Recenzja do: The Magicians (2015 )
Recenzje

Kiedy pod koniec 2015 roku stacja SyFy rozpoczęła emisję serialu „The Magicians”, nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Oglądałam kolejne odcinki z myślą „no, »Harry Potter« to-to nie jest, ale obejrzeć się da”. A potem przyszedł sezon drugi. Teraz trzeci. I zorientowałam się, że ta absurdalna i pełna magii produkcja totalnie mnie kupiła swoim przerysowaniem i postaciami, za którymi zaczyna się tęsknić pod koniec każdego odcinka.

Magic off

Druga seria zostawiła widzów z ogromnymi wątpliwościami. Jak pewnie pamiętacie, w finale Quentin zabił jednego z bogów, Embera. Oczywiście coś takiego musiało mieć swoje konsekwencje; tutaj skutek był dość drastyczny, ponieważ... zniknęła magia. Ale jak to, co teraz będzie z serialem, skoro zabrakło najważniejszej, podstawowej rzeczy? Sama się nad tym zastanawiałam. Tymczasem trzeci sezon „The Magicians” okazał się najbardziej magiczny z dotychczasowych.

The Magicians, Magicy, serial, SyFy, sezon 3, recenzja, obsada

Jak można było przewidzieć, nasi bohaterowie ruszają z misją uratowania magii. W tym celu muszą odnaleźć siedem tajemniczych kluczy, które najprawdopodobniej otworzą im drzwi do odzyskania mocy. Staje się to głównym wątkiem tej serii, ale, na szczęście, nie jedynym. Nie żeby quest sam w sobie był nudny – te klucze nie leżą sobie ot tak przy drodze, nie wystarczy, że ktoś je podniesie. Siłą rzeczy kompania co chwilę wpada w kolejne kłopoty, za każdym razem coraz większe i bardziej zawiłe. Jednocześnie twórcy nie zrezygnowali z rozwijania pomniejszych wątków dotyczących każdej z postaci: Margo i Eliot toczą bitwę o Fillory razem z krwiożerczymi wróżkami (może rzeczywiście potrzebowały jakiejś transfuzji, były blade jak ściana); Julia musi wciąż mierzyć się z koszmarem przeszłości o imieniu Reynard – zwłaszcza że ten coś po sobie pozostawił; Penny wplątuje się w umowę, której nie da się zerwać; Kady walczy sama ze sobą; Alice ponosi konsekwencje tego, co zrobiła, a Quentin... Quentin jest wciąż Quentinem, nieśmiałym, niepewnym siebie facetem, który jakimś cudem trzyma ich wszystkich razem.

Magia ma swoją cenę

Jestem oczarowana tym, jak bardzo różnorodni są bohaterowie „The Magicians”, a co za tym idzie, jak wiele zagadnień serial porusza. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że to tylko zwykłe, niemalże bajkowe fantasy, tymczasem gdzieś pomiędzy tym krzyczą takie tematy, jak gwałt czy depresja i myśli samobójcze. Postacie nie są typowymi wybrańcami, na których barkach ląduje przyszłość całego świata; łączy ich wspólny cel, to prawda, ale każde z nich stale się rozwija i musi radzić sobie z własnymi problemami. Bardzo mi się podoba, że to, co przydarzyło się Julii w pierwszym sezonie, nie zostało porzucone i zapomniane. To wspomnienie cały czas wraca, jest jak cień, który wisi nad tą dziewczyną, który wciąż wpływa na to, jak się czuje czy jakie decyzje podejmuje. Tak właśnie powinno się prowadzić wątki, moi drodzy. Konsekwentnie, drobiazgowo i przekonująco.

The Magicians, Magicy, sezon 3, recenzja, serial, SyFy, Czarodzieje, Julia, Fen, wróżki, fairies

Oczywiście nie tylko scenariusz sprawia, że bohaterowie „The Magicians” są ludźmi z krwi i kości. To przede wszystkim zasługa niezwykle utalentowanej obsady. Nie byłabym sobą, gdybym nie wyróżniła przede wszystkim Hale’a Applemana (Eliot), Arjuna Gupty (Penny) oraz Summer Bishil (Margo). Nie potrafię zdecydować, którego z nich lubię najbardziej. Cała trójka gra tak ekspresyjnie, zdecydowanie i charyzmatycznie, że trudno powiedzieć, gdzie kończy się postać, a zaczyna aktor. Eliot nigdy nie przestanie mi imponować swoją ekstrawagancją i otwartością, Penny już zawsze będzie wzorem bezpośredniości i sarkazmu, a Margo... Margo to Margo. Królowa pełna inteligencji, wdzięku i z wachlarzem ciętych ripost. Chyba nikt nigdy nie sprawił, że przepaski na oko wyglądały tak elegancko i seksownie. Muszę też pochwalić Jasona Ralpha (Quentin), który przestał być najbardziej irytującym człowiekiem w tym serialu (a już na pewno na dobre wyszedł mu fakt, że wreszcie zaczął się czesać). To miejsce zajęła Alice (w tej roli Olivia Taylor Dudley). Nigdy nie byłam fanką tej postaci, ale w tym sezonie miałam ochotę udusić ją gołymi rękami. Wiecznie zbolały wyraz twarzy, intrygi, samolubność – trochę szkoda, że twórcy zdecydowali się w ten sposób poprowadzić jej storyline, ale zgaduję, że ktoś musiał być tą czarną owcą. Wydaje się, że o kimś zapomniałam? Wcale nie. Trzeci sezon – bez względu na moją miłość do Margo – niezaprzeczalnie należy do Julii, granej przez Stellę Maeve. Nigdy bym nie przypuszczała, że ta bohaterka zostanie rozbudowana w tak spektakularny sposób. Julia przeobrażała się na naszych oczach i powiem szczerze, że nie mogę się doczekać, co jeszcze będzie miała do pokazania w kolejnych odcinkach.

Strach ma wielkie oczy

Wielkie, czarne oczy, należy dodać. Jednym z głównych motywów trzeciego sezonu „The Magicians” są bladolice, czarnookie wróżki, które opanowują Fillory. Prawdę powiedziawszy, jest to chyba jedyny wątek tej serii, który nie do końca mnie do siebie przekonał. Wróżki może i były niepokojące, ale jakoś nie pasowały mi do roli villaina, w każdym razie nie budziły należytego respektu. A już kompletnie rozczarował mnie związany z nimi plot twist – no i po co nam ta cała martyrologia? Na szczęście reszcie fabuły nie mam absolutnie nic do zarzucenia. Scenarzystom udało się osiągnąć idealny balans pomiędzy wielkim poszukiwaniem kluczy a rozwijaniem indywidualnych historii, dzięki czemu widz nie ma prawa się znudzić, bo akurat wtedy, kiedy zaczyna tęsknić za powrotem do jakiegoś wątku, odcinek „skręca” właśnie w jego stronę. Absolutnie genialny okazał się epizod ósmy („Six Short Stories About Magic”), który kolejno przez kilka minut skupiał się na innym bohaterze – szczególnie duże wrażenie zrobił na mnie pozbawiony dźwięków fragment poświęcony głuchoniemej Harriet.

The Magicians, sezon 3, Magicy, serial, SyFy, recenzja, Czarodzieje, Eliot, Margo

Oczywiście sezon musiał zakończyć się cliffhangerem, przez który miałam ochotę wysłać twórcom list z pogróżkami, poznaliśmy też, prawdopodobnie, nowy czarny charakter, o którym na razie niewiele wiadomo – jestem jednak pewna, że będzie bardziej przekonujący niż obsypane mąką wróżki. Już same słowa „Will you play with me?” sprawiły, że ciarki przeszły mi po plecach. Akcja całego sezonu biegnie w odpowiednio wyważonym tempie, a kulminacją jest odcinek finałowy, który ani trochę mnie nie zawiódł. Zamiast tego zostałam z milionem pytań i, mam nadzieję, obietnicą rewelacyjnego czwartego sezonu.

Wyślij mi królika

Wiecie, co jest osią tego serialu? Humor. Absurdalny, wypaczony, przerysowany humor, który może zarówno budzić politowanie, jak i wybuchy niekontrolowanego śmiechu. Choć bywają w „The Magicians” momenty szczególnie mroczne, sarkastyczne komentarze to nie wszystko, co pozwala ten mrok przełamać. Statki, które chcą uprawiać seks? Norma. Magiczne króliki, dzięki którym można się porozumieć z drugą osobą – w efekcie czego dostajemy wielkiego, puchatego królika powtarzającego w kółko grubym głosem „eat my ass”? Nie ma sprawy, nic nadzwyczajnego. Jestem świadoma, że nie do każdego takie formy żartów trafią, bo miejscami mogą się wydawać zbyt prymitywne, ale mnie to przekonuje. Podobnie jak tona powpychanych wszędzie odniesień do popkultury, których twórcy nawet nie starają się ukryć. Regularne aluzje do „Harry’ego Pottera” to absolutny standard.

Po stronie technicznej również wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. „The Magicians” ma jedną z najfajniejszych ścieżek dźwiękowych, jakie słyszałam w serialach; piosenki zawsze stają się integralną częścią tego, co widzimy na ekranie i odpowiednio podkreślają emocje, ale absolutnie nie przesłaniają fabuły. Muzyka ma pierwsze miejsce w wyznaczonych do tego momentach, jak w muzycznym, dziewiątym odcinku, gdzie obsada m.in. wykonuje świetny cover „Under Pressure”. Aż pozwolę go sobie tutaj wkleić.

Muszę też pochwalić grę świateł i kolorów, która zawsze rzuca mi się w oczy przy oglądaniu tej produkcji. Sceny lżejsze, bardziej baśniowe zawsze są jaskrawe, nasycone, pełne błysku i światła. Kiedy jednak sytuacja się komplikuje, kolory bledną, stają się zdecydowanie chłodniejsze – już po samej kolorystyce można ocenić atmosferę danego ujęcia. Jest to może zabieg stary jak świat i wykorzystywany bardzo często, jednak tutaj, moim zdaniem, odgrywa szczególną rolę.

Co więcej mogę powiedzieć – trzeci sezon „The Magicians” stanął na wysokości zadania i jest jak do tej pory najlepszym w historii tego serialu. Trudno będzie mi wytrzymać do 2019 roku, bo dopiero wtedy dostaniemy kolejne odcinki, ale trzymam mocno kciuki, by produkcja utrzymała, a może nawet podbiła poprzeczkę jeszcze wyżej. Czuję, że może to być serial z rodzaju tych, które dojrzewają z kolejnymi sezonami, zamiast raptownie tracić poziom. Czekam zatem, aż znowu stanie się magia.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
9
Scenariusz
8
W trzecim sezonie „The Magicians” roi się od absurdalnego humoru i mało subtelnych aluzji, co, tak naprawdę, stanowi najmocniejszą stronę tego serialu. Świetnie rozegrana fabuła w połączeniu z dynamicznym zakończeniem sprawia, że widz chce jak najszybciej wrócić do tego przekoloryzowanego, wciągającego świata.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • dopracowany scenariusz
  • doskonała gra aktorska
  • bohaterowie, w których można się zakochać
  • humor
  • liczne nawiązania, w tym do serii o Harrym Potterze
  • świetna muzyka
  • przyjemna dla oka strona wizualna

Minusy

  • postać Alice
  • część osób może się nie polubić z tym poczuciem humoru
  • nieco zmarnowany wątek z wróżkami

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Magicians

Quentin Coldwater wraz ze swoją przyjaciółką Julią starają się dostać do tajnej szkoły magii w Nowym Jorku. Niestety przyjęty zostaje tylko Quentin, który z członkami …


Aktualności