1
Recenzja do: The Crossing (2018 )
Recenzje

Z serialami tak jest, że albo trafi nam się jakiś z zupełnie oryginalnym pomysłem i ciekawą realizacją, albo tak wtórny, że przechodzi nam ochota na oglądanie go już po pierwszym odcinku. Z „The Crossing” sprawa wygląda trochę inaczej, ale wciąż łatwo przypiąć mu łatkę produkcji, które mają dobry start, a potem jest tylko gorzej. Podobne przypadki są chyba najsmutniejsze dla widza, bo kiedy myśli sobie, że już w końcu po wielogodzinnych poszukiwaniach czegoś interesującego odnalazł ten jeden jedyny serial, wybrany, by cieszyć go wieczorami, okazuje się, że to tylko kolorowa wydmuszka. Smutek i żal jest jeszcze większy, ale tego typu seriale robią jeszcze inną krzywdę. Dobry start najczęściej nie pozwala na porzucenie dalszego oglądania, bo wciąż mamy nadzieję, że może jednak nagle coś się zmieni i znów będzie ok. W przypadku „The Crossing” jest bardzo nie OK.

Autostopem przez czas

Wyobraźcie sobie, że żyjecie w świecie, w którym bycie człowiekiem jest uznawane za słabość i przez to jesteście ścigani jak zwierzyna podczas polowania. Nie macie gdzie się ukryć, nie istnieje żadne bezpieczne miejsce i pozostaje tylko kwestia czasu, że nastąpi wasza nieuchronna klęska, a co za tym idzie – śmierć. Nie mając nic do stracenia, postanawiacie zaufać jakiejś szalonej kobiecie twierdzącej, że może was wysłać w przeszłość, do czasów, w których królował pokój i ogólne szczęście. Co robicie? Oczywiście, że się zgadzacie i wsiadacie do dziwnej maszyny mogącej was równie dobrze przenieść w czasie, co usmażyć wam mózgi. Jakimś cudem okazuje się, że szalona naukowiec miała rację i lądujecie w obiecanej krainie wiecznej radości i świętego spokoju. Otóż nie do końca, bo jak tylko wychodzi na jaw, kim jesteście, to z miejsca wsadzają was pod strażą do przytulnych domków gdzieś w górach, które są raczej tamtejszym więzieniem, ale tego nie wiecie, bo jesteście z przyszłości. Wszyscy są dla was mili i pomocni, ale za oknem nagle pojawia się wysokie ogrodzenie, a strażnicy zaczynają nabierać wody w usta, przeszukując was co pięć minut. Na domiar złego okazuje się, że demony z waszych czasów już tu są i nie mają zamiaru spokojnie patrzeć, jak zmieniacie bieg historii. Do pomocy macie jedynie gapowatych lokalnych policjantów i wściekły tłum wieśniaków, którym tylko brakuje w rękach pochodni i wideł. Nie brzmi to jak coś, co warto obejrzeć, prawda? Niestety, tak mniej więcej wygląda fabuła „The Crossing”.

The Crossing, sezon 1, ABC, recenzja

Gdzieś już to widziałem

Jakkolwiek absurdalnie nie wyglądałaby fabuła „The Crossing”, to serial ten ma naprawdę mnóstwo problemów niemal na każdej warstwie produkcyjnej. Wtórność pomysłów, które zostały wykorzystane przy pisaniu scenariusza, naprawdę niepokoi, bo serial wręcz w całości opiera się na pomysłach wykorzystanych w innych filmach lub serialach, nie oferując praktycznie nic nowego swoim widzom. Podróż w czasie w celu zmienienia biegu historii poprzez eliminację osób odpowiedzialnych za powstanie takiej wersji historii, jaką znają tylko podróżnicy – „The Terminator”, postacie znające przeszłość i postanawiające wykorzystać tę wiedzę dla własnych celów – „Back to the Future Part II”, bohaterowie przenoszący się w czasie, aby powstrzymać innych podróżujących – „Twelve Monkeys” (serial), osoby infiltrujące najwyższe szczeble rządowe – „They Live!”, skruszony oprawca, który postanawia nigdy więcej nie krzywdzić innych – wątek Sayida w „Lost”. Porównania nasuwają się same, a wymieniłem tylko naprawdę znane produkcje. Strach pomyśleć, ile tego by się zebrało, gdyby naprawdę solidnie wszystko połączyć. Oczywiście, można bronić serialu argumentem, że przecież tak naprawdę wszystko, co było do opowiedzenia, zostało już wymyślone, ale „The Crossing” nie inspiruje się innymi historiami, ale adaptuje je na własne potrzeby bez żadnych zmian.

The Crossing, sezon 1, ABC, recenzj

„4400”

Pamiętacie serial „4400”? Swego czasu był on bardzo popularny, a opowiadał o grupie ludzi, którzy nagle pojawili się na brzegu jeziora nie wiedząc dokładnie, co się z nimi wcześniej działo. Zostali zamknięci w tajnym ośrodku, gdzie dwójka agentów FBI próbowała dojść do tego, co się właściwie z nimi stało, kiedy ich nie było, bo szybko okazało się, że to zaginieni ludzie z niemal każdej dekady XX wieku. No więc „The Crossing” postanowiło wykorzystać ponownie ten sam pomysł i tylko delikatnie zmienić niektóre wątki. Problem polega na tym, że zmiany te były tak niewielkie, że byłem w szoku, jak można tak bezczelnie wciskać ludziom ten sam serial pod inną nazwą. Przybysze pojawiają się niemal w dokładnie taki sam sposób, jak ci z „4400”. Również zostają zamknięci w odizolowanym ośrodku, ich sprawą też zajmują się agenci FBI, a nad wszystkimi wisi widmo tajemnicy, która zdaje się być od początku ukartowana. Nawet sam schemat sci-fi nie ulega zmianie, z tym że zamiast kosmitów mamy uciekinierów z przyszłości. Naprawdę nie wiem, kto zgodził się na produkcję niemal klona serialu sprzed kilkunastu lat, ale wyszło to bardzo słabo.

The Crossing, sezon 1, ABC, recenzj

Oficer gapa

Jedną z najgorszych decyzji castingowych „The Crossing” było obsadzenie w roli głównej Steve’a Zahna. Aktor ten zupełnie nie pasuje do roli małomiasteczkowego szeryfa, a back story jego postaci jest napisane w bardzo kiepski sposób i tutaj – po raz kolejny – zostało to zrobione w oparciu o najbardziej oklepany schemat. Szeryf pracował wcześniej w specjalnej jednostce policji, która specjalizowała się w poszukiwaniach trudnych do złapania przestępców. Mężczyzna odkrywa, że jego przełożeni mają brudne ręce, więc ci bez ceregieli postanawiają się go pozbyć. Po przegranej batalii bohater zaszywa się w małym miasteczku pełniąc tam rolę szeryfa. W żaden sposób nie przekonuje to o jego wyjątkowości, ani nie przysparza mu sympatii widzów. Szeryf jest od samego początku do końca wielkim gapą, który ma więcej szczęścia niż rozumu. Steve Zahn nie potrafił stworzyć kreacji silnego i zdeterminowanego stróża prawa, zrobił rzecz wręcz odwrotną – przypisał swojemu bohaterowi cechy, na które widzowie patrzą z politowaniem i po trochu mu współczują tej gapowatości. Aktor nie nadaje się do tego typu ról i wielką zagadką jest dla mnie to, dlaczego dostał angaż do „The Crossing”.

The Crossing, sezon 1, ABC, recenzj

50 odcieni słabości

Z pozostałymi postaciami przedstawionymi w serialu nie jest lepiej. Wszystkie zostały wykreowane w wyjątkowo płytki sposób, a ich emocje wydają się udawane. Wszyscy przypominają dzieci, które egzystują w czarno-białym świecie, gdzie jest tylko podział na dobro i zło, nie ma żadnych odcieni szarości. Jeśli coś sobie wbiją do głowy, to w żaden sposób nic nie zmieni ich zdania, nawet jeśli przedstawi się im solidne fakty. Co więcej, reagują wtedy agresją. Nie mogą dopuścić do siebie myśli, że ktoś ich nie rozumie, albo, co gorsza, próbuje zmienić ich poglądy. Skutkuje to straszliwie nudnymi postaciami, których czyny są do przewidzenia już od pierwszej minuty, kiedy ich poznajemy. Nikt z nich nie przechodzi żadnej przemiany, co najwyżej jeszcze bardziej wierzą w swoją nieomylność. Widza takie postawy irytują, przez co nie jest w stanie nawiązać więzi z jakimkolwiek bohaterem. Nie ma po prostu możliwości, aby utożsamiać się z kimś, kto jest przewidywalny do bólu i ślepy na otaczający go świat. W momencie, w którym twórcy serialu próbują wywołać u widzów jakieś emocje, czy to empatii, czy niechęci, nikt tego nie czuje i finalnie sceny, które miały być emocjonalne, stają się groteskowe.

The Crossing, sezon 1, ABC, recenzj

„The Crossing” było promowane jako następca „Lost” głównie za sprawą producentów, którzy maczali palce przy obu produkcjach. Z ręką na sercu gwarantuję wam, że poza wykorzystaniem wątków, nie ma z tym serialem absolutnie nic wspólnego, a cała akcja promocyjna to bzdury wyssane z palca. Co gorsza, „The Crossing” ma naprawdę ciekawe dwa pierwsze odcinki, przez co przykuwa widza do ekranu, aby potem bezczelnie obdzierać go z nadziei na coś naprawdę intrygującego. Siedzi więc taki biedny widz przed ekranem łudząc się, że może kolejny odcinek będzie lepszy i w końcu zobaczy coś dobrego. Nic bardziej mylnego.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
6
Muzyka
5
Scenariusz
1
„The Crossing” to nic innego jak zlepek pomysłów z innych seriali i filmów, a do tego połączonych razem w kiepski sposób. Brak w nim emocji, niedopowiedzeń, czegoś zaskakującego. Od początku do końca jest nudno i nie ciekawie.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • ładne krajobrazy

Minusy

  • kiepskie aktorstwo
  • wtórność
  • przewidywalność
  • fatalny scenariusz

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • MKmagic
    MKmagic

    Rzeczywiście wtórny :) ale właściwie na tym kończą się cechy co do których się zgadzamy. Obsada wcale nie jest taka zła. Zwłaszcza co do Zahna się nie zgadzamy. To jednak, co mi się w Twojej recenzji najbardziej nie podoba, to że piszesz w imieniu nas wszystkich: "widz to", "widz tamto" a ja jestem widzem, a wcale nie mam takich samych odczuć, ja Ty :)
    Szkoda, że nikt nie napisał, z ilu odcinków składa się sezon.

Powiązane

Seriale

The Crossing

Uchodźcy z ogarniętego krwawą wojną kraju starają się znaleźć schronienie w amerykańskim mieście. Z czasem okazuje się, że są to mieszkańcy Ameryki, a wojna, przed …


Recenzje