Recenzja do: Unbreakable Kimmy Schmidt (2015 )
Recenzje

To już nasza ostatnia przygoda z niezłomną Kimmy Schmidt i nawet jeśli zapowiadany film się nie pojawi, to jego brak nie zrobi nam większej krzywdy. Jednak przez cały seans nie mogłam przestać się zastanawiać, po co Netflixowi było dzielenie czwartego sezonu na dwie części. Więcej wyrządziło to sezonowi krzywdy niż pożytku, przez co nie mogę być tak do końca zadowolona z końcowego efektu.

Kimmy powraca po raz ostatni, by podarować nam długo wyczekiwany happy ending po jej brutalnym spotkaniu z rzeczywistością, gdy opuściła już bunkier. Porwana w nastoletnim wieku wychodzi do świata, kiedy jest już dorosła, ale nie miała tak naprawdę szansy, żeby dorosnąć. Dlatego prawdziwy świat ciągle miażdży jej dziecięce wyobrażenie i rani w każdym sezonie coraz bardziej. Kimmy jednak mimowolnie dojrzewa i chociaż sama może tego nie dostrzegać, to nie jest już 15-latką zamkniętą w 30-letnim ciele. To wszystko jednak gdzieś ucieka, kiedy Kimmy dostrzega, że nie musi się zmienić, żeby osiągnąć sukces, i jej wyjątkowość tkwi właśnie w tej dziecinności i wyidealizowanej wersji świata.

Świat według Kimmy Schmidt

„Unbreakable Kimmy Schmidt” nawet jeśli teoretycznie dzieje się w normalnej rzeczywistości, to zawsze zabiera nas w podróż do świata dziwnego i bardziej niepowtarzalnego, niż mógłby być. Nie inny był cały czwarty sezon, jednak w jego drugiej połowie z odcinka na odcinek widać było, że twórcy próbują zakończyć historię, jednocześnie nie wyrzucając nadmiaru swoich pomysłów. Niektóre były bardziej trafne, niektóre mniej, jednak największym mankamentem był pomysł podzielenia sezonu na dwie części, przez co ta druga połowa jest tak wszystkim napchana, że aż czuję przesyt, i to wcale nie postaci Kimmy. Właśnie mniejszy problem miałabym, gdyby te wszystkie wątki skupiały się na protagonistce, ale ona sama dostaje minimum uwagi, a większość zostaje podzielona przez resztę bohaterów. O ile uwielbiam Titusa, o tyle nie jestem pewna, jak długo jego mylne poczucie sławy może być śmieszne. Chyba że we wszystko wplątany jest Jon Bernthal, wtedy kupię całość.

unbreakable kimmy schmidt, recenzja, netflix, sezon 4b

Co jednak ten sezon zrobił dobrze? Przede wszystkim podarował nam baśniową historię, która nie mogła nie skończyć się szczęśliwym zakończeniem. Dotyczy to wszystkich postaci, chociaż głównie Kimmy i Titusa. Kimmy przez te wszystkie sezony chciała, żeby jej idea dobrego świata została zakorzeniona w każdym człowieku i tak właściwie jej się to udało, chociaż metody, które stosowała, wydawałoby się, że nie będą skuteczne. Titus marzył o sławie i miłości, a tak naprawdę o sławie i konkretnej osobie, która oddaliła się od niego przez te sezony. Wszystko to dostaje, chociaż niefortunnym biegiem zdarzeń. Jednak to wszystko gra, bo taką rzeczywistość sprzedała nam Kimmy i ja to kupuję. Dodatkowo przez tę resztkę sezonu te wszystkie postacie, które znamy, nie straciły na charakterze i swojej unikatowości, chociaż wszystkie w jakiś sposób poszły we własnym kierunku.

Wyszły też niektóre pojedyncze odcinki, jak na przykład wyjaśnienie, jak naprawdę powstaje kultowe przedstawienie „Koty” czy w jaki sposób społeczeństwo reaguje na afery z molestowaniem seksualnym, które są tak obecne w naszej aktualnej rzeczywistości. Chociaż tutaj momentami miałam wrażenie, że próbują zrobić o krok za daleko w związku z tym tematem, to jednak finalny wydźwięk wyszedł dobrze.

Kimmy dlaczego brniesz w chaos?

Co jednak nie wyszło? Właśnie sporo. Przede wszystkim powpychanie kilkunastu, zupełnie od czapy, wątków tylko dlatego, że twórcy mieli swoje pomysły i nie chcieli ich wyrzucać do kosza. Tworzy się przez to okropny chaos i skakanie z wątku na wątek, pośpiesznie zamykając poprzednie, żeby tylko wszystko zrealizować. Uwagę dostają też postacie, które zawsze były zbędne, albo nowe postacie, bez których ten serial zupełnie by nie stracił. Żal mam przede wszystkim za tą Mimi, której zachowanie nigdy nie ma sensu i do końca nie wiadomo, po co ona tam jest. Nie jest to postać ani zabawna, ani ciekawa, wręcz jest okropnie irytująca. Potem jest jeszcze współpracownik Kimmy, którego imię musiałam wyszukać, bo był tak zbędny. Nazywał się Josh Hoffman i pojawił się tylko po to, żeby pokazać, że Kimmy zawsze brakowało rodzicielskich wzorców, przez co wdaje się w romans z rodzicami Josha. To nie jest tak, że my już tego nie wiedzieliśmy po poznaniu, jakie relacje miała z matką, więc po co wkładać to znowu? Nie mam pojęcia. Na koniec zostawiłam sobie Elego; przy całej mojej miłości do Zacharego Quinto wolałabym, żeby naprawdę się nie pojawił. Nie był ani jakoś bardzo ciekawy, ani logicznie napisany, patrząc na jego finalne wyznanie. Poza tym nadal nie uważam, żeby Jacquelin potrzebowała związku jako swojego szczęśliwego zakończenia, skoro dużo bardziej zależało jej na karierze.

unbreakable kimmy schmidt, recenzja, seon 4b, netflix

Ta druga połowa sezonu jest jednym wielkim chaosem, nie oszukujmy się. I to nie takim chaosem, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni, który jednak miał jakiś sens na końcu. Wyraźnie widać to pośpieszne domykanie wątków, które w efekcie stworzyło fabułę, której nie po drodze jest kibicować. Finał, nawet jeśli go kupuję, to myślę, że był wyjątkowo leniwy i nie zdawał się czymś, do czego dążyli twórcy od samego początku. Cały podnoszący na duchu humor mimo tragicznej traumy gdzieś zniknął i czuję przez to znaczny niedosyt. Jednak nadal nie uważam, żeby film mógł to w jakiś sposób naprawić, skoro już wszystkie wątki zostały domknięte.

Był to przyjemny i wciągający sezon, który nie nudził nawet przez chwilę, i jeśli pominąć wszelkie wywracanie oczami i pytanie w ekran: „Ale dlaczego?”, to można go uznać za w miarę dobry. Jednak na pewno najgorszy ze wszystkich pozostałych.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
5
Ostatnia przygoda z Kimmy Schmidt może przyniosła szczęśliwe zakończenie, ale jednocześnie przesyt i chaos przez co trudno jest tak w pełni cieszyć się tymi finalnymi odcinkami. Nadal jest zabawnie i wciągająco, ale jednak z większym absurdem niż jest to potrzebne.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • podomykane wątki
  • szczęśliwe zakończenie dla wszystkich
  • odcinek z przedstawieniem "Koty"

Minusy

  • chaos
  • leniwy scenariusz
  • pospieszne domykanie wątków
  • nierówna uwaga dla postaci
  • absurdalne pomysły
  • zbędne postacie

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności