Recenzja do: Lorena (2019 )
Recenzje

Chociaż „Lorena”, miniserial dokumentalny od Amazona, ma raptem cztery odcinki, to jest na tyle trudny w odbiorze, że trudno jest ująć w słowach to, co właściwie jeszcze przed chwilą widziało się na ekranie. Obecnie, w dobie mediów społecznościowych, o wiele częściej mówi się o problemach kobiet związanych z przemocą czy molestowaniem seksualnym. Myślę, że „Lorena” potrafi otworzyć oczy wielu, także tym, którzy uważają, że „kiedyś tego nie było” lub że jest to fanaberia gwiazd, chcących zaistnieć w mediach. Szokujące jest to, że temat przemocy wobec kobiet był głośny w amerykańskich mediach już prawie 30 lat. A jeszcze bardziej szokuje fakt, że ludzie szybko wyparli ten temat z pamięci. Twórcy dokumentu odświeżają go w szczegółowy sposób.

Serial opowiada historię tytułowej Loreny Bobbit, Amerykanki pochodzenia ekwadorskiego, która pod koniec lat 80. ubiegłego wieku przyjechała do USA, aby tam spełnić swój „amerykański sen”. Lorena wkrótce poznała Johna Bobbita, z którym wzięła ślub mając zaledwie 20 lat. Wkrótce mężczyzna zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze, które doprowadziło do tragedii mocno nagłośnionej w mediach: żona Johna obcięła mu penisa. Autorzy dokumentu stopniowo odkrywają przed widzem, co właściwie doprowadziło do tak desperackiego czynu.

Słowo przeciwko słowu

Moim zdaniem dobry film dokumentalny czyni przede wszystkim narracja. Nie sądzę, aby komuś podobał się film lub serial, w którym fakty przedstawione są na sucho, mamy dodatkowe wypowiedzi świadków danych zdarzeń czy ekspertów i tyle. „Lorena”, pomimo tego, że jest bardzo krótkim miniserialem, odpowiednio buduje narrację oraz napięcie. W pierwszym odcinku mamy bowiem pokazaną bardziej „stronę” Johna. Mężczyzna przyznaje, że jego zdaniem żona okaleczyła mu genitalia, ponieważ nie mogła pogodzić się z jego odejściem. Mamy przedstawione wydarzenia od jego strony, gdzie dowiadujemy się, co bezpośrednio zaszło po tej tragedii, słuchamy wypowiedzi lekarzy, którzy wtedy mu pomogli i ogólnie widz zaczyna nawet współczuć Johnowi, ponieważ większość słów, które padają (zwłaszcza ze strony mężczyzn), to słowa współczucia. Bohaterowie mówią o tym, że jest to najgorsza ujma dla mężczyzny. Pokazane mamy nawet to, że John po tym wszystkim stał się, o dziwo, pewnego rodzaju celebrytą, zwłaszcza w branży filmów dla dorosłych.

Jednak za chwilę dowiadujemy się, jak cała sprawa wyglądała od strony Loreny. Żona uzasadnia atak na męża tym, że próbował dokonać na niej gwałtu, czemu John zaprzecza. Stopniowo cała historia staje się pretekstem do tego, aby opowiedzieć widzom, jak jeszcze raptem 30 lat temu opinia publiczna postrzegała przemoc domową oraz gwałt małżeński. W zasadzie niemal do końca widz nie jest pewny, która wersja jest prawdziwa. Czy Lorena chciała na siebie zwrócić uwagę, usprawiedliwić swój czyn? W zasadzie w dokumencie nie pada odpowiedź na to pytanie, a widz sam musi się zastanowić, komu wierzyć.

Odpowiednia narracja

Narracja oraz napięcie budowane w „Lorenie” są perfekcyjne. Może się wydawać, że opowieść jest dość jednostronna, ponieważ bardziej skupia się na pani Bobbitt, jednak są to tylko pozory. Miniserial w zasadzie bardziej opowiada nam o sile mediów i o tym, że każdą tragedię można bardzo szybko strywializować, uczynić ją medialną, wręcz tabloidalną, nawet jeśli główni bohaterowie nigdy nie chcieli takiego rozgłosu. Dużym plusem dokumentu są nie tylko opowieści świadków tamtych zdarzeń, ale też i same archiwalne nagrania (również z sali rozpraw), gdzie sami możemy się przekonać, że tak i jak dzisiaj w przypadku ruchu #metoo, tak samo i wtedy nie każdy uwierzył w historię o przemocy domowej, która spotkała Lorenę. Fakty przed widzem są odkrywane stopniowo, a w każdym odcinku jest rzecz, która może mocno zszokować.

Od strony technicznej dokument jest wręcz idealny. Dużym plusem jest zestawienie archiwalnych nagrań z wypowiedziami bohaterów tamtych zdarzeń – przy okazji możemy zobaczyć, jak dużo się zmieniło, jak ludzie się postarzeli, a tym samym – ile czasu upłynęło. Niektóre ze zdjęć mogą być jednak dość drastyczne dla wrażliwego widza; na szczęście nie ma ich zbyt dużo. Dokument jest bardzo szczegółowy i warto poświęcić mu jeden lub dwa wieczory.

Myślę, że głównym przesłaniem „Loreny” jest właśnie to, że rewolucja zaczęła się znacznie wcześniej. Często mówi się o tym, że nastała „epoka #metoo”, że głośno mówi się o molestowaniu, gwałtach, przemocy wobec kobiet, że dopiero teraz się odważono. Ten dokument udowadnia, że to nieprawda. Oprócz sprawy Loreny Bobbitt twórcy zahaczają o podobne wydarzenia, które miały miejsce jeszcze wcześniej. Tak więc już prawie 30 lat temu odważono się o tym mówić, kobiety chciały, aby w końcu nastała sprawiedliwość, jednak być może wtedy siła mediów nie była taka jak dzisiaj – w dobie Internetu każdy może się wypowiedzieć na dany temat i widzimy, co trafia do opinii publicznej, a co nie. Uważam, że dokument jest naprawdę warty obejrzenia, pomimo bardzo trudnego tematu.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
9
Muzyka
9
Scenariusz
8
"Lorena" jest dokumentem opowiadającym o szokującym, ale i trudnym temacie. Strywializowana tragedia jednej pary zmusza widza, aby popatrzył głębiej na problemy, które trapią także i dzisiejsze społeczeństwo. Jest to ważny głos w sprawie praw kobiet.
Ocena czytelników
8

Plusy

  • bardzo dużo treści, szczegółów, w krótkim miniserialu dokumentalnym,
  • archiwalne zdjęcia z dawnych lat,
  • szczegółowa i niejednoznaczna analiza problemu

Minusy

  • część zdjęć może być zbyt drastyczna dla wrażliwych odbiorców

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.