Recenzja do: Roseanne (2018 )
Recenzje

Reboot za rebootem –  małe ekrany pogrąża nostalgia i wspomnienia, jak to kiedyś wyglądały dobre sitcomy. Czasami to wychodzi, a czasami nie. „Roseanne” to serial, który zmienił telewizję i pokazał prawdziwe realia życia amerykańskich, średniozamożnych rodzin. Roseanne Barr walczyła o swoją wizję do samego końca i kiedy ktoś próbował ją zatrzymać, pokazywała im środkowy palec oraz robiła to, co uważała za słuszne, co w większości przypadków okazywało się sukcesem.

Oglądając rebooty musimy sobie zadać jedno, podstawowe pytanie – czego oczekujemy po powrocie? Czy wrócimy do oglądania tylko ze względu na nostalgię i potrzebę dowiedzenia się, co stało się z naszymi kiedyś ukochanymi bohaterami, czy oczekujemy czegoś więcej? W zależności od odpowiedzi wahać się będzie nasza ocena. Niektórym wystarczy to, że nadal będzie śmiesznie, w końcu od tego są sitcomy, ale znajdzie się też część widzów, która będzie oczekiwać tej iskry i głębi, którą miała „Roseanne” przez pierwsze 8 sezonów (umówmy się, że 9. nie istniał).

roseanne, reboot, powrót roseanne, roseanne barr, abc, sara gilbert, john goodman,

Nawet jeśli ta produkcja była absolutnym hitem w USA, u nas nie dostała większego rozgłosu. Ot, leciała w godzinach popołudniowych w losowej kolejności, ale z doświadczenia wiem, że te stare seriale nie są tym, czym nam się wydawały  pdczas oglądania ich „do obiadu”. Jestem wielką fanką sitcomów, zwłaszcza tych z lat 80. i 90., więc kiedy pojawiła się informacja o reboocie, miałam wymówkę, żeby całość obejrzeć jeszcze raz, tylko teraz uważniej. 111 godzin później, na lekkim kacu po finale i z masą oczekiwań, byłam gotowa zacząć 10. sezon.

Zatrzymani w czasie

Po 20 latachwracamy do domu Connerów i od razu mamy wrażenie, jakby stanął tam czas oraz nic się nie zmieniło. To wciąż ta sama kanapa i kolorowa narzuta; figurka Godzilli nadal stoi na półce, a porozstawiane zdjęcia tych, których już nie ma, są jedynym przypomnieniem, ile czasu minęło. Nawet jeśli wszyscy się postarzeli, to wciąż odczuwa się, jakby nakręcili 30. sezon, a nie 10. po 20 latach przerwy i przez cały ten czas widzieliśmy, jak z wiekiem zmieniają się bohaterowie, więc widok dorosłego DJ-a tak nie szokuje. Jednak nostalgia to nie wszystko, co trzeba zapewnić, żeby reboot był udany. Wystarczy, żeby przykuć 18 milionów ludzi do telewizorów na premierze, ale nie żeby ich zatrzymać na resztę sezonu.

Pierwsze zarzuty, jakie padły, dotyczą politycznego wydźwięku pierwszego odcinka. Z jednej strony to się gryzie, bo o ile „Roseanne” zawsze poruszało społeczne problemy, to takiej dozy polityki nigdy nie było. Z drugiej jednak ta produkcja zawsze starała się dotykać kwestii aktualnych w społeczeństwie, a podzieleni Amerykanie to temat wciąż omawiany. Tylko czy trzeba roztrząsać go po raz kolejny? Nie mogę pozbyć się wrażenia, że za duży wpływ miało tutaj zdanie Roseanne Barr, która wyskoczyła znikąd z tym Trumpem i postanowiła się tego trzymać. Kłopot jak dla mnie pojawia się w momencie, kiedy polityka staje się powodem kłótni między nią a Jackie. Cały progres, jaki zrobiła młodsza siostra Roseanne w odcięciu się od bycia zastraszaną w robienie, co się chce, jakby przestał istnieć. Jackie w ostatnich sezonach miała swoje zdanie, umiała się postawić Roseanne i nie pozwalała jej rządzić swoim życiem. Po 20 latach okazuje się, że nawet jeśli stała się coachem (najbardziej absurdalny pomysł), to kilka kąśliwych uwag od starszej siostry wystarczy, żeby kompletnie się poddała. Nie jestem w stanie uwierzyć, że po takim czasie Jackie wróciła do wersji siebie z 1. sezonu, a nie 8. i cały rozwój, jakiego dokonała, nie miał w ogóle miejsca.

roseanne, sezon 10, conner family, serial z wątkiem rodzinnym, abc, reboot,

Sama Roseanne nie jest sobą, wydaje się  zadziwiająco cicha i mało charyzmatyczna. W tym momencie powrót do pierwotnego zamysłu na tytuł serialu „Life and Stuff” miałby więcej sensu, bo to już nie jest Roseanne jako centrum, tylko wszystkiego po trochu. Rozumiem, że minęło sporo czasu, ludzie się zmieniają, ale z całej obsady wygląda, jakby to właśnie ona najmniej chciała tego powrotu – brakuje w tym wszystkim jej serca.  

Zadziwia mnie też zachwyt nad córką Darlene, bo Harris jest zupełnie niepodobna do swojej mamy za młodu. Nie wiem, czy to wina aktorki, która dużo lepiej grała w początkowych sezonach „Shameless” niż  teraz, ale jej postać jest po prostu nijaka. Albo inaczej: jest stereotypową nastolatką, która czasami pyskuje, ale na pewno nie ma takiej iskry, jaką miała Darlene.

Przyjemnie jest wrócić

Zdecydowanie na plus udało się serialowi odnieść do ostatniego, kontrowersyjnego sezonu, uśmiercenia Dana i podwójnej Bekki. Zrobiono to jak zwykle z humorem. Z powodzeniem możemy przymknąć oko na to, o czym twórcy chcą zapomnieć i zaakceptować ich wizję, która jest tak bardzo bliska naszej.

Był zarzut, że więcej w tym reboocie nostalgii niż humoru i po części mogę się zgodzić, ale jak już jest humor, to jest doskonały. Taki, który kazał mi się głośno roześmiać w środku nocy, albo pozostawił mnie szczerzącą się od ucha do ucha. Głównie elementów komediowych dostarcza Dan, co nie jest niczym nowym i tak naprawdę z nieswoją Roseanne musi wykonywać podwójną robotę, co mu wychodzi bezbłędnie. Darlene nadal ma swoją głębię i widać jak dojrzała przez lata, chociaż nadal potrzebuje wrócić do domu, kiedy jest źle.

roseanne barr, roseanne reboot, powrót roseanne, sara gilbert,

Najbardziej pozytywnym zaskoczeniem jak dla mnie był DJ. Nie dość, że poradził sobie tak naprawdę najlepiej z całego rodzeństwa, to jeszcze poślubił Ginę, która przecież była jego koleżanką z klasy, której nie chciał pocałować na przedstawieniu przez jej kolor skóry. Jestem ciekawa, jak przebiegło ich ponowne spotkanie i ogólnie chciałabym go więcej widzieć na ekranie.

Narzekałam na Harris, ale drugie dziecko Darlene i Davida – Mark, który dostał imię na cześć zmarłego starszego brata Healy i męża Bekki, jest idealnym połączeniem swoich rodziców, z wrażliwością Davida i potrzebą bronienia swojego zdania Darlene. Jego inność też jest dobrze zaadresowana w stosunku do dziadków, którzy są w stanie zaakceptować jego preferencje, ale nie mogą się zmusić do tego, żeby go nie chronić przed resztą nietolerancyjnego świata.

Nostalgia jednak jest i nawet jeśli głównie narzekałam, to do kuchni Connerów powrócę, bo oba odcinki odczuwało się jak długo oczekiwany powrót do domu i nie jestem jeszcze gotowa, żeby się z niego wyprowadzić. Pewnie z czasem to, co mi przeszkadzało, jakoś zostanie wygładzone i z radością będę oglądać każdy odcinek, a ocena podskoczy o kilka oczek.

 

 

 

Gra aktorska
8
Zdjęcia
6
Muzyka
6
Scenariusz
7
Powracając do seriali po latach trzeba zadać sobie pytanie – czego oczekujemy po reboocie? Jeśli chcemy głównie nostalgii to „Roseanne" gwarantuje nam jej nieskończone ilości, ale nastawiając się na coś więcej musimy poczekać jeszcze kilka odcinków. Nie wątpię, że twórcy udowodnią brak mojej racji w przyszłości, tak jak zrobili to wiele razy, ale na razie jeszcze w pełni nie czuję tego powrotu.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • wytłumaczenie problemów ostatniego sezonu
  • postać Marka Connera Healy
  • nostalgia
  • John Goodman nadal w formie

Minusy

  • Roseanne nie jest sobą
  • zbędny komentarz polityczny
  • postać Harris Conner Healy
  • zlekceważono progres Jackie

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności