Recenzja do: The Fix (2018 )
Recenzje

Czy granicę dobrego smaku można umieścić w jednym zdaniu ze stand upem? Nie jestem zbyt dobra w tych sprawach, bo częściej od wystąpień pojedynczych komików oglądam skecze ulubionych kabaretów. Chociaż te drugie coraz częściej wywołują we mnie poczucie zażenowania, oglądam je z przyzwyczajenia. Bo wiem, czego się spodziewać, w którym momencie mnie rozśmieszą i w sumie wciąż są to przecież jakieś historie, z którymi jestem w stanie się utożsamić.

Tymczasem Netflix wyciąga rękę do znanych w Ameryce komików i zatrudnia ich w swoim nowym show „The Fix”, w którym wcześniej wspomniani goście, zamiast narzekać na otaczający nas świat, zaczną go „naprawiać”. Byłam ciekawa, na jakiej zasadzie będzie opierała się formuła danego programu, zważywszy że na dzień dobry dostajemy dziesięć trzydziestominutowych odcinków. 

Jak naprawić świat? 

Każdy z nich skupia się konkretnie na jednym z problemów, z jakimi zmaga się teraźniejszy świat. Mogłoby się zdawać, że komicy na pewno nie poruszą trudnych tematów. Okazuje się jednak, że rzeczywiście wszystko da obrócić się w żart, ale tylko wtedy, kiedy robi się to z jakimś wyczuciem, choćby minimalnym. Takim oto sposobem „The Fix” zajmuje się uzależnieniem od social mediów, wspomina o gentryfikacji, problemie rasizmu, a nawet rozprawia się z tym, że to mężczyźni nadal zarabiają więcej od kobiet (i, co gorsza, kobieta by zarobić tyle, ile mężczyzna, musi pracować do końca roku; on zaś jedynie do połowy listopada). Struktura tego show jest dosyć prosta: najpierw prowadzący (w tej roli Jimmy Carr) przedstawia problem, swoje zdanie popiera danymi, a następnie komicy, podzieleni na dwie dwuosobowe grupy, proponują najlepsze, to znaczy najśmieszniejsze i najbardziej nierealne pomysły zwalczenia danego problemu. Pod koniec odcinka zaś stery przejmuje widownia, głosując na najlepsze z rozwiązań. Tym samym problem wydaje się być rozwiązany.

The Fix, Netflix

Wydaje się być, bo wiadomo, że to wciąż tylko Netflix i program, który przeżyje (albo i nie) swoje pięć minut, ludzie się trochę pośmieją, spędzą przy tym dobrze czas… I tyle. Problemy takie jak globalne ocieplenie, różnica płac między kobietą a mężczyzną, sztuczna inteligencja, a nawet gentryfikacja – to bardzo aktualne problemy. Takie, z którymi jako ludzkość zmagamy się, ale nie możemy sobie poradzić. Rozwiązania komików? Wydają się być idealne. „Komputery? Lepiej dla nas. Nie nauczysz ich rasizmu”, mówi jeden z komików, skądinąd, czarnoskóry, DL Hugley. Oglądając „The Fix” myślałam sobie, że w zasadzie żyjemy w takim świecie, który bierze wszystko na poważnie. To znaczy jeśli chcesz obrócić jakiś poważny problem w żart, by, nie wiem, rozładować atmosferę, trochę odpuścić swoje emocje, jesteś uważany za kogoś nieodpowiedzialnego. Nie wyznajesz zasady zero waste, nie poświęcasz każdej wolnej chwili na pomaganie innym? Na pewno jest z tobą coś nie tak. Poza tym, żartowanie z takiej złej sytuacji na Ziemi? Żyjesz na niej i nie obchodzi cię jej los? „The Fix” przychodzi z odsieczą. Poważne zagadnienia obraca w żart, dociera tym samym do większego grona odbiorców. A przykładowemu Kowalskiemu pozwala zapomnieć o wydarzeniach całego dnia, no bo przecież śmiech to w końcu zdrowie.

Gdy coś idzie nie tak

Nic w tym show nie denerwowało mnie tak, jak główny prowadzący, Jimmy Carr. Momentami nie wiedziałam, co za dźwięki wydaje podczas śmiania się. Fakt, że w jego programie biorą udział komicy, mówiący często głupie i śmieszne rzeczy wcale mi nie pomagał. On się śmiał, a ja miałam łzy w oczach, jak go słuchałam. Do tej pory zastanawiam się, czy ten jego śmiech był udawany (jeśli tak, sorry, mogłeś zrobić to lepiej), czy taki realny, prawdziwy. Bo jeśli to drugie, to na jego miejscu zastanowiłabym się, czy przyjąć propozycję prowadzenia takiego programu. Kolejną i w sumie ostatnią rzeczą, do jakiej mogłabym/chciałabym się przyczepić są… sami komicy. Jak wspomniałam we wcześniejszej części recenzji, nie jestem pewna czy stand up to jest mój konik. O ile odnajduję się w kabaretach, które odgrywają jakieś konkretne scenki wyjęte z życia, tak jeśli idzie ze stand uperami… nigdy nie wiem, kiedy mówią serio, a kiedy kreują u widza jakiś obraz siebie, pasujący do danej sytuacji. Tu właśnie miałam takie dylematy. Kiedy któryś z nich śmiał się z własnych dzieci („brytyjskie dzieci są jak nieudolni kamerdynerzy” czy coś w ten deseń) jakoś brakowało mi języka. W sensie miałam nadzieję, że jest to jedynie pewnego rodzaju kreacja, a nie to, co dana osoba myśli naprawdę.

The Fix, Netflix

Przejdźmy do podsumowania, bo chyba trochę się rozpisałam. „The Fix” to gratka dla tych, którzy lubią mocny humor, często czarny i którym nie straszne przekraczanie granic dobrego smaku, a także dla tych, mających do siebie duży dystans. Jeśli nie chcecie się poczuć obrażeni bądź znieważeni, lepiej po ten serial nie sięgajcie. Na Netflixie znajduje się wiele innych produkcji, które służą do odmóżdżenia się. „The Fix” również, tyle że nie dla wszystkich. Dla mnie? Tak pół na pół.
   

Gra aktorska
6
Zdjęcia
6
Muzyka
5
Scenariusz
5
Granicę dobrego smaku łatwo jest przekroczyć. O ile żarty i komicy mają śmieszyć, tak wydaje mi się, że w pewnych miejscach można było zrobić to trochę "spokojniej". Dla wytrawnych widzów lubiących się w czarnym humorze.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • poruszana tematyka

Minusy

  • śmiech prowadzącego
  • denne żarty
  • przekroczona granica dobrego smaku

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Fix

W panelu zasiadają popularni komicy, którzy próbują rozwiązać nurtujące nas, jedne z najtrudniejszych problemów świata.