Recenzja do: Star Trek: Discovery (2017 )
Recenzje

Gdy po 12 latach do telewizji powrócił „Star Trek” w nowej odsłonie, postawiono przed nim spore wyzwanie – zadowolenie dawnych fanów oraz zdobycie kolejnych. Nie było to łatwe zadanie, biorąc pod uwagę, jak konserwatywni potrafią być fani tej franczyzy. Każdy kolejny serial z tego uniwersum spotykał się z falą krytyki, nawet „The Next Generation”, które przecież dzisiaj jest uznawane za najlepszy serial o przygodach Zjednoczonej Federacji Planet. Twórcy „Star Trek: Discovery” postanowili umiejscowić historię przed wszystkim, co dotąd było pokazane na ekranie. Tak też fabuła rozpoczyna się na dziesięć lat przed serią oryginalną i wykorzystuje liczne nawiązania, by umiejscowić wydarzenia w znanym kanonie. Czy serialowi udało się sprostać wyzwaniu i zadowolić wszystkich zainteresowanych? I czy dotarł tam, gdzie żaden z seriali tego uniwersum nie dotarł wcześniej?

Monika Kujawa: Byłam zainteresowana tym serialem, gdy tylko usłyszałam, że jest tworzony. Nawet jako osoba, która dopiero zaczęła swoją zabawę z tym uniwersum, uznałam, że bez problemu będę mogła to obejrzeć – w końcu po to tak umiejscowiono wydarzenia z „Discovery”. Jedno z najbardziej znanych uniwersów zaprosiło do siebie nowych fanów, a ja ochoczo do niego wstąpiłam. I nie żałuję.

Paweł Marek: „Star Trek” to kawał historii telewizji, jeden z pierwszych seriali, który pokazał, jak może wyglądać przyszłość gatunku ludzkiego, jeśli tylko przezwycięży swoje słabości. Utopijna wizja stworzona w latach 60. przez Gene’a Roddenberry’ego doskonale oddała oczekiwania ludzi wobec bardzo niepewnej wtedy przyszłości. Każdy z seriali „Star Trek” odnosił się do społecznych niepokojów, dlatego też „Discovery” budziło gorące zainteresowanie tym, co może pokazać jako tło dla fabuły. Niestety bardzo dużo oddanych fanów mogło poczuć się wręcz oszukanych tym, co otrzymało.

Star Trek, Discovery, sezon 1, recenzja

Formuła odcinków – sezonowa historia zamiast pojedynczych spraw

Monika Kujawa: Przyznam, że formuła „Discovery” bardzo mi odpowiada – o ile lubię czasem obejrzeć procedurale, to jednak stałe historie potrafią przyciągnąć mnie co tydzień przed ekran, bo po prostu chcę wiedzieć, co będzie dalej. Oczywiście sporo zależy od samego scenariusza, a ten serial miał tyle plot twistów (które były czasem zbyt łatwe do przewidzenia), że oglądałam go prawie zawsze w dniu premiery na Netflixie, by nie trafić przypadkiem na jakieś spoilery.

Paweł Marek: Nie ma co ukrywać, że jednym z największych minusów „Discovery” jest właśnie odejście od dotychczasowej formy przedstawiania historii. „Star Trek” zawsze był proceduralem i schemat ten sprawdzał się wyśmienicie od samego początku. Każdy odcinek był wyjątkowy na swój własny sposób, pokazując, jak wiele istotnych rzeczy można zawrzeć w niecałej godzinie, nie tracąc przy tym na treści. „Discovery” stało się operą mydlaną, która postanowiła przykuć uwagę widzów cliffhangerami i mdłymi wypełniaczami fabularnymi, co jest ciosem poniżej pasa. „Star Trek” w tym wydaniu stracił swoją możliwość operowania wieloma emocjami i zdolność uwidaczniania prawdziwych problemów ciążących na bohaterach. Zamiast tego dostaliśmy mdłą opowieść o miłości, zdradzie oraz wojnie, która z powodzeniem mogła zostać opowiedziana w jednym odcinku.

