Recenzja do: Britannia (2018 )
Recenzje

Etykiety przyklejane do serialu przed jego premierą potrafią być bardzo krzywdzące. W trakcie promocji „Britannii” często można było usłyszeć, że jest to serial historyczny z domieszką fantasy czy też następca „Game of Thrones”. Wbrew zapowiedziom produkcja Sky Atlantic okazała się… czymś innym.

Fantasy a fikcja historyczna

Akcja „Britannii” rozgrywa się w 43. roku naszej ery, kiedy Rzymianie pod wodzą Aulusa Plautiusa najeżdżają Wyspy Brytyjskie. Celtyckie plemiona muszą poradzić sobie z niespodziewanym niebezpieczeństwem. I na tym kończy się poprawność historyczna. Równocześnie nieco szalony druid próbuje na własną rękę walczyć z nadprzyrodzonym zagrożeniem, a młodziutka Cait stara się odnaleźć w trudniej sytuacji, nieświadoma roli, którą przyjdzie jej odegrać w nadchodzących wydarzeniach.

Jeśli, podobnie jak ja, oczekiwaliście serialu z nutką mistycyzmu, pokazującego jak mogły wyglądać druidzkie rytuały oraz codzienność Celtów, to się zawiedziecie. Jeśli zbierzecie wszystkie najbardziej absurdalne i makabryczne legendy o druidach i złożycie je w jedną całość, otrzymacie dokładnie to, co pokazano w „Britannii”. Zamiast mądrych kapłanów oddających cześć naturze – oderwanych od rzeczywistości, naćpanych czarnoksiężników kontaktujących się ze światem zmarłych, widzących przyszłość i manipulujących ludzkimi umysłami. Nie dokładnie to, czego można się było spodziewać. I chociaż wyszło to nieco karykaturalnie, to jednak sprawiło, że serial jest mocno psychodeliczny i fantastyczny, co niekoniecznie jest wadą.

serial, Britannia, recenzja, Sky Atlantic, HBO, druidzi, Celtowie, kruk, stonehenge

Niestety nawet traktując serial jako fantasy oderwane od rzeczywistości, jest jeden element, na który nie potrafiłam przymknąć oka. Wszyscy bohaterowie – Celtowie i Rzymianie – mówią tą samą, współczesną angielszczyzną. I o ile potrafię przyjąć, że łatwiej nakręcić serial, w którym postacie mówią po angielsku, zamiast szukać aktorów z idealną wymową dawnych dialektów, to jednak faktu, że oba narody rozumieją się bez tłumacza, nie potrafię zdzierżyć. Dodajcie jeszcze do tego słowo „fuck” używane w co drugim zdaniu (oraz więcej niż jedną kłótnię na „fuck off”), a zrozumiecie, dlaczego aż tak bardzo mnie to boli.

Tłumacze przekładający napisy dla serwisu HBO na nasz rodzimy język dość nieudolnie próbowali ratować sytuację. Poskutkowało to jedynie absurdalnymi sformułowaniami, które bardziej drażniły niż pomagały. Użycie „jesteśmy kontenci” za każdym razem, kiedy bohaterowie mówią o jakimkolwiek zadowoleniu, nie sprawia, że ich język wydaje się bardziej adekwatny do epoki.

A teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu

Chociaż fabuła przedstawiona w trailerach wydawała się interesująca, w rzeczywistości okazała się co najwyżej przeciętna. Wprowadzono wiele wątków i postaci, które nie miały zbyt wielkiego znaczenia dla głównej opowieści. Nie uniknięto niespójności i błędów logicznych oraz przewidywalności niektórych nurtów historii. To zdecydowanie najgorszy aspekt „Britannii”, chociaż pomimo tego serial okazał się wciągający. Wiele wątków pozostało nierozwiązanych, co wyraźnie wskazuje na zamiar nakręcenia kolejnego sezonu. Nie ma jednak na razie na ten temat oficjalnych informacji.

Fabularnie serial próbował być „Game of Thrones”, co niestety kiepsko mu wyszło, pomijając duet podobny do Ogara i Aryi. Miejscami starał się być również zabawny – trącące Montym Pythonem rozważania na haju o bogu wyszły świetnie – ale niezbyt pasowało to do reszty poważnych i brutalnych scen.

Wariactwo i demony

Co więc sprawiło, że serial mimo kiepskiego scenariusza da się oglądać i to z przyjemnością? Odpowiedź jest prosta – gra aktorska. W szczególności występ Nikolaja Lie Kaasa w roli Divisa skradł moje serce. Połączenie szaleństwa i demonicznych zapędów w wykonaniu duńskiego aktora wyszło naprawdę wybornie.

serial, Britannia, recenzja, Divis, druid, Nikolaj Lie Kaas, duński aktor

W tej kategorii wyróżnić muszę również Mackenzie Crooka wcielającego się w postać Verana – przywódcę druidów. W tym wypadku to zarówno zasługa samego aktora, jak i niesamowitej charakteryzacji, co w połączeniu stworzyło naprawdę wartą zapamiętania postać.

