Recenzja do: Tuca and Bertie (2019 )
Recenzje

Wystarczyło jedno zdanie: „serial od twórców „BoJacka Horsemana, żebym bez zastanowienia i nawet bez obejrzenia zwiastuna zdecydowała się na dodanie „Tuca and Bertie” do swojej listy. Przez chwilę podejrzewałam, że ta produkcja będzie spin-offem do serialu o koniu celebrycie. Jednak jak na razie te dwie produkcje nie mają ze sobą wiele wspólnego poza zwierzęcymi bohaterami.

„Tuca and Bertie” to serial o dwóch przyjaciółkach – tukanie Tuce i kanarkowi Bertie – które zmagają się z trudami dorosłego życia. Poznajemy główne bohaterki w momencie, kiedy do Bertie wprowadził się jej chłopak Speckles, a Tuca musi się wyprowadzić do swojego mieszkania aż piętro wyżej. Nasza tukanica to lekkoduch, bezrobotna imprezowiczka, która nie ma zbyt wielu zasad moralnych i przez większość życia robi, co jej się podoba. Bertie jest jej skrajnym przeciwieństwem i chociaż imprezy nie są jej obce, to jednak bardziej skupia się na rozwijaniu kariery i budowaniu gniazdka ze swoim chłopakiem. Przez lata przyjaźni udało im się wypracować pewien balans, dzięki któremu wzajemnie jakoś funkcjonują. Mamy jeszcze Specklesa, dobrodusznego rudzika wydającego się strasznym nudziarzem w porównaniu do Tuki, ale za to z wielkim sercem.

Ale to już było

Problem z tym serialem mam głównie taki, że już raz to wszystko widziałam, tyle że wszystko tutaj zostało zrobione lepiej. „Tuca and Bertie” to tak właściwie ptasia i animowana wersja „Broad City”. Możliwe, że gdybym nie uwielbiała tego drugiego serialu tak bardzo, to byłabym lepiej nastawiona do jego mizernej kopii. Jednak tak nie jest i chociaż produkcja jest przyjemna do oglądania, można ją pochłonąć na raz, to nie mogłam się odpędzić od poczucia strasznego niedosytu.

Zacznę jednakże od pozytywów, bo to nie jest tak, że produkcja okazała się kompletną klapą. Tylko w porównaniu zarówno z „BoJackiem”, jak i innymi animacjami od Netflixa wypada słabiej.

tuca and bertie, netflix, sezon 1, recenzja

Po stylu animacji od razu widać, jakie studio było za nią odpowiedzialne; estetyka i styl są bardzo podobne do „Horsemana”. W tym przypadku bez oporów stwierdzę, że w „Tuca and Bertie” wyszło to nawet lepiej. Kolorystyka serialu jest bardziej ożywiona, a szczegóły w tle wyraźniejsze i powstawiane z większym rozmysłem. Do tego interesujące są wstawki jakby z innego uniwersum, kiedy na przykład Tucę i Bertie zastępują realistyczne ptasie pacynki z naszego świata. Animacja w tej produkcji jest po prostu cudna i nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia. Od zwyczajnych scen po te bardziej zakręcone i pełne akcji.

Bertie (czyli odpowiednik Abbi) jest szalenie interesującą, ale też zupełnie zwyczajną postacią. Dzięki czemu nie jest problemem polubienie jej, więc jej wątki ogląda się z dużo większym zainteresowaniem niż te Tuki. Bertie przybliża nam tematykę molestowania seksualnego w miejscu pracy, a zwłaszcza w większej korporacji, gdzie wszyscy jakby przymykają na tę kwestię oko, ale też uprzedmiatawiania kobiet i wywierania na nich wpływu przez wysoko postawionych mężczyzn. Sam jej związek ze Specklesem jest ciekawy, kiedy dobroduszność chłopaka odbija się negatywnie na nim przez mętlik, jaki ma w głowie Bertie. Jeśli protagonistką miała być Tuca, to zdecydowanie na pierwsze miejsce wychyliła się Bertie, co zupełnie mi nie przeszkadza.

Ten serial jest przyjemną rozrywką, z elementami poważniejszej tematyki, co widzowie zawsze bardzo doceniali w przypadku „BoJacka Horsemana”. Fabularnie jest wciągający, a przygody dwóch ptaszyn na tyle interesujące, że oglądanie każdego odcinka jest przyjemnością. Postacie, które zaoferowali nam twórcy, dostają swoje spójne charaktery, ale są na tyle zróżnicowane, że nie czujemy, jakbyśmy wiedzieli, czego się po nich spodziewać w każdym momencie.

Nielubiana protagonistka

Teraz mogę przejść do tego, co zupełnie nie wyszło, przez co nie jestem pewna, czy w przypadku pojawienia się drugiego sezonu będzie wystarczającą motywacją, żeby go oglądać.

tuca and bertie, recenzja, netflix

Przede wszystkim nie wyszła postać Tuki. Głośna, rozrywkowa i po części egoistyczna bohaterka zbytnio przypomina żeńską wersję BoJacka, co nigdy nie było jakoś wyjątkowo potrzebne. BoJack mimo swojej antagonistycznej osobowości pokazał nam nie raz, że nie jest tylko tym, kim nam się wydaje. Tego typu postacie są trudne do napisania tak, żeby je polubić i nie czuć irytacji podczas seansu. Tutaj się to nie udało. Tuce poza głośną osobowością brakuje jakiegokolwiek interesującego elementu, który kazałby nam ją lubić, a co dopiero w jakiś sposób jej kibicować. Zwłaszcza przy relacji z Bertie, kiedy przydałby się jakiś element mówiący nam, że ich skrajnie różne charaktery dobrze na siebie wpływają. Tutaj Tuca przypomina tą irytującą koleżankę ułożonej i pragnącej dobrego życia dziewczyny, która jest swego rodzaju toksyczna dla niej i dla jej rozwoju. Nawet jeśli dostajemy jakąś część jej przeszłości, która powinna spowodować, że zaczniemy z nią sympatyzować, to jednak całe przesłanie wyszło nijako. Jednak to jest ogólny problem z tym serialem; producenci poruszyli kilkakrotnie poważne tematy, do których odpowiednie podejście mogłoby zupełnie zmienić jego wydźwięk, ale z jakiegoś powodu to nie wyszło. Wszystko zostało potraktowane tak pospiesznie i po macoszemu.

Kolejnym problemem jest to, o czym już wspomniałam – ten serial zupełnie niczym się nie wybija ponad inne animacje Netflixa, ale również ponad te skupione na kobiecych bohaterkach. Podobieństwo do „Broad City” było irytujące głównie dlatego, że wiem, iż twórcy mogli zrealizować ten serial lepiej. Ich postacie mogły wypaść bardziej interesująco, a poruszana tematyka mogła uderzyć bardziej. W „Broad City” mamy odpowiednik Tuki, którą jest Illana, i jest to postać jeszcze bardziej przesadzona i obsceniczna, a wyszła milion razy lepiej. Niejednokrotnie też poruszano tam dokładnie te same tematy i nawet jeśli wplatano tam humor, to samo przesłanie uderzało mocno. W tej produkcji trafiły się same zmarnowane okazje.

Chciałam być rozczarowana faktem, że tego typu serial zrobiła kobieta i tak bardzo minęła się z przesłaniem. Jednak patrząc na inne podobne produkcje, wydaje się, że jest on całkiem zbieżnie zrealizowany. Nigdy nie podobało mi się, że idea ciekawej protagonistki to głośna, irracjonalna, wulgarna i często paradująca nago bohaterka, ale co mogę zrobić.

Serial dostępny na platformie Netflix,

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
6
"Tucca and Bertie" to bardzo przyjemny i mało wymagający serial. Przygody dwóch ptaszyn są na tyle ciekawe, że można im wybaczyć większość wpadek. Chociaż nie nalegam, że jest to animacja od Netflixa, którą koniecznie trzeba zobaczyć.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • postać Bertie
  • animacja
  • soundtrack
  • zabawny
  • nie jest nudno

Minusy

  • postać Tuki
  • płytkie podejście do poważnych tematów
  • nic nowego

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.