Star Trek, Discovery, Star Trek: Discovery, recenzja, sezon 1

Rozbieżności fabularne między „Discovery” a resztą uniwersum

Monika Kujawa: Jako że z samym „Star Trekiem” nie miałam wcześniej dużo wspólnego (nadrabiam drugi sezon serii oryginalnej), to nieścisłości kanoniczne tak bardzo mi nie przeszkadzały, a jednak i tak coś tu do końca nie gra. Twórcy postanowili wykorzystać istniejące luki w uniwersum i tam umieścić „Discovery” – w teorii brzmi to świetnie, nawiązujemy do ustalonych rzeczy i dodajemy dodatkowe, bez zmieniania wszystkiego. Wszystko byłoby fajnie, jednak owe „luki” niekoniecznie nimi były. Wyszło na to, że razem ze Spockiem wychowywała się nasza główna bohaterka, Michael – a my dopiero teraz ją poznaliśmy i chyba nikt nigdy wcześniej o niej nie wspomniał. Mamy też nieszczęsnego Harry’ego Mudda – o ile pomysł na odcinek z „dniem świstaka” bardzo mi się podobał, o tyle sama jego postać już niekoniecznie. Pomijając to, że Mudd nie przypomina w ogóle znanego krętacza, którego spotkała załoga kapitana Kirka, to po prostu wszystko przestaje mieć sens, gdy przychodzi do wyznaczenia kary za jego wyczyny. Jak bardzo jego żona nie byłaby w przyszłości marudna, to po prostu nie było odpowiednie.

Paweł Marek: W tym miejscu warto spojrzeć na cały temat trzeźwym okiem. „Discovery” jest pełne nawiązań do kanonu i, wbrew pozorom, wcale mu nie przeczy. Liczne zarzuty skierowane pod adresem fabuły dotyczyły przede wszystkim bardzo krótkiego okresu dzielącego historię „Discovery” od TOS (The Original Series). Na pierwszy ogień poszły oczywiście przytyki do uniformów, ale wystarczy spojrzeć na to, jak szybko i łatwo zmieniane były one w innych serialach z uniwersum i zawsze było to akceptowane przez fanów. Kolejnym i chyba najpoważniejszym zarzutem wobec serialu jest napęd, z jakiego korzysta okręt. Tutaj też łatwo dojść do porozumienia z kanonem, patrząc na jeden z pierwszych odcinków „Discovery”. Kiedy Burnham pojawił się na okręcie, sprawne oko fanów szybko wychwyciło załogantów z tajemniczą czarną plakietką na piersi. Fani dobrze znają ten wzór, który do tej pory przypisany był w kanonie odpowiedzialnej za tajne projekty Floty Sekcji 13. Sekcja 13 nie podzielała spojrzenia i ideałów reszty Federacji i niejednokrotnie odpowiedzialna była za przedsięwzięcia urągające przekonaniom oficerów. Finał pierwszego sezonu zdaje się potwierdzeniem tego, że Federacja nie jest tak krystaliczna, jakby się zdawało. Wojna z Klingonami również może być łatwo wytłumaczona. W TOS liczba okrętów wydaje się mocno ograniczona, a do tego dochodzi sposób, w jaki załoga reaguje na pojawienie się statków przeciwnika – osłony w górę, naładować broń i czekać na atak. Reakcja Federacji na Klingonów może wskazywać na to, że doskonale wiedzą, czego się po nich spodziewać. Kapitan Kirk w jednym z odcinków stwierdza, że doskonale wie, do czego ta rasa jest zdolna i widział okropieństwa, których się dopuściła.

