Recenzja do: The Gifted (2017 )
Recenzje

Mutanci na dobre rozgościli się w naszej popkulturze. Filmy Briana Singera stworzyły własne uniwersum, wzorujące się tylko na swoich komiksowych pierwowzorach. Fox doszedł do wniosku, że warto, by to uniwersum poszerzyć o seriale. Dostaliśmy więc w 2017 roku dwie produkcje osadzone w marvelowskiej konwencji: „Legion” oraz „The Gifted”. I sam chyba nie wiem, którą z tych produkcji lubię bardziej!

Mamy tutaj dwa różne sposoby opisania rzeczywistości, w której istnieje gen X. „Legion” jest tajemniczy, artystycznie skonstruowany, zgłębia psychikę jednostki i porusza temat chorób umysłowych i odrzucenia. „The Gifted” skupia się bardziej na relacjach grupy postaci, w tle mamy konflikt między gatunkami (ludzie i mutanci), nielegalne eksperymenty i ciągłe poczucie zagrożenia. Ktoś wreszcie dostrzegł, że uniwersum mutantów to nie tylko X-Meni i ciągła walka z Magneto.

Akcja serialu toczy się w roku 2017 (tak, w jednym z odcinków mieliśmy dokładne potwierdzenie tego faktu), ale w rzeczywistości, w której istnienie mutantów znane jest od dziesięcioleci. X-Meni i ich działania były doceniane, a sami bohaterowie – uwielbiani przez masy. Niestety, z nieznanego powodu drużyna zniknęła, powierzając misję dalszej emancypacji mutantów grupie niedorostków. Normalni ludzie, pozbawieni genu X, zaczynają zapominać, ile świat zawdzięczał mutantom – na nowo zaczyna rodzić się nienawiść, ostracyzm i pogarda wobec tych, którzy posiadają jakieś moce.

The Gifted, sezon 1, recenzja, Fox, Naznaczeni

 

Zwykła rodzinka z niezwykłą historią

W takiej otoczce poznajemy rodzinę Struckerów: ojca, Reeda, będącego prokuratorem (często oskarżającym mutantów), jego żonę, Caitlin, pielęgniarkę oraz nastoletnie rodzeństwo – Andy’ego i Lauren. Życie rodziny zostaje wywrócone do góry nogami, kiedy podczas szkolnej dyskoteki grupa wyrostków terroryzuje Andy’ego. Ujawniają się wtedy jego moce: pod wpływem emocji potrafi niszczyć różne rzeczy wokół siebie. Przed pogrzebaniem żywcem chłopaka ratuje siostra, która, jak się okazuje, ma moc „scalania” materii. Rodzina zaczyna być ścigana przez agencję bezpieczeństwa, Sentinel Services, i aby ocalić życie, zmuszeni są współpracować z Podziemiem Mutantów. Im dalej w sezon, tym na jaw wychodzi coraz więcej tajemnic rodziny Struckerów, a rodzeństwo, mimowolnie, zaczyna mieć coraz większy wpływ na, nie bójmy się tego powiedzieć, wojnę ludzi z mutantami.

To, co tygryski lubią najbardziej!

Jakie są największe plusy serialu? Niezłe, jak na taką produkcję, efekty specjalne. Roboty Sentinel Services, służące do tropienia mutantów, nie wyglądają jak zrobione w Paincie. W scenach akcji dużo rzeczy eksploduje, samochody i ranni ludzie latają w powietrzu, ziemia się trzęsie, zapadają się budynki – ogólnie to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Da się zrobić przyjemny dla oka serial akcji, nie dysponując miliardami? Da się! (Tak, patrzę na ciebie, „Inhumans”).

Obsada serialu również zasługuje na uznanie. Jedna aktorka w swojej roli samodzielnie podnosi końcową ocenę o jedno oczko. Mówię oczywiście o Emmie Dumont, czyli serialowej Polaris. Przez cały czas musi stawiać czoło różnym wyzwaniom i przeszkodom, czasami tylko dzieląc chwile szczęścia ze swoim ukochanym. Dumont zagrała perfekcyjnie każdą emocję towarzyszącą mutantce: ślepy gniew, zimne wyrachowanie, lekki obłęd czy miłość do chłopaka. Zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny miał zagrać tę postać. W ogóle na miejscu włodarzy Foxa przemyciłbym jakoś Emmę i Polaris do uniwersum filmowego…

Reszta obsady też daje radę. Chłopak Polaris, Eclipse, jest raczej głosem rozsądku w związku, ale i jemu zdarza się chwila bezmyślnej przemocy – Sean Teale jest niezły w tej roli. Zapamiętam też Blink oraz Caitlin Strucker – Amy Acker musiała wcielić się w rolę pozbawionej mocy matki, której dzieci nagle stały się poszukiwanymi zbiegami. Wiele artykułów internetowych zarzucało twórcom serialu, że Caitlin Strucker jest postacią przerysowaną i na siłę demonizowaną. Zupełnie się z tym nie zgadzam – owszem, ściera się ona bardzo często ze swoimi dziećmi, nie godząc się na to, by narażały się na niebezpieczeństwo, ale czyż nie na tym polega matczyna miłość? Czujesz obowiązek ochrony swoich dzieci, nawet jeśli mogą one zadbać same o siebie. Przerysowanie i bezużyteczność? Nie, nie – postać grana przez Amy Acker nie skupia się tylko na siedzeniu w kącie, tuleniu dzieci i warczeniu na przechodzących obok. Nie, pani Strucker, jako osoba z medycznym wykształceniem, pomaga zdobyć leki, dokonuje prowizorycznych operacji, zarządza logistycznie akcjami mutantów, a czasem bierze sprawy w swoje ręce i stara się pomóc w akcji, jak tylko może.

Ale bez problemów się przecież nie obejdzie…

Małe „meh” można za to mieć do głównego rodzeństwa. Aktorka grająca Lauren czasami (często!) zapomina, że usta można też zamknąć i wygląda się wtedy lepiej. Postać Andy’ego za to przez cały sezon jest, w bardzo dużym uproszczeniu, dość zdenerwowana. Nie wiem, na ile był to zamysł reżysera i kreacja postaci, ale miło by było zobaczyć czasem młodego Struckera bez grymasu na twarzy, zaciśniętych pięści i mordu w oczach. Pierwszy z brzegu obrazek z Google’a wam to potwierdzi (patrz: grafika niżej).

The Gifted, sezon 1, recenzja, Fox, Naznaczeni, Andy Strucker, Lauren Strucker

 

Dużym mankamentem jest brak jakiegoś większego celu, do którego postacie mogłyby dążyć. Co ciekawe, dotyczy to tylko tych „dobrych”. Oficer z Sentinel Service przez cały sezon chce dorwać Podziemie Mutantów, to jego motywacja. Doktora Campbella napędza chęć zbadania mocy Struckerów i stworzenia perfekcyjnej broni z mutantów. A ci dobrzy? Oni nie planują, tylko reagują. Jest problem, złapali grupkę naszych – okej, odbijamy ich; odcinek się kończy. Jest problem, jedna z naszych uciekła – okej, znajdziemy ją; odcinek się kończy. Rozumiecie, o czym mówię? Jak na kogoś, kto powinien kontynuować dziedzictwo X-Menów, nasi bohaterowie raczej nie robią niczego w tym kierunku, skupiając się na przyczajeniu i przeczekaniu zagrożenia (co jest trochę bez sensu, bo to zagrożenie nie zniknie z dnia na dzień, a pasywność bohaterów tylko pogarsza całą sytuację). Na szczęście finał ożywia tę kwestię i daje nadzieję, że sezon drugi nie popełni błędu poprzednika i tym razem każda postać będzie mieć jakieś motywacje.

Ciekawostką dla mnie było też to, że Podziemie, które raczej pieniędzmi nie szasta (kryją się w starym banku, śpią na łóżkach polowych i mają kłopot z zaopatrzeniem), może sobie pozwolić na flotę samochodów terenowych i paliwo do nich. No naprawdę: jeżdżą tymi SUV-ami po całym stanie, ścierają się z policją, tracą czasami te samochody, a i tak odcinek później wsiadają bez problemu do terenówki i jadą na akcję. No chyba że jakiś mutant ma moc tworzenia samochodów z powietrza...

Czy powinniście zobaczyć „The Gifted”? Fani mutantów na pewno z radością będą wyłapywać wszelkie smaczki i nawiązania, których jest w produkcji pełno. Wielbiciele seriali akcji też powinni być zadowoleni, ba, nawet ci, którzy oglądają seriale dla wątków miłosnych, coś dla siebie znajdą. Nie jest to dzieło wybitne, nie wyznacza nowych trendów w sztuce, nie jest serialowym Mesjaszem – jest bardzo dobrym serialem akcji, z komiksowym rodowodem. Mnie on kupił i z niecierpliwością wypatruję drugiego sezonu. Mam nadzieję, czytelniku, że po skończonym seansie przyłączysz się do mnie i razem będziemy wypatrywać, co też twórcy przygotowali na przyszłość.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
9
Idą ferie, zimowe wieczory – myślę, że nie zaszkodzi spędzić je w świecie, będącym alegorią naszej rzeczywistości, a jednocześnie przypominającym najlepsze „X-Meny” z kinowego ekranu. Jak najbardziej warte zobaczenia!
Ocena czytelników
7

Plusy

  • bardzo przyjemnie spędzone godziny
  • sceny akcji nie dominują nad rozwojem postaci
  • dobra obsada

Minusy

  • kilka wątków można było poprowadzić inaczej
  • nie jest tak dobry jak „Legion”, ale może wcale nie musi?

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności