Recenzja do: Outlander (2014 )
Recenzje

Serialowa adaptacja bestsellerowej sagi „Obca”, stworzonej przez amerykańską pisarkę Dianę Gabaldon, od kilku lat stanowi prawdziwy kulturowy fenomen i cieszy się coraz większym zainteresowaniem widzów (głównie płci żeńskiej) na całym świecie. W poniedziałek 11 grudnia mogliśmy obejrzeć na Netflixie finał trzeciego sezonu serii, w której bogactwo postaci i wątków, a także miejsc odwiedzanych przez naszych bohaterów, jest nieporównanie większe niż w pierwszych dwóch odsłonach i może przyprawić o zawrót głowy nawet wierne czytelniczki, które doskonale znają fabułę. Niestety, momentami wyraźnie widać, że ogrom materiału do przeniesienia na ekran przerósł twórców, ale mimo to mieliśmy kilka niezapomnianych i w pewnym sensie przełomowych dla całej telewizji momentów, takich jak na przykład prawdopodobnie najdłuższa scena rozbierania się pary bohaterów, będąca dość oryginalnym wyzwaniem dla widza.

Przez czas, lądy i oceany

W pierwszych odcinkach trzeciej serii nasza ulubiona para zakochanych jest rozdzielona, co zarówno Claire, jak i Jamie znoszą dramatycznie źle. Znajdujemy ich dokładnie tam, gdzie się z nimi rozstaliśmy w poprzedniej odsłonie. Jamie bohatersko zostaje na polu bitwy pod Culloden w 1746 roku, przekonany, że przyjdzie mu oddać życie za ojczyznę wraz z setkami innych Szkotów, gdy tymczasem ciężarna Claire po raz kolejny przechodzi przez kamienny krąg i wraca do przyszłości, czyli do lat 40. XX wieku. Jej nad wyraz wyrozumiały i kochający mąż przyjmuje ją pod swój dach i oferuje powrót do starych małżeńskich zwyczajów. Wkrótce przychodzi na świat mała Brianna, którą Randall traktuje jak rodzoną córkę i – trzeba przyznać– znakomicie się przy tym sprawdza w roli ojca. Z byciem mężem jest nieco gorzej. Wydarzenia sprzed dwustu lat dzielą Claire i Franka, którzy nie radzą sobie z zazdrością i żalem, ale decydują się na zostanie razem ze względu na dziecko. Przez następne dwie dekady są dobrymi przyjaciółmi, wychowującymi razem idealnie piękne i mądre dziecko. W międzyczasie, pomimo licznych kłopotów, niedopasowania, a przede wszystkim tęsknoty za Jamiem, Claire studiuje medycynę i zostaje chirurgiem. Podczas gdy ona z wprawą operuje ludzi w Bostonie lat 60. XX wieku, Jamie, który cudem przeżył bitwę, nadal (jak to on) walczy o życie i honor w Szkocji. Możemy go podziwiać w kolejnych fantastycznych odsłonach: najpierw jako pustelnika i myśliwego, ukrywającego się w grocie niedaleko rodzinnej posiadłości, a następnie jako więźnia, którego duchowe szlachectwo skłania do opieki nad „swoimi ludźmi” w wyniszczających więziennych warunkach.

b44c6935-0e07-467d-8569-0e16d0788f43-image-201.jpg

Oczywiście spotkanie pary kochanków było nieuniknione. Dochodzi do niego wreszcie po dwóch dekadach rozłąki. Claire porzuca swoje dotychczasowe życie, żegna się z córką i rusza na spotkanie kolejnej przygody. Wraz z nią odwiedzamy warsztat drukarski oraz dom publiczny w Edynburgu, wsiadamy na statek do Nowego Świata i spotykamy kilku dawnych znajomych.

Piraci z Karaibów w kiltach

Nie da się ukryć, że tę serię należy oglądać z jeszcze większym niż poprzednie przymrużeniem oka, gdyż zupełnie mija się ona z jakimkolwiek realizmem. Nawet pomijając tak wprost fantastyczny wątek podróży w czasie, jest tu ogromna ilość elementów wyjątkowo mało prawdopodobnych. Do tych najbardziej rzucających się w oczy należy postać Jamiego, który jawi się nam tym razem jak prawdziwy święty. Nie dość, że przeżył bitwę, w której prawie wszyscy szkoccy wojownicy polegli, wylizał się z licznych śmiertelnych ran, to jeszcze zdążył zostać przykładnym ojcem dla swojego i nieswojego potomstwa (taki ma silny instynkt opiekuńczy), w międzyczasie nauczył się drukarskiego fachu, stał się znanym publicystą o pseudonimie A. Malcolm, a przy tym wszystkim jeszcze dorabiał przemytem. Oczywiście, gdy tylko znalazł się na morzu i wyleczył mdłości, został prawdziwym wilkiem morskim. Z poprzednich sezonów pamiętamy jego żołnierską i dworską wersję, a także kilka innych talentów. Wszystko to zresztą blednie przy tym, jakim jest mężem. Sama Claire (szczęściara jedna!) nazywa go królem mężów, gdy zachwyca się on jej siwymi włosami. To wprost niemożliwe, by jedna postać pomieściła w sobie tak dużo zalet, a to przecież jeszcze nie koniec jego niezwykłych przygód, gdyż Diana Gabaldon napisała wiele tomów tej sagi.

