Recenzja do: Solar Opposites (2020 )
Recenzje

Odcinanie kuponów od własnego sukcesu, to zjawisko powszechne w popkulturze. Wielu twórców, którym udało wspiąć się na sam szczyt, w krótkim czasie traciło wenę do dalszej pracy i postanawiali doić mleczną krowę, która pozwoliła im na uznanie i dobry zarobek. Nie inaczej jest w przypadku „Solar Opposites”, animacji stworzonej przez Justina Roilanda, co szokuje, biorąc pod uwagę jego dotychczasowe dokonania.

Nic nowego

„Solar Opposites” w dzień, w którym ogłoszono jego powstanie, został zaszufladkowany jako kolejna fiksacja na temat fenomenu telewizji „Rick and Morty”. Jest w tym tak dużo prawdy, że seans „Solar Opposites” do złudzenia przypomina powrót do szalonego świata Sanchezów. W tym momencie można szybko zorientować się, że odbiorcy tego serialu podzielili się na dwa obozy, głoszące skrajnie różne przekonania, co do nowej produkcji Roilanda. Jedni definitywnie trzymają jego stronę, twierdząc, że nowa animacja jest doskonałym podsumowaniem stylu Justina, druga zaś, że to tylko przedłużenie i powielanie schematów. Co ciekawe, trudno nie zgodzić się z obiema stronami, jeśli tylko zachowamy trzeźwy pogląd na całą sytuację. Wyjątkowo długi czas oczekiwania na kolejne sezony „Rick and Morty” sprawił, że ludzie kupią praktycznie wszystko, co będzie nawet delikatnie trącić stylem tej animacji. Inni twórcy i stacje telewizyjne doskonale o tym wiedzą, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że w obecnych czasach animacji dla dorosłych święci ogromne sukcesy. Problem w tym, że „Solar Opposites” w żaden sposób nie wyznacza nowych trendów, nie proponuje świeżych żartów, ani nawet nie przedstawia zaskakującej historii w swojej fabule.

Brak pomysłu

Wiele osób próbuje ratować „Solar Opposites”, ostrzegając, aby nie porównywać tej animacji do „Rick and Morty”, ale niestety jest to złudna nadzieja. Od pierwszych minut podobieństwo jest tak uderzające, że możemy mieć wrażenie oglądania słynnej telewizji między wymiarowej zainstalowanej w domu Sanchezów. Główny bohater, Corvo, został stworzony na wzór i podobieństwo Ricka, co jest niepokojące, bo budzi obawy przed wypaleniem się Roilanda. Sposób mówienia Corvo, jego charakter, a nawet podejście do spraw codziennego życia, to wszystko już było, nie ma w tym nic nowego, a już na pewno nie zabawnego. Główna oś fabularna została stworzona zbyt pospiesznie, żeby można było mówić w tym przypadku o jakimś centrum opowieści, wokół której toczy się cała akcja. Wiemy tylko tyle, że główni bohaterowie rozbili się na Ziemi, nie mogą naprawić statku i w zasadzie to tyle, całość praktycznie w ogóle nie jest rozwijana. Oczywistym staje się zatem, że całe tło pełni tutaj rolę mydlenia oczu, bo Roiland ma zamiar ciągnąć ten serial przez kolejne sezony, więc nie może eksplorować wszystkich wątków od razu.

Fan Service

Podobnie jak w przypadku innych animacji Roilanda, także i „Solar Opposites” pełne jest nawiązań do popkultury. Easter eggi występują co najmniej kilka razy na odcinek, ale widzowie znający prace tego twórcy, doskonale wiedzą, że na dalszych planach dzieje się nie mniej, niż na pierwszym. Jest jednak jedna historia poboczna, która wzbudza ogromne uznanie i w zasadzie uratowała cały serial. Od pierwszego odcinka widzowie mogą zauważyć pewien mało istotny wątek, w którym to Terry, jeden z kosmitów, tworzy w ścianie swojego pokoju wiwarium, do którego wrzuca zminiaturyzowanych ludzi. Każdy z nich trafia tam nie przez przypadek, ale dlatego, że był niemiły dla Teryego. Przez kilka odcinków „Solar Opposites” wraca na chwilę do tego świata, wzbudzając w widzu coraz większe zainteresowanie. Finalnie cały odcinek zostaje poświęcony temu wątkowi i jest to epizod doskonale podkreślający wszystko, co ważne i istotne w sci-fi. Roiland przeszedł samego siebie, pakując w te dwadzieścia kilka minut tak wiele nawiązań do klasyków kina i telewizji, tak, że widzowie na chwilę zapominają, że całość serialu jest niestety ale mocno przeciętna.

 

Poziom humoru jest typowy dla animacji przeznaczonych do dorosłego odbiorcy. Pełno w niej sytuacyjnych gagów, wyśmiewania stereotypów, wulgarnych i sprośnych żarcików, i wentylów poprawności politycznej. Roiland poszedł jednak o krok dalej i to, czego nie mógł pokazać w innych swoich produkcjach, pokazał w „Solar Opposites”, co potrafi wzbudzić zaskoczenie. Poziom brutalności wyraźnie wzrósł, wspomagany przez seks i nagość, czyli coś co każdy lubi, ale nie każdy chce się do tego przyznać.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
5
„Solar Opposites” to nic innego, jak próba odcinania kuponów od sukcesu „Rick and Morty”. Fani humoru Roilanda będą zachwyceni, reszta przejdzie obojętnie.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • wątek ludzi w wiwarium
  • seks, nagość i dużo przemocy, czyli coś nowego w mainstreamowych animacjach

Minusy

  • cały serial to klon „Rick and Morty”
  • oklepane żarty
  • wtórność fabuły

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Solar Opposites

Animowane przygody czwórki kosmitów, którzy po ucieczce przed zniszczeniem ich rodzinnej planety trafiają na amerykańskie przedmieścia. Życie tutaj nie będzie należało …


Aktualności