Recenzja do: Siren (2018 )
Recenzje

Twórcy nowego serialu od stacji Freeform postanowili zmienić nasze postrzeganie syren, które znaliśmy do tej pory z bajek czy seriali młodzieżowych. „Siren” zagłębia się w mitologię i przerażające historie o morskich stworzeniach, które zwabiały rybaków na ich zgubę. Miasteczko Bristol Cove szczyci się byciem „domem dla syren” przez legendę, którą władze przekazują od pokoleń. Prawda jest jednak trochę inna, a mieszkańcy nie są świadomi tego, czym tak naprawdę się szczycą.

Ciężko ogląda się serial, którego zwiastun już wyglądał jak coś, co można oglądać tylko jako guilty pleasure. Jeszcze gorzej jest, kiedy okazuje się, że nie ma w nim niczego, co sprawiałoby przyjemność i zostawia tylko poczucie winy. 

„Siren” skupia się na losach Ryn, zmuszonej do wyjścia z wody, żeby odnaleźć swoją siostrę, którą przypadkowo złowili rybacy, a potem porwali agenci federalni. Na całe szczęście trafia na dwóch biologów ze złotym sercem i dziwną kobietę (która zdecydowanie wie za dużo o morskich stworzeniach), bo inaczej każdy inny, normalny mieszkaniec przebiłby ją harpunem przy pierwszej okazji.

Banał za banałem goni banał

Bristol Cove to takie typowe przybrzeżne miasteczko, które liczy zaledwie kilka tysięcy mieszkańców, wszyscy się tam znają i w wolnym czasie przesiadują w jedynym barze w okolicy. Żadnego poruszenia jednak nie wywołuje bosa nastolatka o dziwnej twarzy, przemierzająca ulice, która zachowuje się co najmniej nie na miejscu. Jak w każdej tego typu opowieści mamy rodzinę u władzy, która skrywa mroczną historię swojego rodu, kilku zbyt dobrych ludzi pilnujących sprawiedliwości i okoliczną dziwaczkę, której nikt nie bierze na poważnie.

Z banałów przechodzimy na postacie, które są tak sztampowe i nijakie, że ciężko jest to oglądać bez przekonania, że ten i ten zrobi to i to w następnym odcinku. Ben Pownell jest synem burmistrza, który w pełni gardzi swoją rodziną i wszystkim, co sobą reprezentują, bo on ma dobre i szczere intencje, a oni dbają tylko o swój image. Oczywistym jest, że to on musi znaleźć zagubioną i nagą Ryn, żeby ocalić ją przed czymkolwiek ucieka. Od pierwszej sceny, kiedy już nasza syrena jest ubrana, wiemy, że coś między nimi się wydarzy, bo te wymuszone, głębokie spojrzenia mają insynuować iskrę i napięcie. Ty by było na tyle od Bena. Jest miły, pomocny i lekkomyślny. Koniec. Poza tym, proszę, czy możemy już przestać zmuszać brytyjskich aktorów do używania amerykańskiego akcentu, kiedy tego nie potrafią? Ten aktor nawet nie gra jakoś wybitnie, więc mogli go zastąpić pierwszym lepszym mięśniakiem, który rzeczywiście jest ze Stanów. 

siren, freeform, hbo go, young adult, teen drama, elien powell,

Zaraz za Benem „Złote Serce” Powellem mamy Helen Hawkins, która jest niesamowicie ciekawą postacią, gdyby tylko nie była takim stereotypem miastowej dziwaczki, która całe życie opowiada nieprawdopodobne historie i sprzedaje… na pewno wiecie co. Antyki. Oczywiście są też agenci federalni, którzy są źli tak dla zasady. Nawet raz nie usprawiedliwiając, dlaczego zabrali syrenę i gościa, którego zraniła, więc nie wiadomo, czy badają ją, żeby wiedzieć, jak ich pokonać, czy z czystej ciekawości. Chociaż na pewno znacie tych agentów z większości produkcji, zazwyczaj chodzi po prostu o „większe dobro”. 

