Recenzja do: Cesur Ve Güzel (2016 )
Recenzje

5 grudnia na antenie TVP 2 pojawił się nowy turecki serial – „Meandry uczuć” (w oryginale „Cesur ve Güzel”). Była to jedna z hitowych propozycji zeszłorocznej jesiennej ramówki stacji StarTV, jednego z najpopularniejszych komercyjnych kanałów telewizyjnych w Turcji. Za produkcję odpowiadała wytwórnia Ay Yapim, którą polska widownia zna już z takich tytułów, jak „Imperium miłości”, czy „W sercu miasta”. A teraz na polskie ekrany trafił serial z Kivançem Tatlıtuğiem i Tubą Büyüküstün w rolach głównych. Przyjrzyjmy mu się z bliska.

Głównymi bohaterami serialu są: drwaloseksualny i bardzo tajemniczy mężczyzna oraz piękna córka bajecznie bogatego biznesmena. Los krzyżuje ich drogi już w pierwszej scenie, gdy przed samochód prowadzony przez Cesura wybiega rozwścieczony koń z przerażoną kobietą na grzbiecie. Po kilku minutach porywającego pościgu terenówki za szalejącym zwierzęciem, Cesurowi udaje się uratować Sühan. Od tej pory kobieta wciąż rozmyśla o przystojnym nieznajomym, ale się do tego nie przyznaje. On z kolei pomalutku zaczyna wcielać w życie swój plan zemsty na ojcu Sühan – Tahsinie Korludağu, co nie będzie takie proste, gdy w grę zacznie wchodzić uczucie do kobiety. Przy okazji widzowie dowiedzą się paru ciekawych rzeczy o członkach rodziny Korludağ i ich ciemnych sprawkach. I że koń Sühan wściekł się nie bez przyczyny.

Cesur ve Guzel, serial turecki, Kivanc Tatlitug, Tuba Bukukustun, recenzja

Krótko o fabule

Pierwszy odcinek zwiastuje naprawdę ciekawe widowisko. Cesur, jako człowiek spoza zamkniętego kręgu rodziny i powinowatych Tahsina, wprowadza niepokój i chaos w pozornie poukładane życie mieszkańców Korludağ (nazwa miejscowości brzmi tak samo jak nazwisko właściciela). Ratuje życie Sühan, a wkrótce także samemu Tahsinowi, ale już my dobrze wiemy, że żaden z niego święty turecki. Niestety z odcinka na odcinek fabuła zaczyna coraz bardziej się gmatwać, a mnogość intryg przyprawia o zawrót głowy. Niemniej jednak koneserzy tureckich seriali powinni być ukontentowani – w serialu jest wszystko, co być musi w niemal każdej produkcji znad Bosforu, czyli miłość, nienawiść, tajemnice, kłamstwa, bogactwo i luksus oraz bycie glamour przez 24 godziny na dobę.

Cesur ve Guzel, serial turecki, recenzja

Realizacja

Biorąc pod uwagę sam aspekt realizacyjny, to serial stoi na wysokim poziomie. Wytwórnia Ay Yapim po raz kolejny udowadnia, że ma ambicje i stara się produkować coraz lepsze seriale, dalekie od telenowelowej tandety. Na uwagę zasługują niezłe zdjęcia i ciekawa ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Toygara Işıklı – naczelnego kompozytora AyYapim i twórcy soundtracków dziesiątek tureckich seriali. Warto także dodać, iż serial zdobył nagrodę w kategorii „Excellence Award for Long Drama” podczas tegorocznej gali Seoul International Drama Awards. 

Wśród walorów wizualnych znajdziemy nie tylko absurdalnie atrakcyjnych bohaterów, ale także naprawdę przepiękne widoki. Miejsce akcji jest wyjątkowe, a tamtejsza przyroda zapiera dech w piersiach. W tureckich serialach panują zazwyczaj trzy lokacje – wielka metropolia, kurort nad morzem,albo jakieś piaszczyste „wywiejewo”. W „Meandrach uczuć” zieleń lasów dosłownie wylewa się z ekranu, co dla mnie jest olbrzymim atutem, bo po prostu lubię wpatrywać się w drzewa.

Cesur ve Guzel, serial turecki, recenzja

Kolejny polski tytuł daleki od oryginału

W polskiej telewizji „Meandry uczuć” będą składać się ze 101 odcinków, z których każdy trwać będzie około 45 minut. TVP postawiła na wersję eksportową serialu, dostosowaną do potrzeb „naszego” rynku telewizyjnego. Ale niech nikt nie będzie zdziwiony, jeśli natknie się w internecie na wersję oryginalną, czyli dokładnie taką, którą można było oglądać w tureckiej telewizji. Widzowie kanału Star TV spędzili na śledzeniu losów Cesura i Sühan tylko 32 wieczory, jednak długość jednego oryginalnego odcinka potrafi wynosić nawet 2,5 godziny.

Na koniec nie mogę oprzeć się pokusie napisania paru słów o polskim tłumaczeniu tytułu, bowiem jest on kosmicznie tandetny. W oryginale „Cesur ve Güzel” jest grą słów. „Cesur” to jednocześnie imię głównego bohatera, a także przymiotnik o znaczeniu „odważny”, co stanowi jasne określenie tego, jaką cechą charakteru będzie wyróżniał się nasz protagonista. Z kolei słowo „güzel” („piękny/piękna”) może odnosić się zarówno do głównej bohaterki, która rzeczywiście powala urodą, jak i do samego Cesura, który wygląda w tym serialu na tak przystojnego, że już bardziej być nie może. Za to polscy dystrybutorzy z fantazją postawili na „Meandry uczuć” – tytuł daleki od oryginału, a nawet oficjalnej anglojęzycznej wersji. Chyba ktoś tam naprawdę myśli, że jak w tytule nie ma słowa „miłość” czy „uczucie”, to nikt nie będzie chciał tego oglądać.

Czy warto?

Drodzy Państwo (zwracam się teraz do tych niezdecydowanych, czy warto to oglądać, czy nie), proszę, nie zwracajcie uwagi na kiczowaty tytuł, bo serial jest dużo lepszy, niż mogłoby się wydawać. Oczywiście może on nie przyciągnąć przed telewizory widzów przyzwyczajonych do poziomu prezentowanego przez Netflix, ale nie śmiejcie się z Waszych znajomych, gdy będą to oglądać.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
8
Muzyka
9
Scenariusz
5
„Meandry uczuć” to z jednej strony typowa turecka produkcja telewizyjna, pełna dłużyzn, niepotrzebnych dialogów i intryg, w które wplątują się bohaterowie. Z drugiej jednak to ciekawy serial, w sam raz na popołudnie przed telewizorem. Poziom aktorstwa jest przyzwoity, ścieżka dźwiękowa stoi na naprawdę wysokim poziomie. W porównaniu z innymi telenowelami z Turcji, produkcja ta zasługuje na solidną „szóstkę”.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • Ścieżka dźwiękowa
  • Oryginalna sceneria (jak na tureckie seriale)
  • Właściwie dobrana obsada, w szczególności aktorzy grający postaci drugoplanowe

Minusy

  • Za długie (i momentami nudne) dialogi

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane