5
Recenzja do: Tidelands (2018 )
Recenzje

Podobno człowiek odkrył zaledwie 10% gatunków żyjących na naszej planecie, a pozostałe zamieszkują morza i oceany. Nic więc dziwnego, że od stuleci mroki głębin są wielką inspiracją dla różnego rodzaju artystów, upatrujących w tych niedostępnych rejonach kryjówek dla licznych potworów, ale także magicznych stworzeń. W dzisiejszych czasach nie jest inaczej i przemysł filmowy oraz serialowy sięgają po tematykę niebezpieczeństw czających się w wodzie równie ochoczo co pisarze, poeci i malarze przed wiekami. Jeśli dobrze przeanalizować sztukę przedstawiającą stworzenia z głębi mórz, bardzo szybko zauważymy, że na pierwszym miejscu pojawiają się syreny. Netflix postanowił stworzyć serial o tych mitycznych istotach, ze skutkiem bardziej tragicznym niż setki lat robienia przez marynarzy czarnego PR-u tym stworzeniom.

Lekcja historii

Od pierwszych momentów, kiedy człowiek wypłynął na niezbadane przestrzenie mórz, jego podróżom zaczęły towarzyszyć fantastyczne wręcz opowieści o tym, co tam zobaczył. Olbrzymie kałamarnice, krakeny, diabły i one – syreny. Legendy o tych pół-kobietach, pół-rybach wywodzą się najprawdopodobniej od historii o nimfach i rusałkach, które według wierzeń licznie zamieszkiwały jeziora i rzeki. Co naprawdę widzieli marynarze – nie wiadomo. Umysł, który nie potrafi znaleźć logicznego wytłumaczenia, zawsze będzie starał się dobrać akurat to najlepiej pasujące do sytuacji. Szybko jednak pojawiły się opowieści o niebywałej urodzie tych stworzeń, próbujących uwieść mężczyzn swym niemal anielskim śpiewem. Nie trzeba było długo czekać, aby syrenom przypisano status upadłych aniołów. Jaka by nie była prawda o ich pochodzeniu, w dzisiejszych czasach albo się ich nie spotyka, albo pochowały się przed ludźmi na dobre. Netflix uznał, że czas przypomnieć o syrenach, i opierając się na mitach i legendach wspomnianych wyżej stworzył serial „Tidelands”.

„Aquaman” dla ubogich

Fabuła wykorzystuje mocno już utarte schematy i tak też jest z jej głównym trzonem. Do małego miasteczka gdzieś na wschodzie Australii powraca Cal McTeer, dziewczyna, która ostatnie 10 lat spędziła w więzieniu. W rodzinnym domu szybko odkrywa, że jej brat przejął interes ojca, czyli handel narkotykami z tajemniczymi Oceanidami, zamieszkującymi coś na wzór hipisowskiej komuny nieopodal miasteczka. Cal bez żadnego zastanowienia postanawia włączyć się w rodzinny interes, co nie będzie miało zbyt dobrych skutków dla nikogo. Niedługo po swoim przybyciu odkrywa, że Oceanidy to dzieci syren i marynarzy, których te stworzenia zwabiły na morzu. Okoliczna społeczność doskonale o tym wiedziała, ale chroniła ten sekret właśnie przez wzgląd na narkotyki, jakie Oceanidy produkują, a które utrzymują znaczną część populacji miasteczka. Oczywiście wraz z pojawieniem się Cal wszystko zaczyna się walić na łeb, na szyję.

 

Serial z kilku powodów rzeczywiście mógł przyciągnąć przed ekrany sporą grupę odbiorców. Produkcje opowiadające o syrenach pojawiają się bardzo rzadko, głównie dlatego, że w ich temacie powiedziano w zasadzie już wszystko, kilka wieków snucia opowiadań zrobiło swoje. Każdy film czy serial niemal zawsze pokazywał syreny jako krwiożercze bestie rodem z horrorów – to się mogło znudzić. Natomiast jeśli za produkcje biorą się Australijczycy, to zawsze warto sięgnąć po ich egzotykę i świeże podejście do wielu utartych już formatów. Problem z „Tidelands” jest niestety o wiele większy niż tylko kilka niedopracowanych szczegółów. Serial jest od początku do końca jedną wielką pomyłką, niepotrafiącą wykorzystać nic z wymienionej wyżej przewagi. W żaden sposób nie dopowiada niczego nowego do historii syren, wręcz przeciwnie, powtarza znane schematy, robiąc z tych stworzeń dokładnie takie same postacie jak w każdym innym filmie czy serialu. Mając pod ręką tak piękne scenerie na terenie całej Australii absolutnie z tego nie korzysta, zamykając całą opowieść w mrocznych magazynach, byle jakich łódkach i ulicach podobnych do każdej szemranej alejki na świecie. Zamiast zapewnić widzom chociaż odrobinę rozrywki, piękno natury zastosowano w „Tidelands” w nieco innej formie.

Erotyka niskich lotów

„Tidelands” od samego początku stał się pokazem taniej erotyki i nagości atakującej widza bez żadnego ostrzeżenia. Niestety nawet w tej sferze serial nie potrafił stworzyć niczego oryginalnego, ocierając się najczęściej o kicz i tanie chwyty, które po kilku scenach stają się niemoralnie irytujące. Na Netflixie produkcja jest oznaczona jako „zmysłowa”, co jest tylko i wyłącznie przykrywką dla pół porno przeznaczonego dla młodych i niedoświadczonych w uciechach cielesnych odbiorców. Główna antagonistka cały czas epatuje piersiami i sutkami przebijającymi się przez materiał jej kusych sukienek, gra nieustępliwą dominę, która do zastraszania swoich męskich rywali wykorzystuje to, co syreny potrafią najlepiej, czyli uwodzenia poprzez kontrolę umysłu. Każda scena z jej udziałem to niekończąca się pieśń pochwalna dla jej krągłych kształtów, co według twórców miało najpewniej podkreślić jej zdolności do manipulacji, ale w efekcie wygląda to mocno niezręcznie, sztucznie i kiczowato. Główna bohaterka nie jest aż tak wulgarna w podkreślaniu swojej cielesności, co nie znaczy, że nie wie, jakie ma atuty. Nie inaczej sprawa ma się z męską częścią obsady. Główni bohaterowie to niemal modelowe przedstawienie postury męskiej, z napakowaną klatą i sześciopakiem twardym jak stal. Zarówno jedni jak i drudzy są nieustannie łączeni w różnego rodzaju erotyczne duety, świecąc doskonałymi nagimi ciałami na ekranie. Nie ma nic złego w cieszeniu się widokiem pięknych, młodych i seksownych ludzi, ale w serialu nie wiadomo, po co w ogóle to się dzieje. Nagość i seks absolutnie nic nie wnosi do fabuły, nie rozwija bohaterów, nie tworzy dodatkowych powiązań, nawet niczego nie komplikuje. Wygląda na to, że ktoś po prostu miał ochotę wcisnąć do serialu te elementy, aby przykryć ogromne braki na pozostałych planach, a te są przeogromne.

Flaki z olejem

Gdyby z „Tidelands” odjąć seks, nagość i kiepskiej jakości erotyzm, to serial natychmiast stałby się żenującą opowieścią o pojedynku dwóch dilerów narkotykowych z nijaką główną bohaterką, która sama nie wie, czego chce. Sceny pomiędzy jednym aktem a drugim zostały uzupełnione albo kłótniami bohaterów, próbą zabicia któregoś z nich, albo nudnym jak flaki z olejem wątkiem tajemniczego antycznego rogu o fantastycznych możliwościach. Nie ma w tej opowieści żadnego racjonalnego bohatera, wszyscy, absolutnie wszyscy postępują jak dzieci, które nie potrafią opanować swoich emocji, więc zamiast się hamować i szukać rozwiązania problemu, idą ze sobą nawzajem na szybkie solo, będące dla nich jedyną drogą, którą potrafią zauważyć. Widz ma średnio co 10 minut ochotę roztrzaskać ekran, wprowadzony w furię tym, co musi obserwować. Nie ma pomiędzy nim a bohaterami absolutnie żadnej chemii, nici porozumienia, a już na pewno nie sympatii. Każda postać, która pojawia się w serialu, jest nam tak obca; nawet gdyby wszyscy nawzajem się pozabijali, to podsumowalibyśmy to wzruszeniem ramion i włączeniem czegoś innego na Netflixie.

 

Święta za pasem, więc każdy z nas powoli myśli lub już kupuje prezenty dla najbliższych. Na chwilę obecną, myśląc o tym, co chciałbym dostać pod choinkę, moim numerem jeden jest decyzja Netflixa o kasacji „Tidelands”. Nie róbcie sobie krzywdy w te święta, nie burzcie swojego wewnętrznego spokoju i nastroju, omijajcie ten serial z daleka.

 

Serial „Tidelands” można obejrzeć na platformie streamingowej Netflixa. 

Gra aktorska
4
Zdjęcia
5
Muzyka
2
Scenariusz
3
Tragedia to mało powiedziane w odniesieniu do tego co dzieje się w serialu "Tidelands". Zero fabuły, zero pomysłu na stworzenie bohaterów, dużo niepotrzebnej golizny i scenariusz napisany na kolanie skutecznie odstraszają od tej produkcji.
Ocena czytelników
3

Plusy

  • ładni nadzy ludzie

Minusy

  • fabuła
  • muzyka
  • lokacje
  • jałowe dialogi
  • fatalny scenariusz
  • postacie bez wyrazu
  • ogromnie dużo zbędnej golizny i seksu

Komentarze

(5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Dobrze że czytałem recki zagraniczne, bo nie jest aż tak źle serial oceniany jak przez Ciebie. Obejrzałem dwa odcinki i dostałem to czego się spodziewałem czyli guilty pleasure, które będę oglądał dalej choćby dla aktorek. A nie dość że grają prawdziwe piękności, bo Adrielle gra żona Thora czyli Hemswortha, a w roli głównej modelka z Australii Charlotte Best, to jeszcze serial kręcony w Australii, a ja oglądam wszystko co kręcone jest w tym kraju. Więc choćby dla samej strony wizualnej i widoków obejrzę do końca:-) A nawet jakbym nie obejrzał jeszcze 1 i 2 odcinka to paradoksalnie mnie Twoja recenzja jeszcze bardziej zachęciła i bym sprawdził czy rzeczywiście aż tak złe, a to zwykły serial niewymagający myślenia. Co prawda widziałem dopiero 2 pierwsze odcinki i jak na razie sceny erotyczne są, ale delikatne. Bez przesady, bardzo daleko tym scenom do porno. Mocniejsze sceny były w Grze o Tron, Outlander, czy serialowym Spartakusie, zwłaszcza w tym ostatnim to były sceny takie, że czasami to się czułem jakbym pornosa oglądał, zwłaszcza jak pokazywali orgie.

    Pokaż wszystkie 4 odpowiedzi
    • Michał Ziaja
      Michał Ziaja
      @michax

      @Cyberius:
      Ja GoT lubię, ale też nie uważam za arcydzieło tylko za fajną rozrywkę, dla mnie to jest telewizyjny blockbuster. Jedynie zaznaczyłem, że w tych serialach, zwłaszcza w Spartakusie są o wiele mocniejsze sceny jak w Tidelands. Zresztą trzeba powiedzieć, że w GoT gdzieś od dwóch sezonów bardzo mocno ograniczają sceny erotyczne, a nawet jak są to pokazywane w bardzo delikatny sposób, czyli prawie nic nie widać. Fabuła tak pędzi ostatnio w serialu, że nie ma czasu na fiku miku. Więc hasło jakim serial kiedyś reklamowano czyli seks i smoki to już za bardzo nie pasuje, bo zostały same smoki:-)

    • Paweł Marek
      Paweł Marek
      @Pawel_Marek

      @Cyberius: Nie chcę spoilerować, ale Komana pojawia się mniej więcej w połowie sezonu, a jego rola jest dość istotna dla fabuły :)

Powiązane

Seriale

Tidelands

Historia byłej przestępczyni, który wraca do swojego domu znajdującego się w małej wiosce rybackiej w zatoce Orphelin. Kiedy ciało lokalnego rybaka zostaje wyrzucone …


Aktualności