Recenzja do: Krypton (2018 )
Recenzje

Wydaje mi się, że to względny sukces „Gotham” zainspirował stację SyFy do zamówienia podobnej produkcji. Skoro jednak ze względu na prawa autorskie nie mogli już omówić przeszłości Batmana ani żadnego innego członka Arrowverse… wzięli się za postać Supermana. Czy fani Henry’ego Cavilla lub Christophera Reeve’a znajdą w tej produkcji coś dla siebie? Moim zdaniem nie, gdyż pilot serialu „Krypton” to twór płytki, sztampowy i niczym się niewyróżniający.

Przyznam szczerze, że wcześniej nie zastanawiałem się, czy „Krypton” przypadnie mi do gustu. Uwielbiam superbohaterskie produkcje Netflixa, czerpię też radość z oglądania większości seriali należących do Arrowverse. Produkcja opowiadająca o przeszłości ojczyzny Supermana mogła być bardzo odświeżająca i innowacyjna. Tym bardziej, że o samym Kryptonie nie dostaliśmy nigdy zbyt dużo informacji. Czy jednak to się udało? Moim zdaniem nie, a „Krypton” pozostanie dla mnie serialem, któremu prawdopodobnie nie dam drugiej szansy.

Krypton, serial, recenzja, pilot, SyFy, Superman

„Krypton” to w zasadzie prequel historii Supermana, rozgrywający się na tytułowej planecie na blisko 200 lat przed jej zniszczeniem (i wysłaniem małego Kal-Ela na Ziemię). Produkcja opowiada o Segu, dziadku przyszłego superbohatera. Poznajemy go w momencie, gdy ten (z powodów ideologicznych) traci swojego dziadka, a także tytuł i nazwisko. O ile w znacznym stopniu pokazuje nam to, w jaki sposób traktowano naukowców na Kryptonie, o tyle można od samego początku odcinka mieć wrażenie sztampowości produkcji i wynudzenia. Hm, chwila, czy gdzieś już w jakimś serialu nie widzieliśmy sceny zabójstwa członka rodziny na oczach małego chłopca? Poczucie sztampowości niestety nie znika i przewija się w większości wątków w odcinku.

Zagłada zagładzie nierówna

Pierwszym momentem, w którym serial przestał mnie nudzić, była rozmowa Sega z Adamem Strangem – podróżnikiem z przyszłości, który prosi Kryptończyka o uratowanie własnej planety i umożliwienie tego, by narodził się mu wnuk – największy bohater we wszechświecie. I o ile początkowo ten fragment faktycznie pozwala stwierdzić, że może serial nie jest aż tak zły i że ma jakiś potencjał, tak po zastanowieniu się – ta rozmowa nie ma żadnego sensu. Adam prosi Sega o uratowanie Kryptonu, jednak wszyscy wiemy, że 200 lat później planeta i tak zostanie zniszczona, co przyczyni się do wysłania Kal-Ela na naszą planetę. Czyżby jedna zagłada wszystkich mieszkańców była lepsza od drugiej?

Wszyscy znamy zakończenie

Największym problemem w tym serialu jest moim zdaniem jego podstawowe założenie: próba opowiedzenia, jak wyglądał Krypton przed narodzinami Supermana. Przez to w zasadzie cała fabuła traci na znaczeniu. Wiemy doskonale, że Superman posiada nazwisko swojego rodu, zatem wiemy, że Seg w jakiś sposób je odzyska. Wiemy też, że serial powinien delikatnie odciąć się od przyszłości, by pokazać Sega jako bohatera samego w sobie, a nie „z przymusu”.

Czy komuś innemu się spodoba?

Serial będzie też moim zdaniem trudny w odbiorze dla fanów komiksowych poczynań Człowieka ze Stali. Z racji tego, że historia toczy się na Kryptonie, brak tu Żółtego Słońca, które potrafi wzmocnić Kryptończyków. Jeżeli ktoś liczył na to, że otrzymamy bardziej dojrzałe spojrzenie na tę rasę, a sam serial będzie ambitniejszy niż „Supergirl”, prawdopodobnie szybko się wycofa. Postacie zostały przedstawione bardzo płasko, nie ma tu też w zasadzie nikogo, kto wykazał się lepszym aktorstwem. Sam Seg-El (grany przez Camerona Cuffe’a) jest postacią mało interesującą. Scenarzyści na siłę starają się z niego stworzyć buntownika o dobrym sercu, który dba przede wszystkim o rodzinę i przyjaciół. Jest przy tym jednak mało „charakterystyczny”, nijaki. Jego działania nie wydają się mieć za dużo sensu i celu. Wątek przyjęcia przez niego nazwiska Vex jest niezrozumiały i poprowadzony niejako dziecinnie, przez co osobiście odebrałem Sega jak rozpieszczone dziecko, które lubi się pobawić i czasem ryzykuje, jednocześnie pozostając postacią nudną i mało ciekawą. 

Koszmarne stroje i efekty

Krypton, serial, recenzja, pilot, Syfy, Superman

Scenografia jest w serialu poprawna, jednak nie wyróżnia się zbyt mocno na tle innych seriali science-fiction. Problemem jest to, że w kilku scenach widać znaczące przejście między efektami komputerowymi a elementami rzeczywistymi. Dużo do życzenia pozostawiają natomiast kostiumy. Peleryna Supermana wygląda jak zużyta cerata, większość postaci ubrana jest jak bliżej niezidentyfikowana grupa biedaków, a sam Adam Strange wychodzi na hipstera niedbającego o wygląd (co akurat ma odrobinę uroku). Byłbym również wdzięczny twórcom, gdyby popracowali odrobinę nad charakteryzacją bohaterów. O ile postać Brainiaca wypadła naprawdę dobrze i wzbudziła nawet we mnie lekki lęk (ostatnia scena z jego udziałem to najlepsze, co zobaczyłem w tym serialu, widać, że twórcom zależało na sprawieniu odpowiedniego wrażenia), tak nie czułem się potraktowany zbyt poważnie, gdy zobaczyłem Lestrade’a z „Sherlocka” w roli ojca Sega – drobna metamorfoza pomogłaby pozbyć się wrażenia śmieszności. 

Chociaż widać tu spore chęci twórców i wydaną dużą ilość pieniędzy, trudno polecić komukolwiek tę pozycję. „Krypton” moim zdaniem będzie serialem klasy C, który po pierwszym sezonie zakończy swoją egzystencję. Żałuję jedynie fantastycznego wprowadzenia Brainiaca do uniwersum.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
4
Muzyka
2
Scenariusz
2
Krypton okazał się być dla mnie planetą pełną nudy i sztampy, na którą nie planuję już nigdy wracać.
Ocena czytelników
6.5

Plusy

  • próba stworzenia serialu o Supermanie bez Supermana
  • świetne wprowadzenie Brainiaca do fabuły

Minusy

  • kostiumy
  • scenariusz
  • płaskie postaci
  • chaotyczne przedstawienie głównego bohatera
  • brak logiki
  • próba stworzenia serialu o Supermanie bez Supermana...

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Powiązane

Seriale

Krypton

Serial opowiada historię planety Krypton, na której urodził się Kal-El, znany powszechnie jako Superman. Fabuła obrazuje życie rodziny El przed jego pojawieniem …