Teatr jednego aktora

Myślę, że najlepszym przełożeniem jakości scenariusza jest to, że po drugim odcinku można już domyślić się większości plot twistów. Wszystko jest tak ładnie wyłożone na tacy, że aż ciężko jest przegapić liczne wskazówki. Gdyby nawet większość aktorów nie była drewnem, to nadal byłoby im ciężko wyciosać coś z tych płaskich dialogów.

Musimy też coś sobie wyjaśnić, bo twórcy serialu chyba nie do końca pojęli, o co chodzi. W polskim języku „syrena” to syrena, czyli zarówno pół kobieta, pół ryba, jak i pół kobieta, pół ptak. Jednak w języku angielskim mają na to dwa określenia. „Mermaid” to pół kobieta, pół ryba, a „siren” to pół kobieta, pół ptak. Obie zwabiały rybaków, ale to nadal inne stworzenia. Teraz więc się zastanawiam, czy to karygodne niedopatrzenie, czy może jakiś kolejny plot twist.

Jednak sama postać grana przez Eline Powell jest dobrze napisana (może przez małą ilość dialogów) i nawet wygląda całkiem przerażająco. Aktorka nadal jest za ładna na straszną, krwiożerczą syrenę, ale postarali się z castingiem, bo rzeczywiście spogląda się na Eline i bez wątpienia można stwierdzić, kogo zagra. Postać Ryn ma w sobie wystarczającą dozę tajemniczości i nieobliczalności, żeby chętnie rozwijać jej wątek na ekranie, a jednocześnie nie denerwuje swoim brakiem współpracy na tyle, żeby chcieć już się jej pozbyć. Niezaprzeczalnie aktorka posiada też chemię z każdym, z kim musi zagrać scenę, co trochę ułatwia oglądanie. Na plus mogę dać zróżnicowanie obsady, które nawet trochę nie wydaje się wymuszone, a jak przyjemniej się ogląda!

eline powell, siren, syrena, hbo go, freeform,

Wybór historii też wypada twórcom na plus, bo o ile seriali o mistycznych kreaturach jest nieskończona ilość, to nikt tak rzetelnie nie zgłębiał historii syren od czasów „H2O: Just Add Water”, a tam nadal był ich arielkowy wizerunek. Chociaż i tak jestem zawiedziona, bo pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to zmarnowany potencjał.

Przy tworzeniu tak mrocznego klimatu produkcji, która nawet na chwilę nie schodzi z tonu, mogli z tego zrobić prawdziwy, straszny horror, pokazać masakrę, jakiej dokonuje syrena; tymczasem wyszła taka mroczna, ale w sumie przyjemna w odbiorze i bardzo przystępna teen drama, która stara się nią nie być. Nawet sama przemiana mogła być o wiele bardziej drastyczna, a wypadła nijako. 

„Siren” nawet się nie stara być dobrą produkcją, licząc na to, że sam wybór fascynującej części mitologii zapewni oglądalność i rzeczywiście, pewnie w jakimś stopniu tak będzie (chociaż nie przewiduję przedłużenia na kolejny sezon). Wszystko tak naprawdę zależy od tego, jak długo Eline Powell uda się samej ciągnąć całą akcję.

Serial można oglądać na platformie HBO GO.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
5
Muzyka
6
Scenariusz
2
"Siren" uparcie stara się nie być typową teen dramą, ale w efekcie nie można pozbyć się wrażenia, że jest to "The Vampire Diaries" tyle, że o syrenach. Drewnianą grę aktorską reszty obsady musi samodzielnie ratować Eline Powell, która jako jedyna ma jakąś chemię z innymi postaciami. Fabuła jest wtórna i banalna, do tego stopnia, że nawet nie można potraktować serialu jako guilty pleasure.
Ocena czytelników
3

Plusy

  • postać Ryn
  • wybór historii
  • soundtrack nie jest zły

Minusy

  • reszta postaci
  • drewniane aktorstwo
  • przewidywalne wątki
  • wtórność
  • niewykorzystany potencjał

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności