Recenzja do: Sword Gai The Animation (2018 )
Recenzje

Założyłem konto na Netflixie, żeby legalnie i szybko oglądać dobre filmy i seriale. No i może chciałem jakoś pomóc w produkcji kilku niesamowitych tytułów, jakie dostępne są w jego ofercie – „Stranger Things”, „Dark”, „Jessica Jones” czy „B: The Beginning”. Ale jak widzę coś takiego jak „Sword Gai” w zakładce Netflix Originals, to mam wrażenie, że platforma wzięła moje pieniądze i wypięła się na dobre chęci. Widzicie ocenę na grafice, więc pewnie spodziewaliście się, że coś takiego padnie – „Sword Gai” jest strasznie słabe.

Pogrzebałem trochę w Internecie i okazuje się, że anime wyszło spod skrzydeł studia DLE. Jeśli nigdy o nich nie słyszeliście, nie martwcie się – ja też nie. Na portfolio owego studio składają się produkcje „śmieszniutkich” komedii o dziewczynkach z dużym, podskakującym biustem. Nie wiem, czy „Gai” był ich pierwszą próbą w klimacie poważnej, dorosłej fabuły. Wiem natomiast, że projekt ten zupełnie nie wypalił.

Sword Gai, recenzja, 1 sezon, anime, akcja, miecze

Fabuła (?) toczy się wokół przeklętych broni – mieczy, młotów czy włóczni. Opętują one ludzi, którzy je dzierżą i zmieniają w morderców. Tytułowy Gai to dziecko, którego matka padła ofiarą opętanego miecza. Przytulonego do broni chłopaka znalazł płatnerz, zaadoptował go i zapewnił wykształcenie. W tle przewija się organizacja Shoshidai, która kolekcjonuje mistyczne bronie i używa ich w walce z Busomami. Busoma to ostatnie stadium opętania przez broń. Taka osoba zyskuje zbroję a'la Power Ranger i wpada w szał zabijania (tak, też uważam, że to brzmi głupio). Przez serial przewija się kilkanaście pobocznych postaci, ale większość jest tak nudna i bezbarwna, że sami twórcy postanowili dać im tylko po jeden-dwa odcinki.

Bieda, nuda i głupota wylewają się z ekranu

No, to formalności mamy już za sobą, więc wgryźmy się zatem w ten „torcik nieszczęścia”. Produkcja jest straszliwie nudna, odcinki trwają po dwadzieścia minut, ale masz ich dosyć po czterech. Teoretycznie jest to anime akcji, gdzie powinno być dużo walk i bijatyk. Po raz pierwszy w życiu jednak doświadczyłem takiej ubogości w kwestii potyczek – trwają one dosłownie po 10 SEKUND każda i składają się z jednego machnięcia mieczem, ewentualnie uderzenia. Dopiero po jakimś czasie to się zmienia – chyba w nagrodę za wytrwałość dostajemy tych sekund trzydzieści. Aż chce się oglądać!

Fabuła, choć fajnie rozpoczęła się w pierwszym odcinku, bardzo szybko zaprzepaściła swój potencjał. Wspomniałem już denerwujących bohaterów pobocznych, którzy pojawiają się, zajmują cały odcinek, po czym zostają odstawieni na boczny plan. Bez takich zapychaczy anime spokojnie zmieściłoby się w sześciu odcinkach.

Główny bohater, teoretycznie mający chyba te 10 lat (takie odniosłem wrażenie z przeskoku czasowego między pierwszym a drugim odcinkiem), jest zgorzkniałym i odpychającym innych ludzi protagonistą – czytaj typowy archetyp japońskiego, głównego bohatera. Prawie na samym początku Gai cofa się w rozwoju do poziomu niemowlaka, by pod koniec odcinka wszystko wróciło do normy. Ugh, co za niesamowity popis scenarzystów.

Sword Gai, recenzja, 1 sezon, anime, akcja, miecze

Skoro fabuła nie powala, to może chociaż kreska i muzyka są fajne? Ha-ha-ha... Nie są. W poprzedniej recenzji chwaliłem motyw muzyczny „B”, jednak tutaj nie ma nad czym się pochylić. Kreska? W sumie każda postać ma indywidualne cechy i jest nawet fajnie narysowana, ale z ekranu wyziera totalna bieda – statyczne tła, słaba mimika rysowanych postaci i oczywiście poskąpienie scen akcji. Możecie więc zapytać: „ależ drogi recenzencie, przecież studio na pewno dostało dużą dotację od Netflixa na stworzenie tej produkcji. Na co poszły więc te wszystkie pieniądze?”. Odpowiadam, iż nie mam pojęcia, aczkolwiek mam swoją teorię. Otóż każda Busoma (czyli te rangersowe potworki) jest animowana komputerowo. Animacja taka jest jednak droższa niż rysowanie przez człowieka, a że tych Busom jednak kilka się w serii pojawia, to pewnie tak topniały środki studia animowanego. Najgorsze, że wcale nie trzeba było sięgać po animację komputerową. Nie polepszyła ona wcale obrazu całej serii, wręcz go w moich oczach pogrążyła.

Dziwi mnie też niedbałość twórców, jeśli chodzi o historię. W pewnym odcinku mamy ukazaną przeszłość morderczego młota, który jako jedyna broń ma w swojej retrospekcji wskazane miejsce, z którego pochodzi – starożytna Grecja. Więc skoro starożytna Hellada, to dlaczego autorzy sytuują w niej króla (sic!), który w rzymskim (greckim?) Koloseum (sicx2) urządza walki gladiatorów? Ja rozumiem, że narzekanie na takie detale w recenzji produkcji o demonicznych broniach może wydawać się śmieszne, ale mnie to pomylenie regionów strasznie zbiło z pantałyku.

Ale może jednak coś pozytywnego?

Za wiele tego nie będzie. Pierwszy odcinek, jako prequel do reszty odcinków, jest całkiem dobry, dynamiczny, ale wyważony. Sam pomysł na fabułę, gdzie broń może opętać człowieka i skłonić do morderczego szału także wydaje się całkiem intrygujący. Plusem będzie też to, że seria ma tylko dwanaście dwudziestominutowych odcinków – nie cierpiałem więc zbyt długo, męcząc się z oglądaniem.

Przykro mi, ale nie przechodzisz dalej

Zbyt wcześnie chwaliłem Netflix za ich podejście do anime. „Sword Gai: The Animation” jest jak oglądanie po raz pierwszy „50 Shades of Grey” – myślisz sobie, że nie może być tak źle, przecież ktoś to wyprodukował i wypuścił w świat. Po czym po dwudziestu minutach widzisz, jaki popełniłeś błąd i masz ochotę uciec od laptopa z krzykiem. Z tym, że ja uciec nie mogłem. Innymi słowy, drogi czytelniku – jeżeli obejrzałeś już każdy serial i każdy film na Netflixie, odczuwasz głód nowych seriali i jesteś BARDZO zdesperowany – śmiało włącz tę serię. Jeśli jednak nie spełniasz chociaż jednego z powyższych warunków – nie trać swojego czasu na to... „dzieło”.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
4
Muzyka
2
Scenariusz
2
Biedne i nudne anime. Gdyby ukazywało się co tydzień, najprawdopodobniej sam zrezygnowałbym z oglądania po drugim odcinku. Tylko dla zdesperowanych anime-maniaków.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • to tylko dwanaście, krótkich odcinków
  • fajnie się zapowiadało...

Minusy

  • …ale rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała moje nadzieje
  • bieda fabularna i widowiskowa
  • bohaterowie, o których zapominasz już przy napisach końcowych
  • boję się, że ktoś zrobi drugi sezon

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane