Recenzja do: Titans (2018 )
Recenzje

Jeśli interesujecie się popkulturą lub w dzieciństwie kiedykolwiek oglądaliście Cartoon Network, to na pewno kojarzycie Młodych Tytanów, którzy swój polski debiut zaliczyli dopiero w 2005 roku za sprawą serialu animowanego „Teen Titans”. Animacja ta cieszyła się ogromną popularnością wśród polskiej młodzieży i nie tylko, więc kwestią czasu było, aż włodarze DC zdecydują się na nowo „sprzedać” Tytanów – tym razem jednak w formie pełnoprawnego serialu. Czy „Titans” są warci waszego czasu i uwagi? Czy nowe serialowe uniwersum DC może równać się z telewizyjnym uniwersum Marvela? Przekonajcie się sami!

„Fuck Batman...”

„Titans” cieszył się ogromną popularnością już podczas trwania zdjęć, kiedy pierwsze fotografie przedstawiające głównych bohaterów przypadkiem ujrzały światło dzienne. Niestety nie był to ten rodzaj popularności, na który liczyło szefostwo DC. Internauci jednogłośnie zhejtowali wygląd bohaterów, a niektórzy posunęli się nawet dalej: kierując rasistowskie i seksistowskie komentarze w stronę aktorki wcielającej się w postać Starfire. Mało kto liczył na to, że aktorska wersja Tytanów może okazać się dobrym serialem. Wszystkie negatywne myśli względem „Titans” uległy znaczącej zmianie wraz z premierą pierwszego epizodu, który sprawił, że wielu sceptycznie nastawionych postanowiło dać kredyt zaufania i zobaczyć, jak Tytani rozwiną się wraz z kolejnymi odcinkami.

Serial tworzony między innymi przez Grega Berlantiego początkowo zaskakuje. Pozwala nam uwierzyć, że twórcy od początku do końca wiedzą, co chcą nam pokazać. Największym plusem pierwszych sześciu odcinków bez wątpienia jest Robin, którego w produkcji portretuje młody i naprawdę zdolny aktor – Brenton Thwaites – (możecie kojarzyć go z występu w filmie „Dead Men Tell No Tales”). Robinowi towarzyszą kolejno Rachel (Teagan Croft), Kory (Anna Diop) oraz Garfield (Ryan Potter). Trójka ta wypada równie przyzwoicie, ale jak na razie stanowią tylko tło dla wewnętrznej walki Dicka z samym sobą. Twórcy starają się wmówić nam, że Raven jest najważniejszą postacią pierwszego sezonu, aczkolwiek trudno w to uwierzyć. Tak samo, jak w fakt, że największym zagrożeniem dla naszych bohaterów jest tajemnicza sekta, która dąży do ponownego sprowadzenia ojca Rachel na Ziemię. Moim zdaniem scenarzyści cały czas nagminnie próbują pokazać nam, że to Batman jest tym złym, a jego błędne decyzje ukształtowały nie do końca stabilnie emocjonalnego pomagiera, który teraz musi stawić czoła własnej mrocznej przeszłości.

Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moja sarkastyczna nadinterpretacja, ale „Titans” naprawdę za wszelką cenę stara się przedstawić Batmana jako złego. Byłby to naprawdę ciekawy element serialu, gdyby nie sposób kreacji Mrocznego Rycerza, a raczej jego brak. Jak najlepiej przedstawić Batmana, nie pokazując go nikomu? Takie pytanie na pewno padło w pokoju scenarzystów DC, a odpowiedzi musiały wyglądać następująco: pokażmy jego cień, zróbmy zbliżenie na jego plecy, niech będzie ciemną postacią pojawiającą się w oknie itd. Sami widzicie, fajny pomysł, ale wykonanie niekoniecznie. Jedynym kołem ratunkowym, które mogło uratować postać Bruce’a Wayne’a byłoby jego fizyczne pojawienie się w jednym z epizodów. Niestety twórcy postanowili wykorzystać wspomniane koło ratunkowe jednak za mocno nim rzucili, a Batman poszedł na dno.

Teen Titans Go!

Jeśli chodzi o tytułowych Tytanów, to tak naprawdę pierwszy sezon stanowi wielki i przydługi wstęp, który pozwolił nam w pewnym stopniu poznać każdego z bohaterów. Oczywiście najbardziej rozwinięta jest historia Robina i Rachel, aczkolwiek każdy z naszej utalentowanej czwórki miał swoje przysłowiowe pięć minut (choć np. niewielka ilość informacji o Kory jest jak najbardziej scenariuszowo wytłumaczona). Drużynę w pełnym składzie możemy zobaczyć dopiero w piątym odcinku zatytułowanym „Together”, gdzie Tytani nawzajem poznają siebie i swoje umiejętności. Scenarzyści produkcji postarali się, aby bohaterów dało się lubić, a momentami nawet chciało się im pomóc. Przynajmniej tak jest na samym początku, bo nie ukrywam, że z każdym kolejnym odcinkiem „Titans” jest coraz gorzej, a ostatniemu epizodowi udało się ustalić nową poprzeczkę, jeśli chodzi o najgorszy finał sezonu.

Robin, Titans, DC, DC Universe, Batman, Tytani, Brenton Thwaites

Gdzieś w połowie „Titans” zalicza ogromny spadek formy i jakości. Twórcy zaczynają się gubić we własnej piaskownicy i zamiast dobrze przedstawić, wyeksponować czwórkę głównych bohaterów, zaczynają żonglować tysiącem postaci, które niczego nie wnoszą i równie dobrze mogłyby nie pojawiać się w ogóle. O ile potrafię zrozumieć pojawienie się Hanka i Dawn (świetny casting!) czy Doom Patrol, to naprawdę nie wiem, jaki sens ma wpychanie do serialu Wonder Girl i Jasona Todda. Nie zrozumcie mnie źle – Wonder Girl i Jason idealnie wpisują się w klimat „Titans”, ale w początkowej fazie są kompletnie niepotrzebni dla produkcji, a nawet szkodzą. Producenci przede wszystkim powinni skupić się na postaciach portretowanych przez Brentona Thwaitesa, Annę Diop, Ryana Pottera i Teagan Croft. Niestety „Titans” cierpi na syndrom podobny do innej głośniejszej produkcji DC, „Justice League”. Twórcy starają się usmażyć dużo przysłowiowych pieczeni na jednym ogniu, ale zupełnie nie wiedzą, jak się za to zabrać. Efekty każdy widzi.

Skoro mowa już o efektach, warto wspomnieć o CGI, które jest na naprawdę niskim poziomie i momentami sprawia, że osoba oglądająca może czuć się zażenowana. Efekty możemy zobaczyć głównie podczas przemian Garfielda, paranormalnych scen Rachel i wybuchów spowodowanych użyciem energii Kory. W jednym z epizodów możemy także obejrzeć statek kosmiczny, aczkolwiek twórcy zdają sobie sprawę z niskiego budżetu i pokazują nam go za filara, więc ten wygląda całkiem porządnie w odróżnieniu od całej reszty serialowego CGI. Notabene mam nadzieję, że kiedyś seriale superbohaterskie będą miały chociaż zbliżony budżet do produkcji pokroju „Game of Thrones”.

Raven, Bestia, Starfire, Gwiazdka, Titans, Teagan Croft, Anna Diop, Ryan Potter, DC, DC Universe

Mimo wszystko

„Titans” w mojej opinii jest serialem dobrym i widać, że twórcy naprawdę się dwoją i troją, aby wszystko ze sobą grało. Może nie zawsze im to wychodzi, ale teraz, gdy rozłożyłem pierwszy sezon na części i oceniłem każdy odcinek osobno, to widzę, że udało się im stworzyć więcej dobrych, a czasami nawet bardzo dobrych odcinków, niż tych złych i zmarnowanych jak ten finałowy. Jestem optymistą i wierzę, że w drugim sezonie twórcy, zamiast wprowadzać milion niepotrzebnych bohaterów, skupią się głównie na Tytanach i ojcu Raven, który aktualnie przyjął formę ludzką. Swoją drogą, to naprawdę ciekawe, że główny villain pojawia się po raz pierwszy w ostatnich minutach przedostatniego odcinka...

Premiera serialu na platformie Netflix już 11 stycznia.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
8
Scenariusz
5
Widzę ogromny potencjał w tej historii i uważam, że mimo kilku wad pierwszy sezon jest idealnym serialem superhero, który znakomicie nadaje się, aby obejrzeć go w wolnej chwili. Dodatkowo mogę zapewnić, że „Titans” prezentują poziom wyższy niż całe dotychczasowe Arrowverse.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • bardzo dobre pierwsze epizody
  • świetny casting szczególnie Brenton Thwaites
  • Hank i Dawn

Minusy

  • finałowy odcinek
  • za dużo wystepów gościnych, za mało Tytanów
  • mały budżet
  • efekt „Justice League”

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Titans

Młodzi superbohaterowie łączą siły i chronią świat przed wszelkimi niebezpieczeństwami.


Aktualności


Recenzje