Recenzja do: Killer Inside: The Mind of Aaron Hernandez (2020 )
Recenzje

Pod koniec ostatniego odcinka dokumentu znajomi, lekarze, biegli zadają jedno pytanie: czy sport, konkretnie futbol amerykański, może wpływać na zdrowie mózgu.   Jakkolwiek nie brzmiałoby ono dziwnie w tamtym momencie, jak i w każdym poprzednim, w trakcie oglądania „Killer Inside: The Mind of Aaron Hernandez” często pojawia się stwierdzenie: on taki nie był. Aby na pewno?

Aaron Hernandez miał wszystko. Pieniądze, sport, narzeczoną i paromiesięczną córeczkę. Zostaje jednak oskarżony o zabicie (z zimną krwią) swojego przyjaciela Odina Lloyda, a na jaw zaczynają wychodzić kolejne, „ciekawe” fakty z jego życia, które do tej pory były schowane gdzieś między talentem, grą i innymi, mniejszymi problemami dnia codziennego. Na sali sądowej wszystkiemu przyglądają się dwie siostry: narzeczona oskarżonego oraz dziewczyna zamordowanego. 


Rodzina na szali 

Nie sposób pisać na temat dokumentu o gwiazdorze futbolu amerykańskiego, który zabił swojego przyjaciela/znajomego (w produkcji nie do końca została wyjaśniona relacja mordercy z jej ofiarą; w sensie: nie jestem całkowicie przekonana , czy łączyła ich rzeczywiście taka więź, o jakiej opowiadali ich znajomi), nie próbując znaleźć sensu w tym, co zrobił. Otóż – próbowałam, i nie znalazłam niczego logicznego albo nie zostało to tutaj przedstawione. Jeśli to drugie, wtedy bardzo ubolewam nad tym faktem. 

„Killer Inside: The Mind of Aaron Hernandez” składa się z trzech godzinnych odcinków oraz z niepublikowanych dotąd rozmów telefonicznych pomiędzy futbolistą a jego najbliższymi. Przybliża również przebieg procesów sądowych Aarona: za zabicie Odina w 2013 roku, jak też dwóch mężczyzn pod nocnym klubem w 2012 roku. To wszystko zostaje uzupełnione jeszcze o wypowiedzi znajomych sportowca – czy to z drużyny, czy z czasów szkolnych. Wszyscy zgadzają się w jednym: on taki nie był i choć wiemy, że  tego dokonał, nie potrafimy w to uwierzyć. 

A może najlepiej tylko na zdjęciu? 

Aaron miał talent, był dobrym graczem, spełnił marzenie, występując na Super Bowl, ale… życie trochę mu się pogmatwało. Z jednej strony nieco despotyczny ojciec (tak mówią o nim znajomi mężczyzny dodając, że dopóki ojciec żył, Hernandez był inny ), z drugiej matka, która związała się z krewnym zmarłego męża, jakby na bok odsuwając dobro własnych dzieci. Młody Aaron wyprowadza się wówczas do ciotki, która do ostatnich dni swojego życia (była bowiem poważnie chora) wspierała go – nawet kiedy siedział już za kratami.

Pojawiają się również podejrzenia, jakoby Hernandez był homoseksualistą, do czego bał się przyznać ojcu, ponieważ ten zupełnie by tego nie zaakceptował. Problem z odmienną orientacją sportowca mieliby też prawdopodobnie członkowie zespołu. W końcu jednak Aaron znajduje dziewczynę, zaręcza się, a na świat przychodzi ich córka. 

W zasadzie trzy godziny to niewiele, aby nakreślić postać Hernandeza lub to, co działo się rzeczywiście w jego najbliższym otoczeniu. Palił marihuanę, pił, imprezował i miał znajomych spod ciemnej gwiazdy. Nie jest to jednak nic specjalnego, jeśli weźmie się pod uwagę pieniądze, jakie zarabiał, a które – jak wiemy – dają władzę, sławę i – być może – poczucie bezkarności, skoro ileś lat żył najpierw ze świadomością zabicia dwóch ludzi, a potem, zabiwszy już Odina, podpisał kilkudziesięciomilionowy kontrakt na kolejny sezon z ukochaną drużyną.

Ani poczucie bycia ponad prawem, ani bolesna przeszłość, ani nawet trudne dzieciństwo nie tłumaczą tego, że zabił. Nie uzasadniają tego, że rozpadło się przez niego kilka rodzin (nie tylko ta Odina, ale także jego własna). Dokument Netflixa momentami – przynajmniej moim zdaniem – próbował trochę wybielić postać Hernandeza, zrzucając całą odpowiedzialność właśnie albo na brutalny sport (w wyniku którego rzekomo zaszły w mózgu mężczyzny jakieś konkretne zmiany, przez co na przykład posiadał słaby osąd danej sytuacji), albo na przeszłość, albo na pojawienie się w złym miejscu i o złej godzinie. Jednocześnie mało było samej postaci Aarona – chętnie posłuchałabym, co miał na swoją obronę. Czy futbolista składał zeznania? Jeśli tak, to jak one brzmiały? Czy przyznawał się do winy, czy wręcz jej się wyrzekał? 

Dokument ukazał duża rolę znajomych oskarżonego, którzy przed kamerami najpierw mówili, że, hmmm, nie wierzyli, a później im dalej szła „akcja” i kolejne pozwy sądowe, tym częściej przyznawali, że może jednak Aaron był porywczy, może jednak za dużo palił. Tylko narzeczona nie odwróciła się od niego i trwała u jego boku do samego końca. Trochę badań, trochę narzekań na to, jaki sport jest brutalny, ale znów – dlaczego ani razu nie padło stwierdzenie, że „zrobił to” z czystą premedytacją? Chyba nie powinno czuć się sympatii do takiej osoby, a już tym bardziej doświadczać smutku, że dostał taki, a nie inny wyrok. Chociaż przecież taki nie był. Tak, sama zaczęłam w to wierzyć… 

Niemniej Netflix po raz kolejny zrobił dobry serial true crime, który nie nudzi, zaciekawia i daje na talerzu trochę rzeczy, dzięki którym można wyrobić sobie własną opinię, do czego gorąco zachęcam.
 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
8
Scenariusz
8
Zastanawiam się, czy fakt, że dokument o Hernandezie rzeczywiście został dobrze zrobiony może przeważyć nad tym, że jest wyjątkowo jednostronny i wskazujący, że po prostu "tak się stało", a nie, że Aaron rzeczywiście posiadał jakieś zaburzenie.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • Ciekawy
  • Zmuszający do myślenia

Minusy

  • Jednostronność

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Killer Inside: The Mind of Aaron Hernandez

Dokument skupiający się na postaci Aarona Hernandeza - młodego i obiecującego sportowca, który w 2013 roku został oskarżony o zabójstwo futbolisty Odina Lloyda, …