1
Recenzja do: The Good Place (2016 )
Recenzje

Po pierwszym, fenomenalnym sezonie „The Good Place”, twórca Mike Schur wyjątkowo wysoko postawił sobie poprzeczkę. Nie tylko zdecydował się umieścić największy moment zwrotny serialu w połowie sezonu, ale już w 13 odcinkach tak dalece rozwinął postaci, że nie bardzo było wiadomo, co można by dalej z nimi zrobić. Zatem, czekając na drugi sezon, nie mogłam nie zadawać sobie pytania, czy ciągnięcie tej historii to dobry pomysł. Czy nie byłoby lepiej zamknąć to małe, komediowo-filozoficzne dzieło sztuki w formie jednego, perfekcyjnego trzynastoodcinkowca? No cóż, z arcydziełami trzeba obcować i całe szczęście Mike Schur umożliwił nam to po raz drugi.

Kiedy Eleanor Shellstrop (Kristen Bell), Chidi Anagonye (William Jackson Harper), Tahani Al-Jamil (Jameela Jamil) i Jason Mendoza (Manny Jacinto) spotykają się (jeszcze zanim sam widz zorientuje się, czym naprawdę jest „The Good Place” – zarówno jako serial, jak i miejsce), od pierwszych minut odcinka tworzą prawdziwą mieszankę wybuchową. Trzeba przyznać, że twórcy serialu postawili na niespotykany, odważny i zadziwiająco trafny przekrój postaci. Od typowej imprezowiczki-alkoholiczki Eleanor, przez żyjącego jakby jutra miało nie być Jasona, wiecznie niezdecydowanego Chidiego, aż po pochodzącą z samego szczytu śmietanki towarzyskiej, narcystyczną Tahani. Ta grupa całkiem nieźle reprezentuje najbardziej doskwierające ludzkości problemy świata doczesnego. Scenarzysta nie pozostawia na żadnym z nich suchej nitki, na każdym kroku piętnując ich wady.

Jednak kiedy ci sami bohaterowie docierają do końca pierwszego sezonu, są już w pełni rozwiniętymi postaciami, którzy przeszli razem i nauczyli się tak wiele, że nie wiadomo, co jeszcze można by zrobić, by uwydatnić ich głębię i udoskonalić relacje między nimi. I wtedy właśnie Mike Schur znowu zaskakuje widza.

Sięgnąć tam, gdzie wzrok nie sięga

Sezon drugi to pole do popisu dla postaci, które do tej pory nie były może całkowicie jednowymiarowe, jednak z pewnością miały nam jeszcze dużo do zaoferowania. I tak zarządzający całym tym grajdołkiem demon Michael, do szpiku kości zły i do tej pory pragnący tylko być jeszcze gorszym, rozpoczyna lekcje etyki. Mało tego – zaczyna czerpać z nich naukę i stara się zrozumieć ludzi, ich uczucia oraz kierujące nimi motywacje. Podobnie Janet, niedziewczyna i nierobot, wszechwiedząca pozaziemska asystentka, zyskuje pewne ludzkie cechy i ich odruchy. Jak w pierwszym sezonie dzięki Eleanor, tak teraz właśnie dzięki Michaelowi oraz Janet (i niestrudzonemu, acz niezrozumianemu nauczycielowi etyki – Chidiemu), „The Good Place” nie przestaje być tym, czym było od początku. Mike Schur spojrzał w innym kierunku i postanowił dać szansę postaciom, które mogłyby przecież pozostać drugoplanowe, tym samym sprawiając, że „The Good Place” nadal jest świetnie napisaną, okraszoną żartami satyrą na świat współczesny, swoistą powiastką filozoficzną niczym z Diderota.

Ten zabieg pozwala Tedowi Dansonowi, grającemu Michaela oraz D’Arcy Carden (Janet) ukazać pełnię swojego kunsztu aktorskiego. Trzeba też pamiętać, że Carden robi to na dwa sposoby, bezbłędnie odgrywając także rolę złego odpowiednika Janet.

Wsiąść do pociągu

Serial również nie traci rozpędu fabularnego. Co prawda na początku mogło się widzowi wydawać, że po 13 pierwszych odcinkach „The Good Place” mu się opatrzy i zwyczajnie znudzi go swoją cukierkowatą niezmiennością. Jednak Mike Schur i na to znalazł sposób. Zaprawieni w wojażach po Średnim Miejscu w pierwszym sezonie bohaterowie znowu wskakują do pociągu, tym razem po to, by w pełni świadomie pojechać do Złego Miejsca, stawić czoła szefowi Michaela, Shawnowi, i zawalczyć o lepsze jutro dla nich wszystkich. To tam cała zagmatwana historia zdaje się powoli rozplatać. Scenariusz serialu został poprowadzony po mistrzowsku, tak że każda z postaci znowu musi pokazać, czego nauczyła się o etyce i moralności oraz postąpić słusznie. Tylko czy zawsze możliwe jest jedno właściwe wyjście z sytuacji?

The Good Place, serial, recenzja, netflix, Kristen Bell, sezon 2

Dokąd teraz?

Wreszcie bohaterowie dopinają swego i trafiają przed oblicze osoby, która może zmienić ich losy, zadecydować na ich korzyść oraz sprawić, że będą żyli długo i szczęśliwie. W tym miejscu brawa należą się Mayi Rudolph za wystąpienie w roli wspaniałego comic relief. Sędzina ma dla nich jeszcze jeden test (co to dla tak zaprawionych w bojach postaci, prawda?), a potem nic już nie będzie w stanie ich powstrzymać przed dostaniem się do Prawdziwego Dobrego Miejsca.

Tak, zgadliście: tutaj czekał na widza twist, kiedy okazało się, że tylko jedna z osób bezbłędnie przeszła sprawdzian. Jest to też takie miejsce w fabule, które na wymagającym widzu znowu wymusza zadanie sobie pytań: „co dalej?”, „dokąd teraz?”, „czy to nie powinien być koniec?”. Nie jest. Ostatnie 10 minut odcinka to znowu próba pociągnięcia fabuły dalej. Sezon kończy się zawieszeniem akcji, choć tym razem cliffhanger nie jest ani trochę zaskakujący. Nie zostawia widza z chrapką na więcej, a raczej z frasunkiem o przyszłość serialu lub krzykiem na ustach: „tylko nie zepsuj tego, Schur!”. 

Gra aktorska
10
Zdjęcia
10
Muzyka
9
Scenariusz
9
„The Good Place” po pierwszym sezonie postawiło sobie wysoką poprzeczkę. Na szczęście, dzięki zabiegom twórcy Mike'a Schura, zarówno fabularnie jak i pod względem rozwoju postaci, sezon drugi trzyma wysoki poziom.
Ocena czytelników
8.5

Plusy

  • świetna gra aktorska
  • bardzo dobry pomysł na dalsze poprowadzenie fabuły
  • fabuła nie jest wtórna
  • rewelacyjne zdjęcia

Minusy

  • zakończenie drugiego sezonu nie wróży serialowi najlepiej

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Mateusz Myślicki
    Mateusz Myślicki
    @MateuszMyslicki

    Dziękuję za rekomendację. Gdyby nie bardzo entuzjastyczna recenzja, to bym po ten serial na pewno nie sięgnął (na pierwszy rzut oka nie moja stylistyka), ale dwa pierwsze odcinki zapowiadają się bardzo obiecująco.

    Ps. Choć jest trochę spoilerów. Przypominam, że jeszcze na końcu drugiego odcinka nie jest oczywiste, że good place nie jest wcale tak 'good'.