1
Recenzja do: The Name of the Rose (2019 )
Recenzje

Choć wstyd się przyznać, nigdy nie przeczytałam nawet fragmentu „Imienia róży” Umberto Eco. Na obejrzenie dwóch pierwszych odcinków „Il nome della Rosa” skusiłam się z jednego, prostego powodu – chciałam zobaczyć, jak poradzi sobie nasz polski aktor, którego widzimy teraz w co drugim zwiastunie filmowym. Mowa oczywiście o Piotrze Adamczyku.

Wilhelm z Baskerville zostaje poproszony o pomoc w rozwiązaniu tajemnicy śmierci iluminatora Adelmusa. Ślady wskazują, że było to morderstwo. Niedługo potem ginie kolejny mnich, a Wilhelm niezbyt dobrze radzi sobie z zadaniem. W śledztwie pomaga mu młody adept, Adso.

Nudy

Pierwszy odcinek jest najbardziej nudnym odcinkiem wprowadzającym, jaki kiedykolwiek widziałam. Mamy marne przedstawienie postaci, ich relacji, a na dodatek kilka razy wcinał się narrator, który zwracał się do widza w formie opowieści – i zazwyczaj robił to w dziwnych, jakby losowych momentach, zaburzając akcję, a na dodatek nie przeplatał się płynnie z kadrami. W odcinku drugim już go, na szczęście, nie słyszymy. Sekwencje scen przez oba epizody były zwyczajnie chaotyczne, wrzucane bez większego namysłu – zwłaszcza flashbacki (o ile to były właśnie flashbacki, bo nawet to ciężko jest określić). Jedyne, co wyszło twórcom dobrze, to zakończenia odcinków – właśnie na ostatnie minuty przed końcem nuda zanikała, ustępując miejsca dobrej akcji. W pierwszym odcinku jest to moment odkrycia ciała. W drugim natomiast moja, jak dotąd, ulubiona scena, gdy młody Adso nawdychał się kadzidła i miał halucynacje – to było tak absurdalne, że nie mogłam przestać się śmiać jeszcze na długo po skończeniu.

Klimat klimatowi nierówny

O ile twórcom udało się świetnie pokazać mroczne opactwo, które sprzyjało tajemniczym morderstwom (zwłaszcza w drugim odcinku, gdzie akcja przenosi się po części do ciemnej biblioteki), tak sceny na zewnątrz są miałkie, czasem bez sensu i psują cały ten niepokojący klimat, który powinniśmy odczuwać. Samo śledztwo Wilhelma i Adso posuwa się tak wolno, że momentami aż zapominamy, że ono w ogóle istnieje.

Wilhelm i Adso

Gwiazda polskiego kina

Jak wspominałam na wstępie, jedynym, co mnie zaciekawiło i skusiło do obejrzenia, była chęć zobaczenia tej włoskiej anglojęzycznej produkcji, w której zagrał Piotr Adamczyk. Gra Severinusa, nieco świrniętego lekarza i – ku mojemu przeogromnemu zaskoczeniu, bo nie jestem jego fanką – wyszło mu to genialnie. Wręcz pokuszę się o stwierdzenie, że to jak dotąd najlepiej odegrana rola. Każda inna postać jest miałka, bez szczególnych cech, a nawet jeśli jakieś ma, wydają się one nijakie. Gry aktorskiej zdecydowanie nie mogę uznać za plus tej produkcji, wręcz przeciwnie, każdy gra sztywno. Może właśnie stąd wrażenie, że Adamczyk świetnie sobie poradził, bo na tle gorszych od siebie wypadł naprawdę w porządku.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że to jedynie słaby start, a z kolejnymi odcinkami będzie już tylko lepiej. 

Serial nie jest obecnie dostępny w Polsce.

Gra aktorska
6
Zdjęcia
7
Muzyka
7
Scenariusz
6
Niezbyt dobrze rozpoczęty serial, ale ma potencjał na lepsze odcinki. Oczekiwałam lepszej gry aktorskiej i mroczniejszego klimatu.
Ocena czytelników
5

Plusy

  • zakończenia odcinków
  • pozytywne zaskoczenie Piotrem Adamczykiem

Minusy

  • brak równowagi w tworzeniu klimatu
  • gra aktorska
  • chaos i nuda

Komentarze

(1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

  • Michał Ziaja
    Michał Ziaja
    @michax

    Rozumiem, że mogą się nie podobać odcinki, ale przyznam, że ciężko mi uwierzyć, że oprócz Adamczyka wszyscy słabo grają. Tacy aktorzy jak Emmerson, Everett, a przede wszystkim John Turturro nie są wstanie zagrać słabo. I chyba miałem rację, bo jak poczytałem sobie inne opinie np. na imdb, to Turturro bardzo jest zachwalany, nie tylko dlatego że stworzył inna rolę jak ikoniczna rola Connery'ego w filmie Annauda. Jest chwalony nie tylko w opiniach pozytywnych, ale też negatywnych, i wcale mnie to nie dziwi.

    A co do Adamczyka to ja mam z nim tak, że po prostu nie oglądam większości słabych polskich filmów tylko te dobre polskie (czyli w ogóle nie oglądam polskich komedii nowych), więc dzięki temu nie jestem aktorem zmęczony, bo oglądam go tylko w dobrych rolach, a to dobry aktor jest jak się postara. Zresztą mam taką samą zasadę do każdego polskiego aktora, którzy często się pojawiają w filmach, serialach. Inna sprawa, że w przypadku małego kraju jak Polska to normalne, że wiele twarzy się często widzi w telewizji, serialach i filmie, w latach 90-ych tak było z Lindą i Pazurą. Podobnie jest w UK, czyli też mały kraj gdzie większość aktorów gra wszędzie i anglicy pewnie wszędzie widzą te same twarze, w serialach, filmach i teatrze, np. Olivia Collman co dostała ostatnio Oscara to w co drugim serialu BBC gra, a nie tylko ona. A do Adamczyka wracając to oglądam z nim lepsze filmy, przeprowadzam ostrą selekcje, więc nie znudził mnie, nie zmęczył jeszcze. Widziałem go ostatnio w dość nowych filmach w świetnych rolach w Jestem Mordercą i Sztuce Kochania, a resztę czyli coś około 10 ról z ostatnich dwóch lat nie widziałem. I dlatego to wciąż dobry aktor dla mnie, bo nie znam go z chał:)

Powiązane

Aktualności