcze ktoś zacznie mówić po polsku, ciężko się nie ucieszyć. Do połowy „Undercover” o Polsce nawet sporo się mówi, a szczególnie w piątym odcinku, gdzie dwóch bohaterów wybiera się do naszego kraju po substancję potrzebną do wytworzenia MDMA. Cieszyło mnie to do momentu, kiedy bohaterowie zaczęli się odzywać, wtedy zaczęłam mieć mieszane uczucia. Peter za partnera w podróży ma Arka, który niby cały czas mówi po polsku, ale jednak z ukraińskim akcentem, nie odmieniając wyrazów. Następnie, gdy dojeżdżają na miejsce, poznajemy Marka i on już mówi poprawną polszczyzną, ładnie się wysławiając. Pomyślałam więc, że może Arek po prostu jest z Ukrainy. Więcej wątpliwości dodała mi jedna scena niedługo potem, gdzie wracający do domu Peter zostaje zatrzymany przez radiowóz, a w nim znów znajdujemy takie samo połączenie. Zaczęłam zastanawiać się czy twórcy nie odróżniają Polaków od osób innych narodowości mówiących po polsku i poszli na łatwiznę, czy też obie pary bohaterów miały być mieszane, bo tak naprawdę nigdy konkretnie nie powiedzieli czy są Polakami. Niemniej jednak fajnie było o Polsce usłyszeć, momentami nawet w pochwalnym tonie.

undercover, recenzja, review, serialomaniak, 2019

 

Podsumowując

Fabuła, choć momentami się przedłuża, jest ciekawa i mimo że nie oferuje nic specjalnie oryginalnego, to jednak potrafi zaciekawić i zachęcić do skończenia historii. „Undercover” obejrzałam dość szybko, głównie dzięki bohaterom i ich relacjom z innymi. Przyjemnie się oglądało jak toczyły się losy każdego z nich, bo choć powinniśmy kibicować protagonistom, ciężko było nie polubić antagonistów. Widzieliśmy ich dobre strony częściej niż te złe i nie raz wykazywali się cechami godnymi pochwały i naszej sympatii. Człowieczeństwa dodali im także aktorzy, którzy według mnie spisali się bardzo dobrze. Często było widać w nich emocje, zwłaszcza serialowej Danielle.

Muzyka i ładne zdjęcia dodawały produkcji klimatu. Chłodna kolorystyka dobrze oddawała nastrój, jaki towarzyszył przedstawionym wydarzeniom, nie było zbyt wesoło ani zbyt ponuro. Potrafiono również znaleźć miejsce na odrobinę humoru, którego momentami było potrzeba. Sceną, którą na pewno zapamiętam, będzie ta z M&M'sami i Skittlesami – kto oglądał dobrze wie, o czym mówię.

Samo rozwiązanie sprawy jednak nieco mnie rozczarowało. Dostaliśmy co prawda mały plot twist, ale oczekiwałam czegoś więcej. Zaskoczenia, które niestety nie nadeszło. Końcowa scena jednak zapowiada drugi sezon, który od pierwszego mógłby być o wiele ciekawszy.

Serial dostępny jest na Netflixie.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
8
Scenariusz
6
„Undercover”, choć momentami powtarza schematy seriali kryminalnych, ma w sobie coś, co sprawia, że przyjemnie się go ogląda. W głowach widzów za długo nie pozostanie, jednak dostarczy rozrywki podczas oglądania, a przecież o to przede wszystkim chodzi. Jest porządną produkcją, której można dać szansę.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • bohaterowie i ich relacje z innymi
  • wciągająca historia

Minusy

  • momentami niepotrzebnie rozciągnięta akcja
  • lekko sztampowy

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Undercover

Belgijska policja federalna od lat siedzi na tropie jednej z największej na świecie sieci XTC, na której czele stoi nieuchwytny Holender Ferry Bouman. Policja postanawia …