Star Trek, Discovery, sezon 1, recenzja

Innowacje, pójście z duchem czasu – pierwsze „fuck” na antenie, pierwszy pocałunek pary LGBT, najbardziej krwawe sceny

Monika Kujawa: Uniwersum „Star Treka”, jak i wszystko inne, musi się z czasem rozwijać. Uważam to za pozytywny aspekt serii. Czy nie o to od zawsze chodziło w „Star Treku”? Tym razem dostajemy przekleństwa, ale tylko jednorazowo, by pokazać, że mogą to zrobić. Wyszło ciekawie i zabawnie, nikt raczej nie planuje tego nadużywać. Mamy też pierwszy pocałunek męskiej pary homoseksualnej – ponad 50 lat trwania uniwersum i wreszcie takie rzeczy mogą być pokazane. Paul Stamets i Hugh Culber stają się najbardziej charakterystyczną parą tej serii, a ich relacje świetnie się ogląda. „Discovery” nie wzbrania się również przed krwawymi scenami, jakich wcześniej fani nie mogli ujrzeć – w dobie obecnej telewizji nie jest to nic szokującego. Jednak „Star Trek” kojarzony jest bardziej z pokojowym nastawieniem, tu mamy ciągły stan wojny, więc wszystko jest odpowiednio uzasadnione.

Paweł Marek: „Star Trek” nigdy nie unikał kontrowersji, jednak robił to w sposób wyważony i zawsze ukryty pod płaszczykiem eksploracji obcych cywilizacji. Brutalność za każdym razem miała miejsce poza ekranem, przez co serial mógł skupić się na psychice głównych bohaterów i tym, jak sobie radzą już po fakcie. Śmierć zawsze była czysta, więc nie dziwi fakt, że „Discovery” wzbudził w tym miejscu skrajne emocje. W dużej mierze było to jednak podyktowane standardami telewizji, która musiała pilnować się w tym, co prezentują na ekranach. Dzisiaj mamy platformy streamingowe, pozwalające na zupełnie inne podejście do tematu, przez co „Star Trek” miał możliwość pójścia zupełnie inną ścieżką rozwoju niż poprzednie seriale z tego uniwersum. Nie powinno zatem nikogo dziwić pojawienie się pary homoseksualnej, krwi oraz przekleństw.

Star Trek, Discovery, Star Trek: Discovery, recenzja, sezon 1

Załoga – czy to idealnie dobrana grupa ludzi o odmiennych zdolnościach?

Monika Kujawa: Podstawą dobrej historii są postacie. Tutejsza załoga, a raczej jej istotni członkowie, wyróżniają się na tle innych. Mamy tu: Saru – Kelpianina, pierwszego z tej niemalże wymarłej rasy zasiadającego w Gwiezdnej Flocie, cechującego się lojalnością oraz rozwijanymi umiejętnościami przywódczymi; Lorcę – bezwzględnego kapitana, gotowego poświęcić wiele, byle osiągnąć zwycięstwo; Tilly – jedną z najmilszych istniejących postaci, zawsze pomocną i przyjacielską; Stametsa – naukowca, chcącego rozwijać swoje doświadczenia; Michael – odważną, początkowo logiczną i zamkniętą na innych. Wszyscy oni razem dobrze współgrają i nawiązują ciekawe relacje. Można uznać, że nikt nie znalazł się tu bez powodu, a fabuła tylko nas w tym utwierdza i rozwija związki między nimi.

Paweł Marek: „Star Trek” zawsze kierował się tym samym schematem doboru załogi i zawsze były to osoby znajdujące się na mostku, plus lekarz w ambulatorium i „szef” maszynowni. „Discovery” wyłamało się z tego, co od razu widać w jakości relacji pomiędzy głównymi bohaterami. Doktor Culber przez większość odcinków jest niemal anonimowy, a cały jego wkład w fabułę to związek ze Stametsem, który tak naprawdę nie wiadomo, za co jest odpowiedzialny, poza obsługą eksperymentalnego napędu. Twórcy serialu porzucili gdzieś po drodze dramaturgię towarzyszącą pracy jako lekarz i „szef”, co jest nieprzyjemną zmianą, patrząc na to, jak wiele możliwości fabularnych te pozycje oferują. Jeśli chodzi o sam mostek, tutaj również można spotkać się z problemem pokazania osób na nim pracujących. „Star Trek” nauczył fanów, że każda osoba obecna na mostku będzie dobrze przedstawiona. „Discovery” pozbył się tego zobowiązania, skupiając się jedynie na dwóch-trzech osobach, pozostawiając na barkach fanów pytania o to, kim jest cała reszta. Anonimowość postaci, które przecież są obecne w każdym odcinku, bardzo negatywnie rzutuje na cały serial.

Star Trek, Discovery, sezon 1, recenzja

Wartości Gwiezdnej Floty – jak serial sobie z tym radzi?

Monika Kujawa: Gwiezdna Flota powinna zawsze zachowywać się tak, jak przystało na tych dobrych. Honorowi, uczciwi – cóż, tutaj nie do końca tak się działo. Część nieodpowiednich zachowań bohaterów mocno związana jest z głównym wątkiem fabularnym, a wszystko można przysłonić wojną. Gdy sami jesteśmy w stanie usprawiedliwić nieodpowiednie zachowanie, bohaterom uchodzi to na sucho. Sam serial skupia się na pewnym rozwoju Michael – od buntowniczki do przykładnej członkini załogi. To ona też pokazuje nam, że mimo trwającej wojny można postępować słusznie. Na to czekałam i mam nadzieję, że dalej nie przestanie świecić przykładem.

Paweł Marek: „Discovery” już w pierwszym odcinku pokazało, że nie ma zamiaru iść utartym schematem. Niemal religijne oddanie załogi dla wartości wyznawanych przez Federację zostało bardzo szybko porzucone, jeśli tylko w grę wchodziły prywatne sprawy kogoś z głównych bohaterów. Pierwsza Dyrektywa, zabraniająca kontaktów z cywilizacjami niegotowymi do kontaktu, została pogwałcona bez chwili namysłu. Burnham, pomimo swojego wychowania, nie wykazuje żadnych cech z tego pochodzących. Jej emocjonalna strona niemal natychmiast bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, jeśli do głosu dochodzą jej emocje. Przykrywanie tych zachowań pojedynczymi odruchami przyzwoitości oraz finałowym nawróceniem się załogi nie może zostać zapomniane. Załoga Discovery popełniła bardzo wiele złych rzeczy, jednak można to usprawiedliwić działaniem kapitana Lorcki, który po mistrzowsku manipulował ich kompasem moralnym. Główni bohaterowie są świadomi tego co zrobili, a co najważniejsze, potrafili się do tego przyznać. Chyba właśnie w tym tkwi potęga ideologiczna Federacji.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
8
Muzyka
6
Scenariusz
6
„Star Trek: Discovery” jest ciekawą propozycją dla nowych fanów, ale starzy mogą się na nim srogo zawieść. Całość jest porządnie wykonana i ładnie się prezentuje. Powrót „Star Treka” do telewizji nie wypadł najgorzej i oby nas jeszcze pozytywnie zaskoczył w kolejnym sezonie.
Ocena czytelników
5

Plusy

  • innowacyjne podejście do „Star Treka”
  • historia inna niż dotychczasowe
  • dopracowany wizualnie
  • nowy wygląd Klingonów
  • bardzo liczne easter eggi

Minusy

  • zbyt przewidywalne plot twisty i zbyt duża ich ilość
  • próba zmiany kanonu
  • porzucenie dotychczasowej formy proceduralu na rzecz jednej fabuły przez cały sezon nie wszystkim przypadnie do gustu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Star Trek: Discovery

Fabuła serialu umiejscowiona jest dziesięć lat przed wydarzeniami z oryginalnego „Star Treka”. Wybucha wojna między Zjednoczoną Federacją Planet a Imperium Klingońskim. …


Aktualności