Recenzja do: The Morning Show (2019 )
Recenzje

Po dobrym trailerze można spodziewać się wszystkiego oprócz równie dobrego serialu. No bo sztuką jest widza zachęcić, a jak się już przykuje jego uwagę, to można spocząć na laurach. Nie jest to może zasada, ale wydaje mi się, że przy okazji wielu filmów czy seriali twórcy z niej korzystają. Tak czy siak – miało być meh, a jak było naprawdę?

„The Morning Show” idealnie wpasowuje się w aktualne wydarzenia związane z akcją #metoo. Oto bowiem mamy wielką stację telewizyjną, poranne pasmo oraz zespół ludzi, którzy codziennie budzą Amerykanów. Za tą fasadą wielkich budynków, przeszklonych gabinetów i efektownej scenografii dzieją się jednak poważne problemy. Do mediów wycieka informacja, jakoby Mitch Kessler (Steve Carell), jeden z prowadzących owe poranne pasmo, dopuszczał się seksualnej przemocy w stosunku do współpracownic. Te, w ramach zadośćuczynienia, dostawały albo podwyżkę, albo awans – wiadomo przecież, że pieniądze wiążą język, a o to chodziło najbardziej.

Przez kolejne dziesięć odcinków śledzimy, jak anonimowe wyznanie budzi we wszystkich, począwszy od współprowadzącej, Alex Levy (Jennifer Aniston), poprzez pracowników niższego szczebla kolejno instynkt walki i przetrwania. Winą jednocześnie obarczają się wszyscy i nikt. Wszyscy, bo mogli zauważyć, nikt, bo przecież gdyby coś się działo, na pewno by wiedzieli! Nikt jednak nie dostrzegł tego w porę, a im dalej w las, tym afera pojawiała się na językach wszystkich, więc akcje stacji i jej oglądalność malały w zastraszającym tempie. Gdzieś pośród całego tego zamieszania pojawia się postać Bradley Jackson (w tej roli Reese Witherspoon), która zostaje postawiona w zupełnym kontraście do reszty dziennikarzy z tytułowego pasma. Ona bowiem jako jedyna ma dobre intencje, ona jako jedyna chce dobrze dla ludzi i jako jedyna nie dba o pozytywną opinię, bo przecież jest to sprawa drugorzędna.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Chociaż scenarzyści próbują nakierować widza na jedno konkretne spojrzenie na daną sprawę, dość łatwo odnieść wrażenie, że odpowiedzialnych za całą sytuację jest więcej niż tylko Mitch Kessler. Jednak na początku nikt się do tej myśli nie przyznaje, bo jest zbyt przytłaczająca i tylko uwydatnia wrażenie, że ktoś, z kim pracujesz od tylu lat, spędzasz tyle dni w roku, jest dla ciebie obcy. 

Anonimowy donos, który okazuje się zaledwie wierzchołkiem góry problemów, które raz po raz będą spadać na bohaterów, sprawi, że akcja nabiera tempa, bohaterowie przez większą część czasu ekranowego chcą wydrapać sobie oczy, a jak już wpadają na dobry pomysł, to nie liczcie, że kierują nimi jedynie wielkoduszne intencje. Takie w „The Morning Show” chyba nie istnieją. Wracając jednak do sedna sprawy – przyznaję bez bicia, że pierwszy odcinek mnie wynudził. Może właśnie za sprawą dopiero co wychodzącej na jaw afery, może dlatego, że poznawałam bohaterów i jeszcze nie wiedziałam, o co tam w ogóle chodzi. 

Im dalej w las, tym akcja nabiera tempa, problemy i konflikty nabierają na sile, a stacja powoli staje się tonącym statkiem, konkretni bohaterowie zaś na oślep wydają się szukać brzytwy, by tylko się na niej utrzymać i nie dać splamić swojego dobrego imienia. Dotyczy to nawet Bradley, która co najmniej dziesięć razy chciała wszystko rzucić, nie mając siły przebicia. 

Knuciu nie ma końca 

Łatwo zrobić kilka dobrych odcinków, niż utrzymać cały sezon na podobnym poziomie. Miłą niespodzianką okazało się dla mnie to, że naprawdę znudził mnie jedynie w „The Morning Show” ten pierwszy odcinek kiedy nie wgryzłam się w historię na tyle, by móc z zainteresowaniem przyglądać się walce bohaterów. Z każdym kolejnym odcinkiem moje zaangażowanie rosło, troska o bohaterów przybierała na sile, a emocje wychodziły gdzieś poza skalę. 

Historia, chociaż osadzona w takim a nie innym świecie, świecie wielkich sum, długich limuzyn i kamer wpatrzonych w jeden konkretny punkt, miałaby odzwierciedlenie w każdym innym środowisku, gdzie rządzą ludzie, którym wydaje się, że są ponad wszystko. Może to być wielka telewizja, ale także podrzędna firma w małej wiosce, gdzie zatrudnionym zależy na pracy i nie mogą sobie pozwolić na jej stratę. Nawet jeśli bohaterowie „The Morning Show” mają inne aspiracje, a ich zachowaniami kierują inne intencje, to jednak można znaleźć wiele podobieństw. Kobiety, które boją się przyznać do tego, że zostały skrzywdzone, mężczyźni, którzy czują się bezkarni i ci wszyscy podglądacze, którzy wolą nie wściubiać nosa w nie swoje sprawy. 

Im gra jednak toczy się o wyższą i wyższą stawkę, tym staje się niebezpieczniejsza, a w jej wyniku najwięcej tracą niekoniecznie ci, którzy powinni.

Gwiazdorska obsada daje gwiazdorski efekt

Nie można pominąć kwestii obsady, która osobiście powaliła mnie na kolana. Począwszy od Reese Witherspoon, która jako dziennikarka pojawiająca się na placu boju w trakcie największej z wojen, jednocześnie wkurza i wywołuje uśmiech na twarzy. Widać, że ma dobre intencje, a skorumpowany świat telewizji, w którym lepiej się nie wychylać, nie może albo nie chce przyjąć jej punktu widzenia. Nie gorzej wypada też Jennifer Aniston, której bohaterka jest momentami nieco despotyczna, ale i przerażona tym, co działo się wokół. Aktorka kojarzona chyba najbardziej z „Friends” i miliona innych komedii romantycznych w końcu wciela się w bohaterkę, która ma coś do pokazania i do zagrania. Jej świat się wali, przyjaciele stają się wrogami, rodzina się rozpada, a jedyna osoba, z którą mogłaby o tym porozmawiać… cóż, sama wpakowała ją w te kłopoty.


Żeby nie popaść w patetyczność, powiem tylko, że dawno nie oglądałam tak dobrego serialu z tak łamiącym serce finałem sezonu. Dziesiąty odcinek rozłożył mnie na łopatki i do tej pory nie jestem się w stanie pozbierać. Był to odcinek emocjonujący, mocny i taki… silny? Patrząc w ekran, widząc jak bohaterowie naprawdę zostają doprowadzeni do granicy swojej wytrzymałości, czuje się przenikający wszystko smutek. Czuje się także determinację i niezgodę na to, co działo się do tej pory. Wyczekuję drugiego sezonu. Oby tylko utrzymał tak samo wysoki poziom.

Serial został wyprodukowany przez Apple TV.
 

Gra aktorska
10
Zdjęcia
10
Muzyka
9
Scenariusz
9
Od Apple TV można było się spodziewać wszystkiego, ale chyba nie czegoś tak dobrego. W dziesięciu odcinkach zostaje przedstawiona historia równie wstrząsająca jak prawdziwa. A tak dobrze dobrani aktorzy sprawili, że serial oglądało się z czystą przyjemnością.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • gwiazdorska obsada
  • przedstawiany problem
  • budowanie napięcia
  • muzyka
  • zdjęcia

Minusy

  • nudny pierwszy odcinek

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Morning Show

Serial skupia się na pracy w telewizji śniadaniowej. Alex Levy musi poradzić sobie z przywróceniem blasku prowadzonemu przez nią programowi, po tym jak współpracujący …