Recenzja do: Tales From the Loop (2020 )
Recenzje

Decyzja zapadła. Artbook szwedzkiego artysty Simona Stalenhaga doczeka się ekranizacji. Pozostało tylko pytanie… jak dzieła Szweda zaadaptować na potrzeby małego ekranu? Wszyscy twórcy ze Stalenhagiem na czele przeprowadzają kolejną już burzę mózgów. Nagle jeden z nich doznaje olśnienia i wypala: „a gdyby tak… połączyć „Black Mirror” z „Dark” i „The Leftovers”… a to wszystko jakby… w innym wymiarze”. Pozostali reżyserzy, scenarzyści i sam Stalenhag wymienili porozumiewawcze spojrzenia, podnieśli się z krzeseł, a pomieszczenie wypełnił głośny aplauz. Mniej więcej tak wyobrażam sobie genezę „Tales From the Loop”, serialu, który zadebiutował na Amazon Prime 3 kwietnia.

O czym więc jest „Tales From the Loop”? Jest to osiem historii z życia mieszkańców pewnego niezwykłego miasteczka. Szybko orientujemy się, że choć każdy z odcinków skupia się na kimś innym, to finalnie układanka ta tworzy sensowną całość. W każdym z epizodów ledwie muskamy osi fabuły, skupiając się raczej na codziennych perypetiach mieszkańców tego niecodziennego miejsca. Fabuła prowadzona jest niespiesznie, co momentami bywa męczące, choć jednocześnie nie opuszcza nas poczucie, że wszystko zmierza do pewnego z góry określonego punktu, którego osiągnięcie wynagrodzi nam wszelkie niedogodności.

Witajcie w naszej bajce

Twórcy prezentują nam świat łudząco podobny do naszego, ale wzbogacony o przeróżne futurystyczne roboty, budowle, urządzenia. Wszystkie udziwnienia zawdzięczamy Pętli – tajemniczej firmie, która niczym czarnobylska elektrownia zatrudnia 90% mieszkańców tamtejszego miasteczka. Dzieci chodzą do miejscowej szkoły, by posiąść konieczne wykształcenie i już wkrótce podjąć pracę na rzecz Pętli. Wszystko to, by nie zawieść wymagań rodziców, którzy nie wyobrażają sobie, by ich pociecha miała w przyszłości pracować gdzieś indziej, niż w Pętli.

Gdzie więc w tym wszystkim „Black Mirror” czy „Dark”, zapytacie. Ano ten pierwszy serial odcisnął swoje piętno na odcinkach drugim, trzecim, piątym i siódmym, natomiast do drugiego nawiązuje zarówno pilot, jak i zresztą cały serial. Ten pierwszy to przede wszystkim technologia i jej niewłaściwe wykorzystanie przez bohaterów produkcji, które w najlepszym wypadku kończy się emocjonalnym rozbiciem. A „Dark”? Przypomnijcie sobie tylko akcję niemieckiego serialu i spójrzcie na tytuł produkcji Amazona.

Tales From the Loop, Amazon Prime

Dzieło sztuki czy serial?

Najmocniejszym punktem „Tales From the Loops” nie jest jednak fabuła. Całe show skradał Philip Glass – kompozytor. Jego muzyka opowiada swoją historię, która jednak idealnie współgra z tą doświadczaną zmysłem wzroku. Stąd właśnie wzięło się porównanie do „The Leftovers”. Podobnie jak w serialu HBO, muzyka genialnie wypełnia przestrzeń, potęguje doznania wizualne, kreując ten niezwykły świat.

Poza muzyką największym atutem serialu są zdecydowanie zdjęcia. Nie jest to raczej zaskoczenie, zważywszy, że mamy do czynienia z projektem bazującym na artbooku, ale kadry ukazujące zieloną łąkę i wyłaniające się w oddali migoczące, futurystyczne wieże, robią ogromne wrażenie. Historia ma swoje spokojne tempo, do którego dopasowała się zarówno muzyka, jak i praca kamery czy serwowane nam co rusz malownicze pejzaże. 

Tales From the Loop, Amazon Prime

„Tales From the Loop” ma w sobie coś, co nieco wytrąca krytykom z ręki wszelkie argumenty. Oglądając serial, cały czas doświadczamy tego baśniowego pierwiastka, który sprawia, że jednowymiarowość bohaterów staje się akceptowalna. Czasem robią oni głupie rzeczy, czasem jesteśmy gotowi chwycić się za głowę, wyklinając irracjonalne zachowanie bohatera, ale konwencja baśni, która ma nam dostarczyć jakiegoś morału, nas od tego powstrzymuje. Aktorsko jest naprawdę dobrze, zwłaszcza jeśli chodzi o tę starszą część obsady. Jonathan Pryce bryluje na ekranie – szkoda, że dostajemy go tak mało, gdyż jego postać jest jedną z tych o niewykorzystanym potencjale.

Najsłabszym punktem produkcji jest niestety scenariusz i nieco nierówne tempo prowadzenia fabuły. Całość ma podobnie bardzo nierówny poziom. Serial ma naprawdę znakomite momenty, które nawiązują do najbardziej jakościowych seriali, ale momentami śledzenie ślimaczącej się akcji po prostu boli. Niekiedy spowolnienie biegu wydarzeń zdaje egzamin doskonale, jak chociażby w czwartym odcinku, który zaserwował nam dojrzałą rozprawę na temat życia, śmierci i życia po śmierci. Finalnie jednak niespójność tempa i poziomu w przekroju całego sezonu jest dość frustrująca i może być powodem, dla którego duża część widowni porzuci tytuł w połowie.

Serial dostępny na platformie Amazon Prime

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
10
Scenariusz
5
Piękny, choć momentami męczący. Akcję dałoby się zamknąć w postaci filmu pełnometrażowego ale produkcja straciłaby wtedy swoje największe atuty.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • muzyka
  • zdjęcia
  • gra aktorska

Minusy

  • scenariusz
  • nierówny poziom

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności