Recenzja do: Perfume (2018 )
Recenzje

Powieść „Pachnidło”, pióra Patricka Süskinda, doczekała się nie tylko adaptacji na całkiem udany film, ale też serialowej wariacji na temat. Niemiecki serial „Parfum”, który trafił na Netflixa przed świętami, nie jest bowiem kolejną próbą przeniesienia znanej nam już historii na ekran (tylko tym razem mniejszy). „Parfum” jedynie inspiruje się opowieścią o genialnym perfumiarzu, gotowym zabić, byle tylko uzyskać pożądany przez niego zapach. Czy swobodne podejście do tematu wyszło produkcji na dobre? Przekonajmy się!

Czy emocje mają zapach?

Główny bohater powieści Süskinda – Jean-Baptiste Grenouille – mógł poszczycić się genialnym węchem. Jednak los zakpił sobie z niego i poskąpił mu czegoś, co pozwoliłoby mężczyźnie poczuć się jak każdy normalny człowiek: od samych narodzin nie wydzielał żadnego zapachu. Mankament ten doprowadził niesamowitego perfumiarza do tego, że zabijał atrakcyjnie pachnące kobiety, by stworzyć z nich idealne pachnidło. Ekstrahował z nich zapach, pozwalający mu na wtopienie się w tłum, zyskanie jego przychylności, a nawet na wzbudzenie pożądania u ludzi nieświadomych jego manipulacji. Niewątpliwie wywieranie wpływu na ludzi za pośrednictwem zapachu jest motywem przewodnim niemieckiego serialu, luźno czerpiącego z historii Grenouille'a.

Kadr z serialu „Parfum”

Zaczątek intrygi, jak w każdym szanującym się kryminale, rozpoczyna się od zabójstwa. Już w pierwszych minutach serialu Roman Seliger (Ken Duken) odnajduje zwłoki przyjaciółki. Ktoś udusił kobietę i okaleczył jej ciało – wyciął gruczoły zapachowe spod pach i okolic krocza, ogolił również głowę denatki. Uczestnicząca w śledztwie policjantka – Nadja Simon (Friederike Becht) – szybko odkrywa, że sprawcą kierowała niezdrowa fascynacja zapachem. Krąg podejrzanych o ten czyn zawęża się do grona szkolnych znajomych ofiary, tak się bowiem składa, że za młodu byli zafascynowani tworzeniem perfum oraz zmysłem powonienia. W śledztwie brakuje jednak kilku istotnych elementów, pozwalających rozwiązać tę sprawę z marszu. Tymczasem czas goni, giną bowiem kolejne kobiety.

Jak pachnie normalność?

Pierwszy sezon „Parfum” składa się z sześciu odcinków, z których każdy liczy sobie około godzinę (plus minus kilka minut – zdarzają się epizody zarówno odrobinę krótsze, jak i nieznacznie dłuższe). To wystarczająco dużo czasu, by zarysować nam złożoność relacji pomiędzy bohaterami i pokazać, jak są toksyczne i destrukcyjne. Każdy z podejrzanych – Roman (Ken Duken), jego żona Elena (Natalia Belitski), perfumiarz Moritz (August Diehl), Daniel, zwany Szczerbolem (w tej roli Christian Friedel) oraz prowadzący burdel Thomas (Trystan Pütter) – to złożone postacie, mające nie tylko bogatą wspólną historię ze szkoły, ale też wiele problemów, będących pokłosiem tego, że kiedyś spędzali ze sobą czas, zabijając nudę seksem, intrygami i dziwnymi eksperymentami. Nie tylko oni mają na swoim koncie skomplikowane relacje – szybko poznajemy tajemnicę policjantki romansującej z żonatym mężczyzną. 

