Recenzja do: The Handmaid's Tale (2017 )
Recenzje

Przyznaję, że trzeci sezon słynnego już serialu na podstawie powieści Margaret Atwood to jedna z tych pozycji, na którą bardzo czekałam w tym roku. W końcu na HBO Go pojawiły się pierwsze trzy odcinki. Po mocnym finale sezonu drugiego twórcy postawili sobie wysoko poprzeczkę, więc byłam bardzo ciekawa, co mogą nam zaserwować w kolejnej serii. Niestety, muszę przyznać, że po pierwszych trzech odcinkach widać trochę wypalenie. Być może to jednak tylko wrażenie i raczej nie chcę wyrokować po samym początku, czy cały sezon taki będzie.

W pierwszych dwóch odcinkach skupiamy się na tym, co stało się z June oraz Emily, która wraz z dzieckiem przyjaciółki próbuje się przedostać do Kanady. Ucieczka oczywiście nie pozostaje bezkarna dla głównej bohaterki, a tym samym wkrótce po powrocie do domu Waterfordów trafia ona do komendanta Lawrence’a, którego mieliśmy okazję poznać pod koniec sezonu drugiego – tu staje się on jedną z ważniejszych (a zarazem ciekawszych) postaci. Widzimy też rozterki Emily, która przeżywa prawdopodobnie zespół stresu pourazowego po tym, co przeżyła w Gileadzie. Wciąż nie rezygnuje z poszukiwań syna i żony. Tymczasem Serena Joy i jej mąż przeżywają kryzys w małżeństwie. Kobieta zaczyna powoli dostrzegać, że dla Gileadu oraz bez męża jest właściwie nikim.

Gdzie ta rewolucja?

Przede wszystkim raczej nie spodziewałam się, że akcja będzie się tak dłużyć, a przy tym główna bohaterka działa dosyć intuicyjnie, bez jakiegoś większego planu. Na początku June zależy na tym, aby odzyskać starszą córkę, lecz, jak się okazuje, nie jest to takie proste, jak mogłoby się wydawać. Nowy dom, do którego trafiła, jest też bardzo specyficzny. Chciałoby się zapytać, gdzie właśnie ta rewolucja, która miała wszystko zmienić, a Gilead miał upaść? Wygląda na to, że na ten moment jeszcze trochę poczekamy. Widz dowiaduje się, że istotną rolę prawdopodobnie odegrają w jakiś sposób Marty. Mimo wszystko też widzimy stopniowe zmiany, takie jak to, że podręczne robią się coraz odważniejsze i na zakupach dość śmiało rozmawiają o tym, co dzieje się także poza krajem.

Moim zdaniem najbardziej korzystnie wypada odcinek trzeci, w którym mamy trochę nawiązań do przeszłości, ale też i niesamowitą scenę konfrontacji June ze swoim nowym panem, komendantem Josephem. Wydaje się, że będzie to również fascynująca postać. Początkowo zanosiło się, że będzie on po stronie zbuntowanych, lecz w tym sezonie widzimy, że jest to o wiele bardziej skomplikowane, a mężczyzna skrywa wiele mrocznych tajemnic.

Czy kobiety mają głos?

W pierwszych odcinkach trzeciego sezonu powracamy też mocno do postaci Emily i Sereny Joy, ale są one obie pokazane z zupełnie nowej perspektywy. Marzenie tej pierwszej przynajmniej częściowo się spełnia - doświadcza ona wolności, lecz czuje się przy tym zagubiona. Jest to właściwie normalne, że po ciężkich przeżyciach trudno dostosować się do wręcz luksusowych warunków. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że z czasem bohaterka odzyska siły i radość życia.

Inna sprawa jest z Sereną Joy. Do tej pory uprzywilejowana, teraz odczuwa to, co mogą przeżywać podręczne czy Marty. Upokorzona przez męża, ale jednocześnie przekonana, że jest to jedyny sposób, aby uniknąć najgorszej kary. Zabrano jej upragnione dziecko, a do tego wszyscy dookoła wmawiają jej, że jest winna całej sytuacji, łącznie z kryzysem małżeńskim. Zastanawiam się, kiedy w końcu pozornie idealne małżeństwo Waterfordów się rozwali. Czy będzie to wraz z momentem całkowitego buntu Sereny, czy może nawet wcześniej? Osobiście chciałabym zobaczyć, jak bohaterka grana przez Yvonne Strahovski dołącza do upragnionej rewolucji.

Uważam, że seria wciąż stoi na wysokim poziomie, tak jak poprzednie, ale jednak po mocnym finale spodziewałam się czegoś więcej. Przyznaję, że pierwsze dwa odcinki nieszczególnie mnie porwały, a dopiero trzeci wciągnął mnie w nową akcję, stąd też taka ocena, a nie inna. Mimo wszystko jestem zdania, że całości na pewno nie można oceniać po samym początku i dalszym odcinkom „The Handmaid’s Tale” dam również szansę.

Gra aktorska
8
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Pierwsze trzy odcinki trzeciego sezonu "The Handmaid's Tale" mogą nieco znużyć i rozczarować, zwłaszcza po naprawdę mocnym zakończeniu poprzedniej serii. Mimo wszystko jest to nadal pozycja godna polecenia i warto dać jej szansę, zwłaszcza, że w trzecim odcinku akcja rozwija się na całego.
Ocena czytelników
9

Plusy

  • gra aktorska
  • dobór muzyki do odcinków
  • mocna scena konfrontacji w trzecim odcinku

Minusy

  • pierwsze dwa odcinki mogą być dość nudne
  • akcja rozwija się bardzo powoli

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.