Recenzja do: The Umbrella Academy (2019 )
Recenzje

Podczas gdy Netflix definitywnie kończy swoją przygodę z serialami superbohaterskimi Marvela, nowa produkcja platformy okazuje się nieść pewną świeżość w gatunku, której wiele osób wyczekiwało.

the umbrella academy, netflix, sezon 1, recenzja

„The Umbrella Academy” jest historią skupiającą się na pewnej nietypowej rodzinie. Wszystko zaczyna się lata temu, w 1989 roku, kiedy to na świat w niezwykłych okolicznościach przychodzi czterdzieścioro troje dzieci. Matki odpowiedzialne za ich poczęcie jeszcze dzień wcześniej nie były w ciąży. Sytuację wykorzystuje ekscentryczny miliarder, Reginald Hargreeves, planując odnaleźć i adoptować jak najwięcej dzieciaków, co do których zapewne już od początku ma pewne podejrzenia. Ostatecznie udaje mu się to jedynie z siedmiorgiem noworodków, które przygarnia, nie mając jednak na uwadze wychowania ich w jak najlepszy sposób, a planując stworzenie własnej drużyny superbohaterów, mającej za zadanie uchronić świat. Kierowany tym szkoli i wykorzystuje nadnaturalne zdolności swoich dzieci, jednocześnie pozbawiając je tego, czego najbardziej potrzebują – ojcowskiej troski i miłości.

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach

Wśród przykładów podejścia Hargreevesa do wychowania dzieci rzuca się przede wszystkim forma zwracania się do swoich podopiecznych – nadanymi im numerami. Mamy tu więc kolejno odpowiadających im: Luthera, posłusznego ojcu szefa grupy; Diego, wyszkolonego w walce z użyciem noży; Allison, która za pomocą słów potrafi nakłonić innych do opowiedzianej przez niej „plotki”; Klausa, mierzącego się z mocą pozwalająca mu na kontakty ze zmarłymi; Numer Pięć, potrafiącego przenosić się w czasie i przestrzeni; Bena, kryjącego w sobie potężne macki, mogące zgładzić kilku wrogów naraz; oraz Vanyę, będącą tak zwykłą, jak tylko to możliwe, nadrabiającą braki mocy w grze na skrzypcach. Oczywiście brak superbohaterskich zdolności Vanyi sprawia, że dziewczynka nie wchodzi w skład grupy znanej jako Umbrella Academy.

the umbrella academy, netflix, recenzja, sezon 1

Sama grupa dość szybko traci też swoich członków, czasem w dość tajemniczych okolicznościach, a ostatecznie nie wytrzymuje presji czasu i oddalenia się od siebie rodzeństwa, które w większości niekoniecznie chce mieć coś wspólnego z rzeczonym ojcem. Nic więc dziwnego, że poznajemy naszych bohaterów właśnie w momencie, gdy każde ma już jakieś swoje cele życiowe. Wtedy też dowiadują się oni, że Reginald Hargreeves nie żyje. Wydarzenie to sprawia, że rodzeństwo ma okazję znowu się spotkać i zastanowić się wspólnie, co doprowadziło do zakończenia życia ich ojca. Szybko jednak okazuje się, że nie będzie to takie proste. Powrócił bowiem zaginiony przed laty Numer Pięć, wyglądający jak dawniej, niosąc informację o zbliżającej się nieuchronnie apokalipsie, od której dzieli ich zaledwie osiem dni.

Kwintesencja świeżości

Choć zarys fabuły zapowiada, że będzie to kolejna historia o grupie osób z odmiennymi zdolnościami i charakterami, która musi przezwyciężyć własne uprzedzenia dla większego dobra, to serial podchodzi do tej tematyki dość nietypowo. Produkcja bardziej skupia się na postaciach, każdemu poświęcając wystarczająco czasu, byśmy mogli dobrze ich poznać – czy to na Klausie, próbującym uciec przed swoją mocą związaną ze zmarłymi, za pomocą używek, czy choćby na Vanyi, rozpoczynającej nową znajomość, w której w końcu traktowana jest jak ktoś niezwykły, czego w jej życiu zdecydowanie brakowało. Jednocześnie, co dla mnie w pewnym momencie było uciążliwe, trochę zbyt dużo uwagi poświęcono także Hazelowi i Cha-Chy, czyli podróżującym w czasie zabójcom, stanowiącym pewną przeszkodę dla naszych bohaterów.

the umbrella academy, netflix, sezon 1, recenzja,

Od pierwszej sceny prezentującej rodzeństwo Hargreevesów jesteśmy także uraczeni jedną z największych zalet produkcji – niesamowicie dobrze dobraną ścieżką dźwiękową. Nie powinno to dziwić w związku z tym, że za komiksy, na których bazuje serial, odpowiada wokalista nieistniejącego już zespołu My Chemical Romance – Gerard Way. Wykorzystanie choćby utworu „Don’t Stop Me Now” zespołu Queen w scenie akcji jest tym, co sprawia, że ciężko się oderwać od oglądania. Nie brakuje też uroczych scen tańca, rozświetlających produkcję i nadających jej unikalnego klimatu. Aktorzy zostali znakomicie dobrani do ról, a na szczególną pochwałę zasługuje Aidan Gallagher, wcielający się w Numer Pięć i kradnący wszystkie sceny z jego udziałem, w których zachowuje się jak marudny staruszek. Pozostaje czekać na informację o kontynuacji, która nie powinna być wielkim zaskoczeniem.

Serial dostępny jest na platformie Netflix.

Gra aktorska
9
Zdjęcia
8
Muzyka
10
Scenariusz
8
Serial, który powinien trafić zarówno do fanów produkcji superbohaterskich – oferując sobą coś nowego – jak i osób niekoniecznie przekonanych do tego gatunku. Opatrzony świetnie dobraną muzyką i wciągającą historią pozwala zatracić się w tym nowym (dla nieznających komiksów) świecie.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • Niesamowicie dobrana muzyka
  • Wciągająca historia
  • Świetnie rozpisane postacie z bardzo dobrze dobranymi odtwórcami
  • Ciekawe zaprezentowanie tytułu serialu w odcinkach
  • Uwzględnienie postaci Bena
  • Sceny tańca

Minusy

  • Hazel i Cha-Cha mają zbyt dużo czasu ekranowego
  • Historia czasem dość mocno odbiega od głównego wątku

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

The Umbrella Academy

Serial bazujący na serii komiksów autorstwa Gerarda Waya i zilustrowanych przez Gabriela Bá. Historia opowiada o dysfunkcyjnej rodzinie superbohaterów, zmuszonych …


Aktualności