Recenzja do: The Conners (2018 )
Recenzje

Wszyscy znamy sytuację i co zadziało się w przeciągu ostatniego roku, kiedy radość z powrotu uwielbianego sitcomu została zmiażdżona przez polityczne wybryki Roseanne Barr i jej rasistowskie komentarze. Stacja ABC jednak dała Connerom drugą szansę i możliwość na kontynuowanie swojej historii, bo nawet jeśli Roseanne chciałaby tak myśleć, to ten serial nigdy nie był wyłącznie o niej.

Po obejrzeniu całego nowego sezonu „Roseanne”, za największy mankament uznałam to, w jakim kierunku idzie postać Roseanne i jak właściwie zbędna się stała. Darlene i jej dzieci oraz Dan spokojnie mogliby udźwignąć ten serial.  Nie muszę więc tłumaczyć, że kiedy ogłoszono spin-off, ale bez tej postaci, to nie byłam jakoś wielce zawiedziona. Zaraz przed premierą w zeszłym roku powstała afera z Roseanne Barr wspierającą Donalda Trumpa, co zupełnie przeczyło jej wszystkim przekonaniom, których broniła przez tyle lat. W momencie, kiedy serial zmieszał się z taką czystą polityką, a nie tylko sprawami społecznymi, oglądało się go nieswojo. Był wymuszony i brakowało mu tej iskry, na której produkcja żyła prze tyle sezonów. Nawet kiedy fabuła leżała i wchodziły jakieś absurdy od Roseanne, to te pierwotne przesłania i stawianie nas z realnymi problemami zawsze było obecne. Po powrocie tego brakowało, prawdziwość została przygłuszona przez politykę.

Nowy początek

Teraz jednak „The Conners” dostało szansę na powrót do starych dobrych czasów i wykonali swoje zadanie bezbłędnie. Znaliśmy już przyczynę śmierci Roseanne wcześniej, kiedy aktorka podzieliła się tym w wywiadzie i określiła je jako rozwiązanie „okrutne i cyniczne”. Wokół jej śmierci też kręcił się cały pilot i tak naprawdę bardziej ogląda się go jako zakończenie „Roseanne”, a nie początek „The Conners”. Zabieg był celowy, bo sam koniec to odnowiona czołówka, która daje nam poczucie świeżego startu. Tak naprawdę dopiero w kolejnych odcinkach będzie wiadomo, w jaką stronę pójdzie ten serial. Mają okazję zrobić wszystko po swojemu, a mianowanie Sary Gilbert producentem wykonawczym tylko wyjdzie produkcji na dobre.

the conners, john goodman, sara gilbert

Pilot jednak nie jest odcinkiem typowo komediowym, w końcu cały jest poświęcony żałobie i śmierci, ale wreszcie można w nim poczuć starego ducha „Roseanne” i radzenie sobie z najbardziej ludzkimi problemami. Każdy znosi śmierć Roseanne w inny sposób, ale też zupełnie pasujący do postaci. Dan wygląda jakby sam był półżywy, jest postawiony przed problemem, którego nie może rozwiązać, a przecież tym się zawsze zajmował w domu. Operacja kolana Roseanne była dla niego jak trudności na budowie. Zapłacił, wykonano operację, wszystko musi być okej, ale nie jest, a on nie ma na to żadnego wpływu.  Przez cały odcinek brakuje tego Dana, który każdą sytuację potrafi rozluźnić żartem, ale jednocześnie w pełni to rozumiemy, widząc jego cierpienie i zupełną niemoc. Jackie też straciła swoją oporę, nawet jeśli ostatnio powstawały między nimi same konflikty, to jednak Roseanne była zawsze głosem rozsądku dla Jackie i w momencie, kiedy jej zabrakło, młodsza siostra czuje, że musi całkowicie przejąć kontrolę. Łamiące serce są sceny, kiedy Jackie próbuje zrobić wszystko to, na co Roseanne nigdy nie miała czasu. Jednak mimo, że wydawałoby się, że Dan i Jackie powinni przejąć pieczę nad całym domem, to właśnie Darlene zostaje mimowolnie głową rodziny i nową Roseanne. Kiedy każdy przechodzi swoją żałobę, to ona ogarnia wszystkich i stara się trzymać Connerów w ryzach. Zawsze uważałam, że Darlene była najciekawszą postacią  całego serialu, więc skupienie fabuły głównie na niej i jej dzieciach, jest dla mnie rozwiązaniem najbardziej satysfakcjonującym.

Pożegnanie z szacunkiem

Ten odcinek był zdecydowanie słodko-gorzkim śmiechem przez łzy. Zarówno dla Connerów jak i dla widzów. Zmagamy się w końcu ze śmiercią jednej z bardziej ikonicznych postaci kobiecych, a rodzina ze stratą swojej opory, jednak radzą sobie. Nie mają wyjścia, bo życie toczy się dalej, a śmierć to naturalny element egzystencji. Całkiem ironicznym wydaje się fakt, że dopiero strata Roseanne sprawiła, że ten serial stał się takim prawdziwe rodzinnym sitcomem, czego bardzo brakowało w poprzednim sezonie. Nie jest też tak, że widać po produkcji jakąś zemstę w stosunku do Roseanne Barr. Prawda, umarła z przedawkowania i przez cały odcinek rodzina znajduje jej sekretne kryjówki na tabletki, ale nie zrobiono z niej ćpunki. Tylko matkę, która musiała jak najszybciej wrócić do formy, żeby zająć się rodziną, a w lekach przeciwbólowych widziała jedyne rozwiązanie. Pretensje Barr do potraktowania jej postaci okrutnie i bez szacunku są zupełnie nietrafne, bo nikt jej nie potraktował źle przez jakąś osobistą wendetę. To rozwiązanie też ma sens fabularnie, bo w końcu widzieliśmy, że Roseanne miała problem z lekami przeciwbólowymi i ukrywała to przed rodziną.

the conners, roseanne spin-off,

Czy więc Connerowie poradzą sobie bez głowy rodziny? Nie będzie łatwo, ale nie mają przecież wyboru, a serialowi takie rozwiązanie wyszło tylko na plus, bo powtarzam to samo, co w recenzji powrotu „Roseanne” rok temu. Ta postać straciła swój cały ogień i charyzmę, a zostawiła starszą, cyniczną panią, bez której serial sobie radzi. Jestem podekscytowana powrotem Connerów, bo już w samym pilocie udowodnili, że gra nostalgią to nie jedyne rozwiązanie, żeby przywrócić serial skasowany po tylu latach.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
8
Scenariusz
9
"The Conners" dostało zupełnie świeży start i zaczyna bezbłędnie. Słodko-gorzki pilot ogląda się bardziej jak epilog do "Roseanne", więc mimowolnie odczuwamy swego rodzaju katharsis. Śmierć Roseanne wyszła tylko Connerom, jako serialowi, na dobre.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • radzenie sobie z żałobą
  • pożegnanie Roseanne z respektem
  • brak polityki, powracają do normalnych problemów
  • bardziej rodzinnie niż kiedykolwiek

Minusy

  • zbyt dużo postaci się namnożyło, nie ma dla wszystkich czasu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje


Aktualności