Recenzja do: Requiem (2018 )
Recenzje

O „Requiem” nie było głośno. Tytuł ten pojawił się dość niepostrzeżenie na platformie Netflix i prawie nie przyciągnął mojej uwagi. Prawie. Zapewne nie obejrzałabym go, ale zachęcił mnie tytuł. Muzyka w każdym serialu jest dla mnie bardzo ważna i tym razem wyraz requiem zadecydował o tym, że poświęciłam tej produkcji kilka godzin z życia.

Słowo to oznacza kompozycję mszalną wykonywaną podczas uroczystości pogrzebowych lub w Dzień Zaduszny. Definicja ta nakierowuje nas na klimat historii przedstawionej w serialu. Zapowiada się mrocznie, tajemniczo i melancholijnie. Warto zaznaczyć, że „Requiem” zostało wyprodukowane przez BBC; Netflix jest jedynie międzynarodowym dystrybutorem. Zdecydowanie czuć tutaj brytyjskiego ducha. Akcja toczy się powoli, choć pierwszy odcinek to mocne uderzenie. Oprócz tego, że poznajemy główną bohaterkę i zarys historii, to już na wejściu samobójstwo popełniają dwie osoby, co do których mamy pewność, że ich rola jest kluczowa dla reszty wydarzeń. Tempo jest różne, niektórzy mogliby uznać, że cały serial mógłby zmieścić się w jednym, nieco dłuższym filmie fabularnym. Nie żałuję swojego wyboru, ale nie jestem też w pełni usatysfakcjonowana.

Agitato

Zacznijmy jednak od muzyki. Pierwszym bodźcem, jaki skłonił mnie do oglądania „Requiem”, była obietnica muzyki smyczkowej. Główną bohaterką jest Matilda Grey – młoda wiolonczelistka, stojąca u bram wielkiej kariery. Urzeka nie tylko dynamiczną grą na swoim instrumencie, ale także niebanalną urodą. Jest delikatna i eteryczna. Trochę jak duch albo skandynawska księżniczka. Lydia Wilson wypadła w tej roli znakomicie i muszę przyznać, że to przede wszystkim ona trzymała mnie przed ekranem. Zapowiedź świeżej, nieczęsto pojawiającej się tematyki była dla mnie drugim powodem. Motywy muzyczne rzadko pojawiają się w serialach i  jeszcze rzadziej odgrywają w nich pierwszoplanową rolę. Byłam ciekawa, w jaki sposób muzyka będzie wiązała się z rozwiązywaniem zagadki sprzed lat.

Po tragicznej i brutalnej śmierci matki głównej bohaterki (tuż przed bardzo ważnym dla niej koncertem) Matilda odkrywa zostawione przez nią dokumenty, wskazujące na powiązania ich rodziny z zaginięciem małej dziewczynki przed dwudziestu laty. Nie bacząc na przyszłość, dziewczyna wyrusza w przeszłość, by dowiedzieć się więcej o tej sprawie. Jest to podróż do konkretnego miejsca (małego i zabytkowego miasteczka w Walii), ale także taka, która ma wymiar symboliczny. Matilda chce poznać prawdę o dawnych wydarzeniach oraz odkryć prawdę o sobie samej. Towarzyszy jej wierny i oddany przyjaciel (również muzyk) – Hal.

Requiem, horror, Netflix, serial, BBC, recenzja

Misterioso

Początkowo nie byłam przekonana do tej produkcji, ale z odcinka na odcinek wciągała mnie ona coraz bardziej. Na Netflixie serial ma kategorię „mrożące w żyłach” i „przerażające”. Spodziewałam się horroru, a przynajmniej thrillera, jednak tytuł dość pokrętnie wymyka się temu przyporządkowaniu. Jest tajemnica, jest uczucie, że gdzieś za rogiem czai się coś nieoczywistego, ale nie mamy pewności, czy nie jest to tylko nasza wyobraźnia. Jednym z najciekawszych aspektów serialu jest niepewność co do tego, czy oglądane przez nas wydarzenia mają swoje realne wytłumaczenie, czy raczej rządzą nimi nadprzyrodzone siły. Przez większość czasu zastanawiałam się, jaka jest ich geneza. Czy mam uwierzyć w czarną magię i działanie czarcich mocy, czy raczej ciemna strona natury ludzkiej okaże się czynnikiem sprawczym.

Serial wykorzystuje klisze znane nam z wielu pozycji o podobnej tematyce. Przede wszystkim jest nawiedzony dom, a w nim pozamykane na cztery spusty pokoje, pełna zagadek piwnica i niepokojące dźwięki składające się w zadziwiający sposób w melodię, którą można zamknąć w zapisie nutowym. Są dziwne samobójstwa, alchemia, czarna magia i powtarzające się się symbole geometryczne. Jesteśmy przekonani, że ktoś steruje wydarzeniami w miasteczku. Nie wiem jednak, czy jest to jakaś grupa ludzi, czy siła pochodząca nie z tego świata.

Na uwagę zasługują dobrze komponujące się z klimatem historii krajobrazy Walii. Pięknie zobrazowane przestrzenie budują miejsce dla tajemniczej opowieści i podsycają ciekawość widza. Kilka z ujęć zrobiło na mnie spore wrażenie, doceniam wybór lokalizacji.

Requiem, horror, Netflix, serial, BBC, recenzja

Lacrimoso

Matilda działa w sposób odważny, sprawia wrażenie zdeterminowanej i nastawionej na konkretny cel. Jednak ciągle towarzyszą jej rozterki. Nie pamięta nic ze swojego dzieciństwa (wychowywała ją samotnie matka), nie posiada żadnych pamiątek z tamtych czasów. Jest jak piękny kwiat, ucięty, pozbawiony korzeni i wstawiony do wazonu. Rozkwita, ale ślizga się po teraźniejszości bez żadnych punktów zaczepienia. Przyszłość malowała się jej w kolorowych barwach. Śmierć najbliższej osoby była dla niej impulsem do zrozumienia samej siebie i odszukania odpowiedzi na podstawowe pytania: „Kim jestem?”, „Kim są moi rodzice?”, „Co wiem o swoich przodkach?”, „Z jakiej rodziny pochodzę?”. Poszukiwanie własnej tożsamości bywa bolesne. Często wiąże się z poznaniem faktów, na które nie jesteśmy przygotowani. Powrót do wypartych dawno wydarzeń jest trudny nie tylko dla Matildy, także dla wszystkich osób, które były w nie zaangażowane. Jej pojawienie się w miasteczku powoduje zamęt i niechęć ze strony mieszkańców. Wiąże się to z osaczeniem głównej bohaterki i jej podwójną stygmatyzacją jako ofiary. Trudno się dziwić, że rozdrapywanie ran, które wydawały się być zabliźnione, jest niezwykle bolesne i prowadzi do rozbicia ładu i porządku w sercach wielu ludzi. Często najgroźniejsze demony to te, w których dopada nas przeszłość i nie ma możliwości, żeby od niej uciec. Serial ukazuje dobitnie, że w każdym z nas tkwi smutek płynący z traumatycznych wydarzeń, wpływający na nasze codzienne życie. Jednak pojawienie się Matildy może skutkować przepracowaniem dawnych ran i prowadzić do oczyszczenia.

Zaintrygować was powinna nie tylko muzyka, ale także bardzo wysmakowana estetycznie czołówka. Utrzymana w czerni i bieli, daje kalejdoskopowy efekt i dobrze wprowadza w nastrój. Towarzysząca jej melodia przypomina dobrze wszystkim znany utwór z „Rosemary’s Baby” i takie są też moje skojarzenia z tym filmem. Mroczne historie o dzieciach zawsze mrożą krew w żyłach, bo tam, gdzie spotyka się niewinność i zło, najbardziej czujemy dyskomfort i poczucie zagrożenia. Matilda jest określana jako osoba o czystym sercu, bardzo wrażliwa, a przez to podatna na wpływy ścierającego się dobra i zła. Jej świat opiera się na emocjach, intuicji i przeczuciach. W którą podąży stronę?

Calando

Serial może spodobać się fanom „Dark”. Sporo łączy te dwa tytuły. Nie należy spodziewać się jednak tak bardzo skomplikowanej fabuły i drastycznych przeskoków w czasie. To dużo łagodniejsza wersja. Skąd zatem wzięła się moja (nie za wysoka) ocena? Serial przez większość czasu miał dobre tempo. Interesowało mnie to, jakie siły działały w miasteczku. Zawiodło przede wszystkim zakończenie. Nie zdradzę wam, jak ostatecznie rozwiązał się główny wątek, ale spodziewałam się czego zupełnie innego. Jest to jednak dobry punkt wyjścia do kontynuacji w drugim sezonie. Wiele zagadek nie zostało rozwiązanych, można więc oczekiwać, że producenci pokuszą się o dopisanie dalszego ciągu.

Sześcioodcinkowy pierwszy sezon możecie obejrzeć na platformie Netflix.

Gra aktorska
7
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Klimatyczna historia dla fanów psychologicznych podróży w głąb samych siebie, zaprawiona nutką nadprzyrodzonych mocy. Trochę dreszczyku, trochę muzyki i pięknych, walijskich krajobrazów.
Ocena czytelników
6

Plusy

  • dobra, częściowo klasyczna muzyka
  • atrakcyjna wizualnie czołówka
  • klimatyczna Walia
  • wciągająca fabuła

Minusy

  • mało zaskakujące zakończenie
  • potknięcia fabularne
  • zwiastun zapowiada przerażającą historię, jednak ostatecznie trudno nazwać ją horrorem

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale