Recenzja do: The Alienist (2018 )
Recenzje

W czasach, kiedy jeszcze technicznie nie istniało określenie „seryjny morderca”, a Kuba Rozpruwacz był tylko legendą, Nowy Jork nawiedza mężczyzna, który na swoje ofiary wybrał nastoletnich chłopców-prostytutki. Alienista, ilustrator dla „New York Timesa”, pierwsza kobieta pracująca dla policji, detektywi-bliźniacy i Teddy Roosevelt próbują znaleźć mordercę bez pomocy skorumpowanej policji.

Pilot serialu został już przeze mnie omówiony tutaj, więc powinnam się skupić na tym, czy „The Alienist” przez resztę sezonu udowodniło mi, że się myliłam i niesłusznie je oceniłam. Trochę tak jest, ale trochę też nie, bo nawet jeśli zmieniłam zdanie w jednej kwestii, to na jej miejsce pojawiło się kilka innych wątpliwości. Zacznijmy jednak od tego, co mnie pozytywnie zaskoczyło.

Już nie takie wtórne

Moim pierwszym zarzutem były wtórne i stereotypowe postacie, które nie wnosiły nic nowego do świata seriali, bo to wszystko już widzieliśmy. Jednak po drugim odcinku przestało mieć to dla mnie znaczenie i uparcie nie doszukiwałam się w nich tej wtórności, bo po prostu je kupiłam. Takimi, jakimi są, ponieważ nie dostałam idealnych bohaterów, którzy jedyne co mają to swój geniusz i bezbłędną intuicję. Widzimy ich słabości i momenty, w których muszą przekraczać własne granice. John Moore (Luke Evans) zasłużył na początku na największe wątpliwości, bo jego postać wypadała słabo przy innych tak intrygujących. Z czasem jednak pokazał, że jego powierzchowna niewinność jest tylko próbą przykrycia własnego piekła, które stworzył w swojej głowie po traumach z przeszłości. Sara Howard (Dakota Fanning), przedstawiona jako ta uparta, silna i próbująca udowodnić, że rozmowy o zwłokach wcale jej nie ruszają, nie pozostaje jednak taka płaska i bez słabości. Nie jest tak niezłomna, jak jej się wydaje, a widok ciała dziecka z pustymi oczodołami nie zostaje przez nią zlekceważony, widać jak cierpi, ale jednocześnie wie, że nie może tego pokazać, bo ciągle walczy o to, żeby reszta traktowała ją jak równą sobie. Trochę inaczej wyszło to z Laszlo Kreizlerem (Daniel Brühl), ale o nim niestety w tej negatywnej części.

the alienist, alienista, netflix, tnt, daniel bruhl, luke evans,

Identycznie jak w przypadku postaci odbiór całego serialu dla mnie się zmienił. Brak oryginalności już nie jest tym mankamentem, który rzuca się w oczy przy prawie każdej scenie, bo nawet jeśli wyraźnie zauważamy moment, kiedy twórca „True Detective” wkracza do akcji, to przestaje być to tak męczące, jakby młodszy, chaotyczny brat próbował dorównać starszemu i doświadczonemu. 

Z racji tego, że przedstawienie XIX wieku wyszło twórcom perfekcyjnie, wliczając w to kostiumy, aranżację otoczenia i odegranie ról, to nie zabrakło w produkcji też takich perełek, które tylko dodały klimatu i były samą radością do oglądania. Moim faworytem jest scena w kinie, kiedy widzowie pierwszy raz oglądają film i są przerażeni, że zaleje ich woda, kiedy na ekranie zbliża się w ich stronę fala. Bracia Isaacson zagłębiają dotąd nieznaną metodę pracy nad odciskami palców pozostawionymi na miejscu zbrodni. Odegrało to jednak dobrą rolę przypomnienia, jak zmieniła się praca policji i detektywów od tamtego czasu, biorąc pod uwagę, że zbieranie odcisków palców to tak naprawdę podstawa w obecnych śledztwach.

 

„The Alienist” nie boi się też bezpośredniości, jest bardzo obrazowy i to w każdym aspekcie. U dentysty odgłos wiertła w zębach aż boli samego widza, na miejscu zbrodni widzimy każdy, brutalny szczegół, a bohaterowie, zwłaszcza Laszlo, nie powstrzymują się w swoich opisach i podejmowanych tematach. 

No dobra, udowodnili, że trochę się myliłam. Szkoda tylko, że zastąpili swój progres nowymi zarzutami.

the alienist, daniel bruhl, luke evans, alienista, netflix, tnt,

Czy aby na pewno historia mordercy?

Gdzieś w połowie sezonu zaczęłam się zastanawiać, o czym ten serial tak naprawdę miał być. Sam tytuł „The Alienist” (u nas „Alienista”) i plansza na początku każdego odcinka sugeruje, że skupimy się albo na postaci osoby, która zajmuje się chorymi psychicznie, albo samym chorym. W tym momencie pojawia się problem, bo nawet jeśli całość teoretycznie skupia się na wątku mordercy i utworzeniu jego profilu oraz zrozumieniu jego postępowania, to jest to jednak potraktowane dziwnie po macoszemu. Niby przez cały serial rozwiązują tę sprawę, ale jednocześnie prowadzą mnóstwo innych wątków, które okazują się ciekawsze niż złapanie mordercy. 

Sam wątek mordercy nastoletnich chłopców-prostytutek też lepiej wygląda na papierze, niż został wyegzekwowany. Biorąc pod uwagę, że twórcy mieli na celu ukazanie psychopaty, z którym będziemy chcieli sympatyzować i spróbować zrozumieć jego motywy, to totalnie nie wyszło. Mówi to człowiek, który potrafi tworzyć eseje usprawiedliwiające zachowanie postaci na podstawie traumy z dzieciństwa. Tutaj nawet nie chcę tego robić, bo wymówki, że był spaczony przez rodziców i przeżył jakiś tragiczny incydent, po prostu nie działa w tym przypadku. Jednocześnie nie nakreślono tej postaci na tyle intrygująco, żebym jakkolwiek czekała na ujawnienie kim jest, albo liczyła, że go dorwą. Tak naprawdę serial, w którymś momencie ogląda się z sympatii do głównych bohaterów, a kiedy w obyczajówkach to jeszcze przejdzie to niekoniecznie w dramacie kryminalnym, który na dodatek jest tylko miniserialem.

Prowadząc tak dużą ilość wątków, powstał chaos i niedokończone historie, gdzie w ogóle nie wygląda to na celowy zabieg, który ma zaintrygować, tylko po prostu na niedbalstwo. Jakby twórcy w głowie mieli wszystko bezbłędnie nakreślone, co chcą przekazać i czym zaintrygować, ale zawiódł moment przeniesienia tego na ekran.

the alienist, dakota fanning, miniserial, luke evans, daniel bruhl, netflix,

Na koniec został mi największy ból związany z tym serialem, cierń w moim sercu – postać Laszlo Kreizlera. Daniel Brühl odegrał świetną rolę, nie mam mu nic do zarzucenia, bo odegrał swoje balansowanie na granicy geniusza i psychopaty bezbłędnie, ale w procesie pisania tej postaci coś nie wyszło. W przypadku innych bohaterów ukazywanie ich wad i słabości tylko dodało im do charakteru i łatwiej dzięki temu było ich polubić, a z Laszlo jest zupełnie odwrotnie. Im więcej o nim wiedziałam i widziałam go na ekranie, tym bardziej chciałam, żeby już z niego zniknął. Ma swoje dobre momenty, które w większości są po prostu dobrze odegrane, dlatego poruszają, ale jego postać jest bardzo nieudaną próbą stworzenia antybohatera. Tutaj w jedynym przypadku naprawdę irytuje mnie jego wtórność, bo widać, jak bardzo chcieli z niego zrobić XIX wiecznego Willa Grahama w połączeniu z Rustinem Cohle.

Kluczowym pytaniem pozostaje – czy warto jednak „The Alienist” zobaczyć? Jakbym miała coś innego na liście do obejrzenia, to bym go nie zaczynała, ale jeśli akurat byłabym w trakcie przeglądania Netflixa i zainteresowałby mnie opis, to czemu nie. 

Już od 19 kwietnia serial będzie dostępny na platformie Netflix.
 

Gra aktorska
9
Zdjęcia
9
Muzyka
5
Scenariusz
6
"The Alienist" to bardzo klimatyczny kryminał, który mimo swojej wtórności i powielaniu innych podobnych produkcji wprowadza kilka ciekawych i wartych uwagi elementów. Obsada wykonała świetną robotę, nawet jeśli w niektórych przypadkach scenarzyści zawiedli. Niestety nie do końca wiedzieli o czym chcą zrobić ten serial i wątki poboczne zepchnęły na drugi plan wątek morderstwa.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • postać Sary Howard
  • postać Johna Moore'a
  • mroczny klimat
  • dobrze zagrane
  • adaptacja XIX wieku

Minusy

  • postać Laszlo Kreizlera
  • wątek mordercy
  • niedokończone wątki

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje