Recenzja do: The Bold Type (2017 )
Recenzje

Nie spodziewałam się, że serial, na który trafiłam przypadkiem (znajomość przypieczętowana romansem z Showmaxem) wywrze na mnie tak ogromne wrażenie. Chociaż daleka jestem od uwznioślania i porównywania, po obejrzeniu dwóch sezonów na usta ciśnie się „Och, jaka to fajna, uwspółcześniona wersja Seksu w wielkim mieście”.

Mimo górnolotności, jaką można poczuć w powyższym akapicie, mam wrażenie, że właśnie takiego serialu mi brakowało. Lekkiego, trochę śmiesznego, ale również i aktualnego. W te wszystkie ramy „The Bold Type” wpisuje się idealnie i nadal jestem troszkę na siebie zła, że tak późno na niego wpadłam.

 


Między młodością a młodością 

Serial opowiada historię trzech dziewczyn w wieku „coś po dwudziestce, ale jednak wciąż przed trzydziestką”, które pracują w redakcji prestiżowej gazety Scarlet. Tam, pod okiem swoich szefów i przełożonych, rozwijają swoje skrzydła – spełniają marzenia, pną się po szczeblach kariery, a jednocześnie wciąż poszukują samych siebie, popełniając przy tym błąd na błędzie, bo to jest właśnie ten czas, kiedy mogą się uczyć na swoich porażkach. Chociaż to pierwszy sezon rozwikłał wiele zagadek i problemów męczących nasze bohaterki, okazuje się, że los wcale nie jest taki łaskawy. Mogłoby się przecież zdawać, że właśnie osiągnęły to, o czym zawsze marzyły: Sutton rozwijała skrzydła w dziale mody pod kuratelą Olivera, Jane mimo perturbacji wróciła do pisania do gazety, nadal przelewając w swoje teksty swoje problemy, aż w końcu i Kat zyskała w hierarchii i chociaż wiele rzeczy mogłaby jeszcze zmienić – wszystko było okej.

Do momentu, w którym okazało się, że okej, może wszystko gra, ale można by  mieć więcej. Można piąć się dalej. Osiągać dalsze sukcesy i nie tylko w konkretnie tej dziedzinie. Los okazuje się wówczas niezbyt łaskawy, a na dziewczyny spadają nie tylko kolejne obowiązki, wynikające z obejmowanych przez nie stanowisk, ale również związane z problemami rodzinnymi, sercowymi i tym wszystkim, o czym w wieku lat „dwudziestukilku” myśleć się nie chce, bo ma się przecież na to jeszcze czas. Okazuje się, że jakby niekoniecznie. 

Zajadając sezon za sezonem

Chociaż łykałam każdy kolejny odcinek serialu z zamkniętymi oczami (zamykałam je, żeby nie widzieć, jak bardzo odtwarzacz się tnie i nie dogaduje z moim łączem), w pewnym momencie odniosłam wrażenie, jakby życie tym bohaterkom scenarzyści uprzykrzali… specjalnie. Poniekąd też problemem dla mnie stała się powtarzalność. Pewien schemat, wokół którego została opleciona cała historia niby zaskakiwała, ale nie mogłam powiedzieć, że takiego rozwoju spraw się wcześniej nie domyślałam. 

Przy tej swojej powtarzalności i przewidywalności, która trochę zaczęła mnie w pewnym  momencie męczyć, „The Bold Type” broni się aktualnością poruszanych w nim tematów. Na przełomie dwóch sezonów mamy do czynienia z i akcją #metoo, gdzie okazuje się, że nawet mimo wysokiego stanowiska i uznania wśród ludzi można być źle potraktowaną przez mężczyznę, poprzez rasizm, homofobię i problemy zdrowotne bezpośrednio wpływające na przyszłość bohaterek które są młode i nie w myśl im planować „dorosłe” życie, kojarzące się z wyrzeczeniami i brakiem wolności. 

Jak zrazić się do bohaterki 

Rzadko zdarza się, bym polubiła wszystkich bohaterów serialu. Zawsze przecież znajdował się ten jeden, który swoim zachowaniem doprowadzał do szewskiej pasji przejawiającej się w tym, że najczęściej jego sceny przewijałam, aby sobie oszczędzić stresu. Tutaj sprawa miała się zupełnie na odwrót – nawet jeśli ktoś robił coś złego, coś nie po mojej myśli, byłam w stanie znaleźć racjonalny powód jego zachowania. Kiedy Oliver rzucał kłody pod nogi Sutton, wiedziałam, że to dlatego, by ją uodpornić. Kiedy Jacqueline odrzucała tekst Jane, biłam brawo, bo wiedziałam, że kiedy Jane zejdzie trochę z tonu, będzie lepiej. 

Tyle że w końcu sama Jane zaczęła wywoływać u mnie ochotę na przesuwanie jej scen i chociaż to było smutne… kilka razy mi się zdarzyło. To ona, mimo że była chyba najstarsza, wydała mi się najbardziej dziecinna w swoim zachowaniu. To jest na zrzucaniu odpowiedzialności za podjęte przez siebie decyzje na innych. To los był odpowiedzialny za wszystkie jej porażki, a nie chęć bycia wiecznym dzieckiem, który nie musi się mierzyć z konsekwencjami swoich czynów, bo przecież od tego są rodzice. Chociaż znów wiedziałam, z czego wynikają jej zachowania i po części je rozumiałam, to jednak stało się to dla mnie uciążliwe. 

 

Finał finałów 

Nie mogę w tym miejscu powiedzieć, że jestem zaskoczona rozwojem sytuacji. Serial w pewnym momencie stał się przewidywalny, bohaterki trochę bezpieczne w swoich decyzjach, a ja znudzona tym, że jestem w stanie przewidzieć zakończenie. Nic to jednak w porównaniu z tym, że tęskniłam za takim serialem, że w końcu powstało coś, co bezpośrednio opowiada o problemach młodych ludzi, i z większością tego, z czym zmagała się Sutton, Jane czy Kate, można się utożsamić. 

Daleko „The Bold Type” do serialu wszechczasów. Może nie jest to również odpowiednik „Seksu w wielkim mieście”, jednak osobiście jestem w stanie przymknąć oko na kilka rzeczy, kiedy dobrze spędzam czas z bohaterami i naprawdę im kibicuję. Serial idealny nie powstał i pewnie nie powstanie. Gusta się zmieniają, a dobra passa serialu nie trwa wiecznie.  


Tym samym mam nadzieję, że powstanie trzeci sezon, bo bardzo chciałabym rozwikłać kilka zagadek z finałowego odcinka.  
 

Gra aktorska
10
Zdjęcia
10
Muzyka
10
Scenariusz
9
Trochę brakowało mi serialu o współczesnych dwudziestoparolatkach, którzy dopiero szukają swojej drogi. W pewnym momencie znudziła mnie przewidywalność i niektórzy bohaterowie, całość jednak odbieram bardzo na tak i czekam na 3 sezon.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • aktorstwo
  • muzyka
  • Nowy Jork
  • współczesna tematyka

Minusy

  • lekka przewidywalność
  • zbyt problematyczna Jane

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Bold Type

Serial inspirowany biografią Joanny Coles, byłej redaktor naczelnej kultowego pisma Cosmopolitan. Skupia się na nowojorskich podbojach Jane, Kat i Sutton – trzech …