Następną kwestią, która mogła drażnić widzów w tym sezonie, jest wiek naszych bohaterów. Wszelkie moje obliczenia wskazują na to, że Jamie i Claire są już ludźmi w dojrzałym wieku (około pięćdziesiątki), ale nie zobaczymy tego na ekranie. Kilka siwych pasm włosów Claire to za mało, byśmy nie czuli się zagubieni w tej skomplikowanej linii chronologicznej. Gładka cera i ciała młodych bogów sprawiają, że wyglądają oni na rówieśników swoich dzieci, co daje niezamierzony efekt komediowy. A że scen łóżkowych jest tu sporo, to i tych śmiesznie młodych ciał się naoglądaliśmy aż nadto.

Nie ma też co ukrywać, że przy trzeciej serii fabuła robi się bardzo schematyczna. Ileż to razy Claire może być porywana, ileż wędrówek oraz akcji ratowania ukochanego można z nią przeżyć i nie być tym śmiertelnie znudzonym? Dobrze, że przynajmniej często zmienia się tło wydarzeń i że scenarzyści traktują to nieco ironicznie, wkładając zabawne komentarze w usta drugoplanowych postaci (na przykład na temat kolejnego, nieoczekiwanego pojawienia się pani Fraser).

Wszystkie powyższe uwagi dotyczyć mogą w równej mierze trzeciej odsłony serialu, jak i „Podróżniczki”, czyli powieści, której ta seria jest adaptacją. Literacka fabuła Gabaldon jest niespójna, za długa, źle zredagowana i można by z niej z powodzeniem wykroić trzy osobne, lepsze tomy. Podobnie jest z najnowszą odsłoną serialu. Niestety, nawet osoby, które dobrze znoszą to specyficzne połączenie fantasy, erotyki i powieści historycznej, mogą mieć wiele zastrzeżeń formalnych do ostatnich odcinków. To zrozumiałe, że tak duży materiał wymagał cięć, skrótów, a  czasem wręcz wymyślenia scen od nowa, ale takie niedbalstwo, jakie wkradło się do tej serii, jest brakiem szacunku do widzów. Chodzi o kilka głównych wątków z początkowych odcinków, które zapewne wycięto, a po których pozostał jednak ślad. Nie zobaczyliśmy na przykład spotkania Geillis z Brianną w XX wieku, ani tak ważnego momentu, jak wyjawienie Briannie całej prawdy o biologicznym ojcu, choć postaci się do tych wydarzeń odnoszą. Widzowie, którzy nie czytali powieści, byli w ten sposób wprowadzani w poważną konsternację i nie zdziwiłabym się, gdyby po tej odsłonie zniechęcili się do całej serii.

Piękne krajobrazy, stylowe wnętrza, malownicze kostiumy i napięte mięśnie gołych kochanków to jedno, ale odbiorcy należy się przede wszystkim dobrze opowiedziana historia, a tego tym razem zabrakło.

Gra aktorska
5
Zdjęcia
7
Muzyka
5
Scenariusz
5
Serialowa adaptacja bestsellerowej sagi „Obca”, stworzonej przez amerykańską pisarkę Dianę Gabaldon, od kilku lat stanowi prawdziwy kulturowy fenomen i cieszy się coraz większym zainteresowaniem widzów (głównie płci żeńskiej) na całym świecie. W poniedziałek 11 grudnia mogliśmy obejrzeć na Netflixie finał trzeciego sezonu serii, w której bogactwo postaci i wątków, a także miejsc odwiedzanych przez naszych bohaterów, jest nieporównanie większe niż w pierwszych dwóch odsłonach i może przyprawić o zawrót głowy nawet wierne czytelniczki, które doskonale znają fabułę. Niestety, momentami wyraźnie widać, że ogrom materiału do przeniesienia na ekran przerósł twórców, ale mimo to mieliśmy kilka niezapomnianych i w pewnym sensie przełomowych dla całej telewizji momentów, takich jak na przykład prawdopodobnie najdłuższa scena rozbierania się pary bohaterów, będąca dość oryginalnym wyzwaniem dla widza.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • malownicze plenery,
  • dużo nowych postaci
  • ciekawy wątek morskiej podróży

Minusy

  • niekonsekwentnie prowadzone wątki
  • nie najlepsze aktorstwo
  • brak oznak upływu czasu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności