Recenzja do: The Day (2018 )
Recenzje

Mroczne seriale mają w sobie coś takiego, co sprawia, że nawet jeśli akcja nie biegnie w szalonym tempie, to i tak trudno oderwać wzrok od ekranu. Chociaż „De Dag” nie porywa, to rzeczywiście ma w sobie coś takiego, że trudno zamknąć komputer i tym bardziej trudno zapomnieć o tym, co tam się dzieje.

„De dag” to holenderski serial opowiadający historię zakładników przetrzymywanych w banku, w nienazwanym mieście. Mrok, który wita nas w pierwszym odcinku, przeszywa do szpiku kości i nie opuszcza nas do ostatniej sekundy odcinka. Tak właśnie jest – mroczno, klimatycznie i nazbyt spokojnie. Zupełnie jakby rozgrywająca się w tym momencie tragedia miała trwać wiecznie. 


Spokój, tylko spokój wybawi

Napędową siłą „De Dag” jest narracja, a właściwie perspektywa, z jakiej widzimy opowiadaną historię. Na początku trudno jest się połapać, o co chodzi. Dlaczego drugi odcinek jest kopią pierwszego. Dlaczego ktoś jeszcze raz decyduje się przytoczyć ten sam moment. Hej, nie martw się, drogi widzu, krzyczy scenarzysta, chowając się za wykreowanymi przez siebie bohaterami. To jest to samo, co już widziałeś, tyle że opowiadane oczami osoby uwięzionej, a nie tej, która stoi przed budynkiem i zastanawia się, co robić. Napędowa siła rozłożona na dwanaście, a w zasadzie na sześć odcinków, nie wszystkim przypadnie do gustu.

Większość widzów zapewne poczuje zmęczenie wynikające z miętolenia jednej czy dwóch sytuacji przez czterdzieści minut. Nawet dla mnie, osoby lubującej się w wolnych, skandynawskich klimatach, gdzie kryminał można rozłożyć na sześćset stron bądź półtorej godziny, było to trochę trudne doświadczenie. Tym bardziej doceniam pracę włożoną w scenariusz, w dopracowanie każdego elementu tak, by widz mimo wszystko nie kliknął krzyżyka w górnym prawym rogu, już po dwóch minutach od naciśnięcia „play”.

Temu drugiemu przyczynili się również aktorzy, bo gra opiera się przecież nie na szalonych działaniach (to już ustaliliśmy) bohaterów a na ich mimimce i uczuciach, które mają z kolei na nas wywołać jakieś konkretne emocje. Bohaterów można nie lubić, można nie zgadzać się z ich działaniami, a jednak aktorzy starając się nas, widzów zachęcić, zrobili dużo dobrej  roboty. 

Pokaż kotku, co masz w środku?

By zainteresować widza, wystarczy nie podawać mu informacji jak na tacy. Niech się domyśli. Niech wprawi w ruch swoje szare komórki, niech działa na równi ze śledczymi. Czy będzie szybszy? Czy da radę dowiedzieć się, dlaczego ktoś postanowił włamać się do banku? Czy wszyscy zakładnicy przeżyją? 

Jak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. „De dag” to  nie tylko historia o tym, że policji się nie śpieszy, a zanim podejmie jakieś stanowcze działania, to będzie musiała się rozeznać w sytuacji, by przypadkiem nikomu nie stała się krzywda (choć według mnie działa to trochę inaczej, bo im bardziej nic nie robią, tym niebezpieczniejszą sytuację mają zakładnicy). To historia wielu rodzin, których losy splatają się w jednym momencie: gdy ktoś z ich bliskich wchodzi do budynku, do pracy, czy w jakiejś konkretnej sprawie i ktoś za nich podejmuje decyzję, że stanią się bohaterami rozgrywanych przez kogoś „gier”. 

Dobra mina do złej gry

Jak wcześniej napisałam, siłą napędową serialu miały być perspektywy, z jakiej ukazywana jest historia. Było to trochę prześmiewcze stwierdzenie.  Nie ma tu bowiem akcji pędzącej przed siebie na łeb i szyję, ani heroicznych bohaterów, którzy poświęcą się w imię wyższego dobra (przynajmniej do piątego odcinka, bo tyle było mi dane zobaczyć). Są zwykłe rodziny, bohaterowie i dzieci, które znalazły się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. 

Dobrą miną do złej gry jest to, że tu… jakby nie ma co zaskoczyć. Uwięzieni walczą o to, by wyjść z tego cało, a policja próbuje im pomóc. Próbuje, bo cały czas zwodzi porywaczy: nie mają pieniędzy, dostępu do nich, a helikopter nie ma odpowiedniego miejsca, by wylądować. Widz przed ekranem myśli tylko, by wszyscy wyszli z tego cało. Zaciska pięści. Czasem sobie coś mruknie pod nosem. Zobaczy odcinek dwukrotnie i może odkryje coś nowego. A jednak nie wyjdzie, nie wyłączy i  nie powie „mam dość”. 

Bo coś to „De Dag” w sobie ma i ja jestem ciekawa, co. 


Polecam tylko wytrwałym, którzy lubią mrok, ślimacze tempo i seriale, o których raczej długo się nie pamięta.
 

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Spodziewałam się efektu wow albo chociaż czegoś, co wywoła we mnie jakieś zaangażowanie. Chciałam więzi z bohaterami, a tak naprawdę miętolona przez pięć odcinków historia okazała się, przynajmniej dla mnie, nudna.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • mrok
  • muzyka
  • ujęcia
  • gra aktorska

Minusy

  • nudne
  • usilne przeciąganie i rozciąganie
  • przewidywalność

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Day

W małym, nienazwanym przez scenarzystów mieście, ktoś barykaduje się w banku z zakładnikami. Serial dzięki podwójnej narracji zyskuje na znaczeniu. Historia opowiadana …