Kadr z serialu „Parfum”

Głównych bohaterów wiele łączy, jednak jeszcze więcej dzieli. Nie jest trudno dojść do wniosku, że pewnie nie spotkaliby się ponownie, gdyby nie zabójstwo. Narracja pokazuje ich nie tylko w czasie śledztwa, ale też ujawnia, jak zachowywali się w szkole i co robili. Retrospekcje pozwalają nam na zrozumienie motywacji poszczególnych podejrzanych, a przynajmniej wydawało się, że o to chodzi twórcom serialu, gdy wprowadzali coraz to nowe wątki. Niestety, efekt ten nie do końca udało się w ten sposób osiągnąć – nadmiar elementów w tej układance sprawia, że trudno nam jest uczestniczyć aktywnie w rozwiązywaniu poszczególnych zagadek. Nie wszystkie z podanych tropów zasługują na miano istotnych, służąc jedynie myleniu śladów i sprawieniu, że widzowi trudniej jest odkryć, kto naprawdę stoi za morderstwami. Czy odbiera nam to przyjemność z produkcji? Mnie tak, już po kilku takich zmyłkach przestałam się wysilać i domyślać rozwiązania intrygi, stając się biernym obserwatorem zdarzeń. Być może dlatego zakończenie „Parfum” zdawało mi się wyskakiwać jak diabeł z pudełka, bez solidnych i niepodważalnych podwalin w fabule.

Ważny jest nie tylko węch!

Człowiek posiada jednak więcej zmysłów niż tylko powonienie, warto zatem przyjrzeć się innym aspektom produkcji. Aktorzy bez większego wysiłku sprostali swoim rolom, pozwalając widzowi uwierzyć w motywację postaci i zrozumieć podejmowane przez nie decyzje. Drobnym problemem okazał się fakt, że bohaterowie wydawali się zbyt sztuczni. To jednak nie wina obsady, a twórców, którzy chcieli wykreować kilka skrajnie dysfunkcyjnych jednostek, obdarzając je wspólną historią, będącą jednak zbyt niewiarygodną, by zaakceptować ją tak po prostu. Warto zwrócić też uwagę na poszczególne sceny, niektóre z nich potrafią wpaść w oko. I pewnie nawet mogłabym pochwalić ten serial za niektóre ujęcia, gdyby nie fakt, że sporo z nich epatuje nagością i brutalnością, nie zawsze dającą się wytłumaczyć.

Kadr z serialu „Parfum”

Chociaż „Parfum” nie jest ekranizacją książki Süskinda, to czerpie z niej pełnymi garściami. Bez żadnych oporów nawiązując do sławnej powieści niemieckiego pisarza. Wprawne oko wychwyci nie tylko jej egzemplarz, przewijający się przez kilka scen, ale też kadry z ekranizacji z 2006, którą ogląda Nadja, by zrozumieć fenomen zapachu i możliwą motywację sprawcy zabójstw.

Summa summarum

„Parfum” to całkiem niezły serial dla osób, które cenią sobie prozę Süskinda i z chęcią na własnej skórze przekonają się, gdzie zaprowadziła inspiracja jego powieścią. Serial sprawdzi się też jako rozrywka dla wszystkich tych, którzy lubią kryminały i powolne odkrywanie tajemnic – będą mieli na to sześć godzin, a istnieje duża szansa, że zakończenie i tak ich zaskoczy. Pewien problem może stanowić fakt, że produkcja jest niemieckojęzyczna (nie każdy słucha tego języka z przyjemnością); problem rozwiązuje jednak przyzwoity polski lektor.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
8
„Parfum” to niezwykle udana wariacja na temat historii znanej nam z powieści Süskinda, czerpiąca z niej pełnymi garściami i sprawnie żonglująca znanymi nam motywami. Zręcznie zrealizowana, bez wątpienia sprawi wiele przyjemności wielbicielom kryminałów, których nie odstrasza nagość oraz brutalność niektórych scen.
Ocena czytelników
7

Plusy

  • wciągająca i wielowątkowa intryga
  • rozbudowane, wielowymiarowe postacie
  • dynamiczne i skomplikowane relacje między bohaterami
  • dwutorowa narracja, pozwalająca widzowi zajrzeć w przeszłość bohaterów
  • przyzwoita gra aktorska

Minusy

  • niektóre sceny epatują nagością i brutalnością
  • pojawia się nieco za dużo wątków, mających zmylić widza
  • zakończeniu brakuje solidnych fundamentów

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Aktualności