Recenzja do: Jack Ryan (2018 )
Recenzje

Będę szczera: do tego serialu zabierałam się bez przekonania, zwłaszcza że franczyza Jacka Ryana jest już dość przewałkowana, więc można pomyśleć – po co odgrzewać starego kotleta? Jest to jednak kolejny raz, kiedy produkcja potrafi bardzo miło zaskoczyć, pomimo iż jest zwykłą sensacją, żeby wręcz nie powiedzieć, że klasyczną. Co zatem nowego mogą nam zaprezentować twórcy? Okazuje się, że mimo utartych klisz wiele rzeczy można przedstawić w całkiem nowym świetle, a część wątków jest wręcz świeża wśród zachodnich produkcji. Uwaga, recenzja może zawierać minimalne spoilery.

Warto powiedzieć najpierw kilka słów dla nieobeznanych z tematem. Jack Ryan to bohater słynnego cyklu napisanego przez Toma Clancy’ego. Tytułowy bohater w książkach był agentem CIA, historykiem, a nawet prezydentem USA. Powstało też kilka filmowych adaptacji, a najsłynniejsze z nich to „The Hunt for Red October” („Polowanie na Czerwony Październik”), „Patriot Games” („Czas patriotów”) czy „Clear and Present Danger” („Stan zagrożenia”). Tym razem za adaptację serialową wziął się Amazon, a akcja jest bardzo uwspółcześniona w stosunku do powieści, które powstały w latach 80. XX wieku. 

Słów kilka o naszym bohaterze

O czym opowiada serial? Głównym i tytułowym bohaterem jest Jack Ryan, grany przez Johna Krasinskiego. Jest on weteranem wojny w Afganistanie, który zmaga się z zespołem stresu pourazowego po traumatycznych przeżyciach. Obecnie jest analitykiem w CIA, a wydawałoby się, że jego praca jest wręcz wyjątkowo nudna – Jack zajmuje się obserwowaniem podejrzanych transakcji finansowych w Jemenie. Pewnego dnia jego nowym przełożonym zostaje John Greer, z którym miał nieprzyjemne zderzenie na drodze. Od początku panowie nie pałają do siebie sympatią, a Jack koniecznie chce postawić na swoim i udowodnić  własną rację. Po odmowie Greera dotyczącej blokady podejrzanego konta bankowego, Jack postanawia powstrzymać domniemanych terrorystów na własną rękę. Wkrótce okazuje się, że główny bohater miał rację, a jego nowym wrogiem zostanie niejaki Suleiman, którego zechce dopaść za wszelką cenę.
Przede wszystkim ujął mnie właśnie główny bohater. Nie jest on superagentem, który rozwala wszystkich złych i do tego zbiera wszystkie pochwały i nagrody. Wręcz przeciwnie. Jack nie wygląda na klasycznego adonisa, a część pewnie nawet mogłaby powiedzieć, że jest brzydki. Walczy z demonami własnej przeszłości, a blizny na jego ciele świadczą o tym, jak wiele przeszedł. Można też powiedzieć, że Jack zupełnie przypadkowo zostaje wrzucony w wir dramatycznych wydarzeń, a jak na ironię, przecież od tego uciekał. Nie po to został analitykiem, pracownikiem biurowym, żeby ciągle podróżować i ścigać terrorystów. Do tego, kierując się emocjami, popełnia błędy. Nie uważa przy tym, że wszystko wie najlepiej, próbuje pogodzić pracę z życiem prywatnym (choć to nie takie proste). Podobała mi się również perspektywa – czasami Jack jest bardziej obserwatorem całych wydarzeń, niż uczestnikiem. Jednocześnie nie jest on tu od niechcenia – Suleiman to bowiem jego niedościgniony cel, w końcu przez niego cierpią niewinni ludzie.

Dwa światy

Fabuła, poza tym, że potrafi być naprawdę wciągająca (niemal każdy odcinek kończy się solidnym cliffhangerem, do tego stopnia, że od razu ma się ochotę na następny), pokazuje też dwojakie spojrzenie na współczesny świat. Z jednej strony mamy bowiem Stany Zjednoczone i ogólnie kraje zachodnie – świat nam dobrze znany, w którym chcemy czuć się bezpiecznie. Z drugiej jednak znajdują się kraje arabskie, łącznie z Syrią, gdzie trwa okrutna wojna. Jednocześnie bardzo dużym plusem jest to, że pokazany Bliski Wschód nie jest spłycony tylko i wyłącznie do tych złych cech; zostało raczej podkreślone, jak złożone są problemy, które trapią ludzi tam mieszkających. Od początku wiemy, że Suleiman szuka zemsty za atak na Liban, co zniszczyło mu dzieciństwo. Później dowiadujemy się, że Francja również nie mogła być dla niego drugim domem przez rasistowskie podejście tamtejszych władz. To wszystko pokazuje przyczyny radykalizacji, przez którą jednym z głównych problemów tego świata jest terroryzm. 

Na uwagę zasługują dwie postacie kobiece – z jednej strony to Cathy Muller, dawna znajoma Jacka (pracował dla jej ojca), która nie jest tylko kobietą, podobającą się Jackowi. To przede wszystkim utalentowana lekarka, dokonująca ważnych odkryć w dziedzinie epidemiologii – a jej rola okazuje się bardzo ważna. Przyznam jednak, że kibicuję również jej i Jackowi – między nimi widać było niesamowitą chemię. Druga z tych postaci to Hanin, żona Suleimana. Początkowo wierna mężowi, nie wtrąca się w jego sprawy, nawet jeśli wie, że to, co czyni, nie jest dobre. Z czasem jednak dowiadujemy się o niej więcej. Przede wszystkim podziwiam ją za odwagę, którą wykazała w podjęciu jakże trudnej decyzji – ucieczki od męża i tym samym opuszczenia ojczyzny . Tym samym mamy pokazany dramatyczny problem uchodźców – jak są traktowani, a także jakie losy mogą spotkać kobiety, które decydują się na tak drastyczne kroki. 

Trzeba przyznać, że uwspółcześnienie akcji „Jacka Ryana” wyszło na duży plus. Pomimo że nie ma już Związku Radzieckiego, to świat nie uwolnił się od problemów – zawsze będziemy potrzebować takich Jacków, którzy czasem ocalą nawet jedno życie, aby zapobiec kolejnym tragediom w przyszłości. Końcówka sezonu jest na tyle intrygująca, że już nie mogę się doczekać drugiego sezonu.
 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
9
Scenariusz
8
„Tom Clancy's Jack Ryan” to świeże spojrzenie na klasyczną już pozycję z dziedziny sensacji. Uwspółcześnienie akcji sprawia, że widz bardzo wciąga się w intrygę, a dodatkowo świetnie napisane postacie i gra aktorska są wielkim plusem tego serialu. Każdy z ośmiu odcinków nie pozwala nawet na odrobinę nudy.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • gra aktorska
  • postać tytułowego bohatera
  • świetne postacie kobiece
  • fabuła (oraz cliffhangery przy każdym odcinku)

Minusy

  • dla wielbicieli sensacji serial nie wnosi nic odkrywczego
  • kolejna adaptacja dość oklepanej franczyzy
  • w serialu często słychać inne języki niż angielski, może to być wada dla tych, którzy bardziej słuchają serialu niż go oglądają

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.