Recenzja do: The Big Bang Theory (2007 )
Recenzje

Ile można jeszcze oczekiwać od serialu po 11 sezonach? Ile zawodów kryje się pod wszystkimi dostępnymi odcinkami, aż w końcu, ile łez jesteśmy w stanie uronić w trakcie ostatniego, godzinnego odcinka? Na wiele pytań, jak również na te, nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Mimo wszystko był to dobry serial, a jego koniec może oznaczać koniec pewnej ery.

12 sezonów to nie byle co. Czy podczas oglądania pierwszego sezonu w ogóle przeszło mi przez myśl, że będzie tego tyle? Niekoniecznie. Wielokrotnie w trakcie oglądania myślałam sobie, że na pewno na tym konkretnym już zakończą. Albo stanie się to wtedy,  kiedy Leonard i Penny wezmą ślub, przecież do tego dążył Hofstadter od pierwszego odcinka, kiedy zobaczył wraz z Sheldonem, że naprzeciwko wprowadziła się nowa lokatorka. Może wtedy, kiedy Sheldon znajdzie miłość swojego życia albo Wolowitz przestanie się uganiać za kobietami i w końcu się ustatkuje. Tymczasem jednak kamienie milowe bohaterów mijały, a historia ciągnęła się dalej.

teoria wielkiego podrywu, rajesh, wolowitz, sheldon, leonard

Bywało różnie


Chociaż nie wszystkie serie były sobie równe, niektóre lepsze, które oglądało się z wielkim zaangażowaniem, ale i takie, w których wiało nudą, bohaterowie nie odkrywali niczego nowego, a ja przewijałam je z utęsknieniem za czymś śmieszniejszym, wciąż jestem zdania, że “The Big Bang Theory” to bardzo dobry serial. Nie odkrywczy, bo co jeszcze można odkryć na temat popkultury, relacji damsko męskich, ale bardzo przyjemny, śmieszny i pokazujący, że – jak to brzmiało: każda zmora znajdzie swego amatora. Nawet taki Stuart, wrzód na tyłku innych bohaterów.


Począwszy od podróży poślubnej Amy i Sheldona, poprzez decyzję Rajesha o zaaranżowanym małżeństwie, ale i Stuarta, który odnalazł miłość swojego życia, widać było, że historie bohaterów dążą ku szczęśliwemu zakończeniu. Chociaż nie na uczuciach się tu kończy, a nasza gromadka przyjaciół osiąga sukcesy również na polu zawodowym, miło było oglądać, jak w końcu wszystko powoli się układa. No, może nie tak dobrze, jak wskazują na to dwa ostatnie odcinki, które osobiście uważam za najbardziej pogodne i pokrzepiające na przełomie tych wszystkich, których ilości wolę nawet nie liczyć.

teoria wielkiego podrywu, rajesh, wolowitz, sheldon, leonard

Dobre dobrego początki


Wszystko przecież zaczęło się od grupki przyjaciół, którzy zobaczyli, że do mieszkania naprzeciwko wprowadza się nowa lokatorka. Mężczyźni byli wówczas beznadziejni w kontaktach z kobietami i oczywiście to szybko się u nich nie zmieniło, przynajmniej nie u wszystkich. Ci sami, którzy zarywali noce i weekendy dla ulubionych gier, którzy wyjeżdżali na konwenty, przebierając się za swoje ulubione serialowe postacie, w końcu dorośli. To wywołało kość niezgody między fanami; rzeczywiście może jest sens w stwierdzeniu, że „Teoria…” powielała wiele schematów, typu np.: „kobiety swoje, mężczyźni swoje”, ale wydaje mi, się że to od początku był taki zamysł. Pokazać, jak dwa tak różne od siebie światy są w stanie znaleźć porozumienie, stworzyć szczęśliwe związki, a jednak nie tracić przy tym siebie. Choć jeśli chodzi o tracenie siebie,  to znów – przecież to chyba nawet w tym sezonie panowie porzucili plan wyjechania na konwent, przebywali coraz mniej w sklepie Stuarta.


Przez te wszystkie lata banda samotników schowanych za ekranami swoich komputerów przeszła wielką przemianę i chociaż oczywiście można by chcieć więcej, lepiej i bardziej śmiesznie, jestem zdania, że tak najwidoczniej musiało być. To, że się zmieniamy, doroślejemy, jest częścią zmieniającego się świata i tak samo jak Koothrappali nie potrafił rozmawiać na trzeźwo z kobietami, a Wolowitz uganiał się za panienkami, zupełnie nie wiedząc, jak je poderwać, tak każdy z nich w końcu dojrzał. I znów – te zmiany nie stanowią o pogorszeniu się jakości odcinków albo wpływie kobiet na zachowania bandy nerdów, która wciąż nerdami jest, ale może w mniejszym i niezbyt dosadnym stylu, do którego byliśmy przyzwyczajeni.

teoria wielkiego podrywu, rajesh, amy, penny

Ostatnie łzy wzruszenia


Ostatni dwugodzinny odcinek wprowadził mnie w niesamowicie melancholijny nastrój, co pewnie sprawiło, że te przewidywalne plot twisty, oczywiste zakończenia niektórych historii i tak mi się podobały i wcale nie wywołały u mnie zniesmaczenia. Finał, chociaż do bólu przewidywalny, z Nagrodą Nobla na czele albo nowiną Hofstadterów, wcale nie ukoił smutku ani lęku separacyjnego. Sprawił jednak, że ucieszyłam się ze szczęścia bohaterów, i wiem, że na pewno nie raz do swoich ulubionych bohaterów wrócę. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak było, kiedy winda nie działała. 
 

Gra aktorska
10
Zdjęcia
10
Muzyka
8
Scenariusz
8
Ostatni sezon ewidentnie skupił się na dążeniu bohaterów do szczęśliwego zakończenia. Każdy dostał to, czego mniej lub bardziej oczekiwał. Chociaż cieszę się ich szczęściem, liczyłam że poznamy nazwisko Penny.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • Historia Penny i Leonarda
  • Końcowa przemowa Sheldona
  • Dzieci Wolowitza

Minusy

  • Nadal nie wiem jak nazywa się Penny
  • Przewidywalne plot twisty

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Big Bang Theory

Życie dwóch geniuszy, doktorów Leonarda Hofstadera i Sheldona Coopera, zmienia się na zawsze, kiedy poznają swoją nową sąsiadkę. Jest nią aktorka Penny, która pracuje …


Young Sheldon

Dziewięcioletni geniusz, Sheldon Cooper, mieszka w Galvestone wraz ze swoją rodziną. Chłopczyk pomimo młodego wieku uczęszcza do liceum, gdzie musi zmierzyć się …