Recenzja do: Sex Education (2019 )
Recenzje

Po fantastycznym starcie w styczniu 2019 roku, na Netflixa powróciło z drugim sezonem „Sex Education”. Jeśli tęskniliście za Otisem i jego znajomymi z Moordale, to zabierajcie się za oglądanie, bo pomimo kilku punktów ujemnych nadal warto.

Lekcja 1: Powroty są ciężkie, ale do opanowania

W styczniu 2020 wróciliśmy za bramy szkoły Moordale i, tak jak mogliśmy się spodziewać, roi się tutaj od nowych dramatów, problemów, a nawet epidemii. Otis (Asa Butterfield), po tym jak jego znajomość z Maeve (Emma Mackey) zaliczyła mocny i bolesny zjazd, chwilowo zawiesza działalność swojej jednoosobowe poradni. Jednak jak się okazuje, w szkole pojawi się inna osoba, która również będzie chciała pomóc uczniom odnaleźć zrozumienie i akceptację dla ich ciał i seksualności. I choć wydawać by się mogło, że problemy Otisa zamykają się w szkolnych murach, to po powrocie do domu chłopak musi zmierzyć się z kolejnymi dziwnymi sytuacjami i nie do końca proszonymi gośćmi albo raczej gościem. Krótko mówiąc — dużo się dzieje.

maeve sex education

Lekcja 2: Plasterek na złamane serce ma długi czas leczenia

Twórcy w drugim sezonie położyli bardzo mocny nacisk na wątki miłosne. Jest ich dużo, paruje się ze sobą bardzo, ale to bardzo różne charaktery, ale choć bardzo bym chciała, aby było inaczej, to miłosne zawirowania są najsłabszym punktem tego sezonu. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Uczniowska burza hormonów bardzo mocno daje się we znaki, tak więc każdy stara się odnaleźć swoją przysłowiową drugą połówkę. I wszystko byłoby w porządku (w końcu tak działa świat) gdyby nie fakt, jak bardzo na siłę łączeni są ze sobą bohaterowie i jak banalnie toczą się ich losy. W przypadku wątków, które toczą się w kierunku homoseksualnym, orientacje seksualne postaci, które, jak podejrzewam, miały być dla widzów zaskoczeniem, były do przewidzenia już sto minut temu, a czasami nawet już w pierwszym sezonie.

Wątki miłosne są więc napisane słabo, jednak nie jest tak, że nie niosą za sobą żadnych wartości. Związek Aimee i Steve’a pokazuje jak ważne jest rozumienie lęków i traum drugiej osoby oraz co to znaczy dać komuś trochę czasu. Wątek Maeve i Jacksona jest wykładem o tym, że czasami na naszej drodze pojawia się ktoś, kto wydaje się być nam przeznaczony, a tak naprawdę jest tylko epizodem w naszym życiu. Pojawia się i znika. I to zniknięcie nas boli i choć było to tylko zauroczenie, to oczywiście, że wylejemy hektolitry łez w poduszkę i przez pewien czas będziemy wypranym z chęci do życia wrakiem człowieka, bo ludźmi jesteśmy i nie tylko z wody, a i z uczuć nas zbudowano. Zaś związek Otisa i Oli, a po części również Erica i Rahima, to studium wmawiania sobie, że jest się z kimś szczęśliwym, kiedy tak naprawdę nasze uczucia ulokowane są w osobie stojącej po drugiej stronie korytarza.

ola lily sed education

Lekcja 3: Tabu? I don’t know her

W porównaniu do pierwszego sezonu teraz dotykamy dużo poważniejszych tematów. Więcej mówi się tu o orientacjach seksualnych, o presji inicjacji seksualnej, jaka wywierana jest na młodych, o dysfunkcjach seksualnych, które wcale nie czynią nas kimś gorszym oraz o aseksualności, która mam wrażenie trzymana jest gdzieś na dnie worka z tematami tabu, a przecież wcale nie wyklucza z życia uczuciowego i nie trzeba się jej bać. Wybór pojawiających się zagadnień niekiedy mnie zaskoczył i byłam szczerze zdziwiona, że ktoś zdecydował się mówić o niektórych sprawach głośno. Cieszy mnie to niezmiernie, bo nic nie jest tak ważne jak mówienie i pokazywanie młodym ludziom, że niektóre rzeczy, nawet jeśli są inne, to dalej są w porządku. Myślę, że właśnie to głośne mówienie o sprawach trudnych jest siłą napędową tego serialu. Hiperbolizacja i nieraz nadmierne wyolbrzymienia czasami sprawiają, że jesteśmy już zmęczeni jakimś tematem, który wałkowany jest trochę za mocno i nie do końca wygląda to tak jak w rzeczywistości, jednak w przypadku tych zagadnień, których istnienie społeczeństwo schowało gdzieś w wyżej wspomnianym worku, zachowana jest pełna powaga i profesjonalne podejście do tematu. Nic nie jest wyśmiane ani osądzane. Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce.

maeve aimee sex education

Lekcja 4: Nie dotykaj mnie, jeśli mówię „nie”

Jakiś czas temu bardzo głośno było o akcji #MeToo, czyli o opowieściach kobiet, które dzieliły się w Internecie swoimi historiami, kiedy to doświadczyły molestowania seksualnego. Temat molestowania i braku reakcji otoczenia pojawia się w „Sex Education” przy okazji niechcianej sytuacji, której w autobusie doświadcza Aimee (Aimee Lou Wood). Powoduje to u dziewczyny traumę i kumulację złych emocji oraz dręczących myśli, które swoje ujście znajdują dopiero podczas odsiadywania kary po lekcjach razem z innymi dziewczętami. Okazuje się wtedy, że każda z uczennic spotkała się w swoim życiu z różnymi odmianami seksualnych zaczepek i niechcianych dotyków. Girl Power aż wylewa się z ekranu, kiedy widzimy jak następnego dnia wszystkie dziewczęta czekają na Aimee na przystanku, aby razem z nią wsiąść do przeklętego autobusu i pomóc jej przejść przez traumatyczne przeżycia. Who run the world? Girls!

aimee maeve

Lekcja 5: Nie ma rzeczy idealnych, ale są rzeczy dobre

Najnowsze odcinki „Sex Education” są więc jaskrawą opowieścią o dojrzewaniu i dorastaniu, opowiedzianą tym razem w nieco poważniejszym tonie. Młodzi aktorzy błyszczą na ekranie i robią to z tak cudowną naturalnością, że czasami oglądając ich rozterki czujemy, jakbyśmy sami stali obok nich przy szkolnych szafkach, ubrani w kilkukolorową kurtkę. Tym razem udało się zabłyszczeć też Gillian Anderson, której wykreowana Jean ma tym razem dużo więcej do powiedzenia i pokazania aktorsko. Choć wydać by się mogło, że postać Emmy Mackey błyszczała najmocniejszym różem z możliwych już w pierwszej części, to teraz należy pomnożyć to razy dwa. Buntownicza dziewczyna z ostatniej ławki powoli pokazuje coraz więcej ze swojej emocjonalnej strony, tym samym przechodząc wewnętrzną przemianę, której obserwowanie raz powoduje u nas szeroki uśmiech, ale kiedy indziej ścisk w gardle. Mackey wspina się coraz wyżej w swoich umiejętnościach aktorskich i śmiem twierdzić, że przyjdzie taki moment, w którym rozłoży nas na łopatki. Laurie Nunn wplata do swojej produkcji coraz poważniejsze tematy i chociaż jest ich tak dużo, bo poza wymienionymi wcześniej mamy tu jeszcze trudne relacje z rodzicami, przeszłość, która definiuje przyszłość itd., to robi to z wielkim wyczuciem i dobrocią, aby żaden z nich nie został zlekceważony. Muzycznie produkcja nadal stoi na wysokim poziomie, a sam dobór piosenek w soundtracku odrobinę przypomina mi to, co słyszałam w najnowszym „The End of The Fucking World”. Pomimo kilku fabularnych niedociągnięć i nieprzemyślanych sytuacji „Sex Education” nadal jest dobrym i wartym obejrzenia serialem, i tak jak powiedziałam rok temu, kiedy była jego premiera — bardzo się cieszę, że coś takiego powstało. 

Serial do obejrzenia na platformie Netflix.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
8
Scenariusz
6
Pomimo braku elementu zaskoczenia, jaki bardzo pomógł pierwszemu sezonowi, produkcję nadal ogląda się dobrze. Szkoda trochę zaniedbania tematu związkowego, bo w momencie, gdy robi się z niego tak ważny element serialu, to dobrze by było przemyśleć każdy jego aspekt.
Ocena czytelników
7.5

Plusy

  • gra aktorska
  • jeszcze odważniejsze łamanie tematów tabu
  • poruszenie poważniejszych problemów
  • wielowątkowość, w której mimo wszystko się nie gubimy

Minusy

  • mało ambitne wątki miłosne
  • przewidywalność
  • niekiedy zbytnie wyolbrzymienie i przejaskrawienie
  • brak mocnego punktu kulminacyjnego

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Recenzje


Aktualności