Nieźle w swoich rolach odnaleźli się również David Morrissey jako generał Plautius, którego postać była co prawda dosyć płytka, ale świetnie przedstawiona oraz Eleanor Worthington-Cox odgrywająca Cait, początkowo irytującą, ale z czasem interesującą bohaterkę. Pozostali członkowie obsady właściwie niczym się nie wyróżnili – byli wystarczająco dobrzy, żeby nie przeszkadzać i nic poza tym.  

Psychodeliczny folk

Sporą zaletą „Britannii” jest jej spójna wizja artystyczna. Zanim jednak wyjaśnię, co mam na myśli, muszę w kilku zdaniach opowiedzieć o stronie wizualnej i dźwiękowej tej produkcji. Ujęcia krajobrazów kręcone w Walii oraz Czechach prezentują się niesamowicie. Sceny akcji wyglądają na kręcone z ręki, co dodaje im dynamiki. Kadry twarzy i detali są zwykle bardzo ciasne, częściowo rozmyte, co szczególnie dobrze współgra z momentami, kiedy bohaterowie są pod wpływem narkotycznych substancji (a w przypadku druidów zdarza się to bardzo często).

Jeśli czytaliście recenzję pilota autorstwa Magdy, to wiecie, że narzekała ona na muzykę w serialu – uznała ją za zbyt współczesną w stosunku do czasu osadzenia akcji „Britannii”. W soundtracku z jednej strony można usłyszeć fragmenty kojarzące się ze ścieżką dźwiękową z „Game of Thrones”, z drugiej zaś nowocześniej brzmiące fragmenty, przywodzące na myśl score z „Vikings”. W moim odczuciu jednak takie połączenie dobrze współgra z wizualną stroną serialu oraz jego ogólnym klimatem.

Początkowo również czołówka „Britannii” wydaje się nie na miejscu. Kolorowe, przenikające przez siebie obrazy w połączeniu z utworem Donovan – „Hurdy Gurdy Man” tworzą psychodeliczną wizję odstającą od tematyki serialu. Intro wręcz skojarzyło mi się z „American Gods”, co tylko pogłębiło to wrażenie oderwania.

serial, Britannia, recenzja, Sky Atlantic, celtowie, druidzi, rzymianie, psychodeliczne
Zdjęcie promocyjne inspirowane plakatem „Trainspotting”

Skąd więc moja opinia o spójności artystycznej? Jeśli spojrzeć na całokształt – wiele scen przedstawiających postacie na narkotycznym haju i ich psychodeliczne wizje, ujęcia idealnie oddające te oderwane od rzeczywistości momenty, muzyka będąca połączeniem klasyki i nowoczesności, dziwaczna czołówka z utworem z gatunku psychodelic folk rock – wszystko to razem ma sens i idealnie do siebie pasuje. Nie każdemu jednak taki styl będzie odpowiadać w serialu opisywanym jako historyczny.

Spójna wizja niespójnej historii

Chociaż scenariusz z odcinka na odcinek zaczynał się coraz bardziej rozklejać, to jednak ogólna estetyka serialu oraz występ aktorów utrzymały moje zainteresowanie do samego końca. Jeśli oczekiwaliście lekko fantastycznego serialu historycznego na miarę „Game of Thrones”, to raczej się zawiedziecie. Na szczęście nie jest to również poziom z drugiego końca skali, jak twierdzi część widzów (tak, „Korono królów”, o tobie mówię).

Ja jednak polecam przymknąć oko na niedociągnięcia i obejrzeć pierwszy sezon „Britanni”, bo pomimo wad zaserwował całkiem niezłą rozrywkę.

 

Serial dostępny jest w całości na HBO GO od 19 stycznia. Emisja na kanałach HBO rozpoczyna się 22 stycznia.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
7
Scenariusz
5
„Britannia” jest kiepskim serialem historycznym, ale jako fantasy osadzone w epoce historycznej sprawdza się nieźle. Chociaż scenariusz jest przeciętny, to gra aktorska i spójność wizji artystycznej sprawiają, że serial ogląda się z przyjemnością, jako niezobowiązującą rozrywkę.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • piękne ujęcia
  • świetna gra aktorska
  • spójna wizja estetyczna
  • momenty humorystyczne

Minusy

  • brak spójności historii
  • przewidywalność scenariusza
  • uwspółcześniony język

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Britannia

Akcja dzieje się w 43 roku n. e. i skupia się na próbie podboju Wysp Brytyjskich przez Rzymian pod wodzą Aulusa Plautiusa. Brytyjskie tereny zamieszkane przez potężnych …


Aktualności


Recenzje