Recenzja do: The Little Drummer Girl (2018 )
Recenzje

Niestety, ale „The Little Drummer Girl” będzie nieustannie porównywane do „The Night Manager”. Jest to naprawdę trudne do uniknięcia przy ekranizacji książki tego samego autora; dzieła ze zbliżoną tematyką, w dodatku tej samej stacji telewizyjnej i równie pięknej obsadzie w obu produkcjach. Co za tym idzie – nowsza adaptacja powieści Johna le Carre’a miała od razu wyżej postawioną poprzeczkę niż serial z Tomem Hiddlestonem. Jednak czy udało się ją przeskoczyć?

„The Little Drummer Girl” to ekranizacja powieści Johna le Carre’a z 1983 roku, u nas znana jako „Mała doboszka”. Główna bohaterka, Charlie, zostaje zwerbowana jako podwójna agentka, by zinfiltrować siatkę terrorystyczną. Wprowadzona jest przez tajemniczego Petera, nie tak dyskretnie podążającego za nią i jej grupką znajomych na wyjeździe w Grecji. Charlie jednak niedostatecznie szybko orientuje się, że Peter nie ma romantycznych zamiarów i mimowolnie zostaje wplątana w niebezpieczną grę z zamachowcami i osobami, które próbują ich schwytać.

Technicznie bez zarzutu

Ten serial ma wszystko, jeśli chodzi o wyśmienitą ekipę produkcyjną. Za kamerą stanął wybitny koreański reżyser, odpowiedzialny między innymi za „Oldboya” – Park Chan-wook. I chociaż na początku wydawało mi się to dziwne połączenie z tym akurat gatunkiem, to mimo wszystko byłam bardzo podekscytowana, żeby zobaczyć efekty współpracy Parka z BBC. W obsadzie mamy świetną główną trójcę. Charlie, czyli Florence Pugh to bardzo młoda, bo zaledwie 22-letnia aktorka, ale posiadająca w sobie pewien magnetyzm, który od razu wyłania ją z tłumu. W rolę Martina Kurtza, szefa całej operacji, wciela się Michael Shannon, który ostatnimi czasy gości się w świecie seriali w takich produkcjach jak „Waco” czy „Room 104”. Oczywiście mamy jeszcze Alexandra Skarsgarda, jako duży i małomówny Becker, którego jednak w pierwszym odcinku poznajemy pod imieniem Peter. Serial pochodzi od stacji BBC, ale przy współpracy z AMC, więc chociaż wiemy, że będzie on poetycko piękny. Kluczowy jest też autor książek, na  których podstawie powstała ekranizacja. John le Carre jest mistrzem pisania szpiegowskich powieści  i po kolei prawie każda jego książka zostaje przeniesiona na ekrany małe i duże.

the little drummer girl, recenzja, michael shannon

Miał wszystko, a jednak tak w pełni nie gra prawie nic. Bezdyskusyjnie jest to serial nakręcony przepięknie; ta początkowa sekwencja z walizką i tykającym zegarem w tle była zarówno estetycznie zadowalająca, jak i wzbudzająca niepokój. Potem te wszystkie ujęcia Aten i widoków w Grecji oraz pozbawione twarzy sylwetki terrorystów wyszły bezbłędnie. Jednak to samo miał „The Night Manager”, a tam, poza aspektami technicznymi, też nie byłam jakoś zachwycona całością. Największy zarzut miałam do samego odczucia podczas seansu, że jest to bardziej serial BBC niż ekranizacja książki le Carre’a. W „The Little Drummer Girl” na szczęście tego nie ma, pozbyliśmy się „brytyjskości bez powodu”, a mamy prawdziwą szpiegowską dramę.

Ta produkcja ma jednak największy problem, jeśli chodzi o zachowanie jakiejś równości. Są momenty, kiedy napięcie po prostu zżera widza ze stresu, ale jest też tak, że kiedy to napięcie jest potrzebne, to go nie ma. Scena z walizką – świetna; moment, kiedy Charlie rozumie, że Peter wcale nie próbuje jej podrywać – dziwny i nie do końca wiadomo, o co chodzi, a zaraz potem doskonała, stresująca sekwencja. Są też sceny, które wydają się kompletnie od czapy, dialogi nie pasują, bohaterowie zachowują się dziwnie, a napięcia nie ma. Chociaż wydawałoby się, że tylko w tym celu scena powstała.

Prawie idealni bohaterowie

Mamy też bohaterów. Śliczną Charlie, która czaruje, ale z pewną nonszalancją. Nie jest to kobieta w opałach, tak jak żona Ropera. Charlie jest wygadaną aktorką, która na upierdliwe komentarze nie reaguje pokornie, tylko bardziej w stylu: „Dopiero się rozgrzewam”. W trakcie odcinka nie potrzebujemy wyjaśnienia, dlaczego wywiad wybrał akurat ją, widać to gołym okiem. Mamy też Kurtza, faceta po przejściach, dążącego do swojego celu, ale nieuciekającego się do bezlitosnych środków, żeby tylko pozbyć się problemu. Jest też Becker, który po prostu mi nie gra. Możliwe, że jest to wyłącznie kreacja postaci, ale mimo że Alexander najlepiej ze wszystkich Skarsgardów nadaje się na „dużego i tajemniczego”, to jednak bardzo było widać jego dyskomfort. Czy to przez aktora, który potrzebuje słów, żeby dobrze zagrać, czy może był to dyskomfort postaci, która właśnie manipuluje niewinną dziewczyną do stania się przynętą na terrorystów. Nie mam pojęcia i myślę, że wyjaśni się to dopiero w dalszych odcinkach, a ja dopiero wtedy będę mogła podjąć decyzję. Jak na ten moment, zupełnie nie przekonała mnie ta postać, poza tym reszta bohaterów jest nieważna i może to była dobra decyzja, żeby nie dawać im żadnych charakterów. W końcu liczy się dla nas główna trójca plus terroryści.

the little drummer girl, recenzja, mała doboszka, alexander skarsgard

Z paroma rzeczami, poza wizualnością, „The Little Drummer Girl” trafiło prosto w punkt. Kostiumy wyszły cudownie, utrzymując jedną paletę kolorystyczną i zmieniając barwy tylko pomiędzy brązami, pomarańczami i żółciami – to wszystko dało pewną spójną atmosferę. Ulubione smaczki le Carre’a, czyli pokazywanie działań i podobieństw obu stron pojawiają się dużo szybciej niż w „The Night Manager”. I mimo że trochę łopatologicznie są przekazywane, to nadal je kupuję. W końcu czym różni się werbowanie dziewczyny do rozwożenia bomb od werbowania dziewczyny do ryzykowania życia dla sprawy. Efekt oczywiście jest inny, bo jedno nosi chwalebność, a drugie to zwykłe morderstwo, ale środki mają te same. Nie wiem, jak odnieść się do muzyki, bo praktycznie jej nie było, ale rozmaite efekty dźwiękowe w trakcie ogłuszającej ciszy stały się świetnym manipulatorem napięcia.

Jakie są moje wnioski na koniec? „The Little Drummer Girl” to pięknie nakręcony serial, ze świetną obsadą, kostiumami i interesującymi niektórymi rozwiązaniami fabularnymi, jednak nie zostawia żadnego zachwytu. W trakcie odcinka można się kilkukrotnie zgrzać ze stresu, a potem skołowanym patrzeć na ekran i zastanawiać się, dlaczego konkretna scena nie została wycięta. Najgorszą obelgą dla tej produkcji jest chyba to, że mimo cliffhangera wcale nie mam ochoty włączyć kolejnego odcinka.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
8
Muzyka
7
Scenariusz
5
"The Little Drummer Girl" ma wysoko postawioną poprzeczkę i mniejsze szanse na zdobycie popularności niż "The Night Manager". Jednak od razu widać, że jest to produkcja bardziej artystyczna adresowana do mniejszej publiki. Jak na razie nie zachwyca, ale jest pięknie nakręcony i ma potencjał, żeby stać się lepszym niż serial z Tomem Hiddlestonem.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • kostiumy
  • piękne kadry
  • postać Charlie i Kurtza
  • momenty napięcia

Minusy

  • brak napięcia w momentach kiedy jest potrzebne
  • postać Beckera jak na razie
  • nie zachwyca
  • nie zachęca żeby oglądać dalej mimo cliffhangera na końcu odcinka

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Night Manager

Nocny recepcjonista jednego z europejskich hoteli na zlecenie służb specjalnych pomaga w tajnej operacji przeciwko potężnemu handlarzowi bronią. 


The Little Drummer Girl

Serial na podstawie książki Johna le Carré. Fabuła skupi się na historii brytyjskiej aktorki, która wbrew własnej woli zostanie uwikłana w szpiegowskie rozgrywki …


Aktualności