Recenzja do: Brew Brothers (2020 )
Recenzje

Miałam nadzieję, że oderwanie się od bardziej popularnych produkcji na Netflixie odświeży mi nieco spojrzenie na seriale. Z tego powodu właśnie sięgnęłam po „Brew Brothers” i o zgrozo! to była jedna z najgorszych decyzji, jaką kiedykolwiek mogłam podjąć.

Tak nie powinien wyglądać biznes

Całkiem zabawne i interesujące zestawienie głównych bohaterów jest głównym wątkiem produkcji. Bracia Adam i Wilhelm nie są biologicznym rodzeństwem, oboje zostali adoptowani, dorastali razem i od dzieciństwa warzyli razem piwo. Do dnia wielkiego konfliktu, po którym nie widzieli się przez wiele lat, aż do dnia, kiedy Adam zawitał do nienajlepiej prosperującego browaru założonego przez Wilhelma. Po dość oschłym powitaniu i zaciętej dyskusji dochodzą do wniosku, że może warto dać sobie kolejną szansę i wchodzą w spółkę. W tym miejscu rozpoczyna się tragedia, to znaczy akcja serialu, rzadko łącząca się z uśmiechem, a częściej z chęcią wyłączenia i zapomnienia wszystkim, co tam się działo.

Brew Brothers, Netflix, Chuy

Bracia mają skrajnie różne charaktery. Wilhelm jest niesamowicie dobrą osobą, nie chce nastawiać do siebie wrogo otoczenia, a jego proces warzenia piwa jest mechaniczny i można powiedzieć dość przypadkowy, dopuszcza możliwość dodania więcej któregoś ze składników i nie zrobi to na nim większego wrażenia. W przeciwieństwie do niego Adam to egocentryk, niedopuszczający do świadomości, że ktoś może być lepszym piwowarem od niego, do tego nie zważa na to, co czują inni, przez to bywa zbyt bezpośredni. Proporcje i przepisy przy tworzeniu piwa to dla niego największa świętość, jest przekonany, że to właśnie jest klucz do jego sukcesu. W barze spotkać można poza braćmi dwóch pracowników. Chuy to niezbyt bystry bohater, którego zachowania nieraz są podstawą żartów. Z kolei Sarah to bardzo mocny damski charakter, trzymający wszystkich we względnych ryzach, dziewczyna ma problemy z hamowaniem agresji.

Genitalia w kuflu, penis na tablicy i sikanie do piwa

Humor produkcji opiera się na wybitnie prymitycznych schematach. Niestety przez większość czasu zamiast parskać śmiechem, wyraz zażenowania często gościł na mojej twarzy. Być może niektórym widzom ten typ żartów przypadnie do gustu, dla mnie zdecydowanie nie są czymś, co rozbawi do łez. Za przykład weźmy fragment, w którym Chuy – jeden z pracowników browaru, postanawia zamoczyć swoje genitalia w piwie, które ma później otrzymać niechciany klient. Po drodze jednak spotyka swojego spragnionego szefa, a ten oczywiście nieświadomie bierze z tacy kufel z niespodzianką i zachwyca się walorami smakowymi napoju. Co dziwne, później ma problem, żeby odkryć z jakiego powodu przez cały dzień między jego zębami tkwią włosy dziwnie przypominące włosy łonowe.

Mogłabym takie komiczne niewypały opisywać w nieskończoność, bo serial jest ich pełny. Myślę jednak, że już ten jeden daje ramowy ogląd na poziom humoru produkcji. Bywają oczywiście lepsze momenty, podczas których nawet pojawi się uśmiech na twarzy, ale są to raczej sporadyczne sytuacje.

Brew Brothers, Netflix, Chuy, Adam, Willhelm, Sarah

Przynajmniej aktorzy wyglądają dobrze

Choć nieskupianie się na banalnej fabule graniczy z cudem, aktorom wcielającym się w rolę głównych bohaterów udaje się odciągnąć choć na moment od niej uwagę widzów. Kwestia jest bardzo trywialna, ale czy można ten serial oceniać w kryteriach bardziej wymagających? Niektórzy z aktorów po prostu bardzo dobrze wyglądają na ekranie i to zdaje się jest jedną z nielicznych zalet, co pozytywnie przyciąga uwagę. Mike Castle wcielający się w Adama zaskakująco dobrze spisuje się w swojej roli egocentryka. Z kolei Alan Aisenberg świetnie pasuje jako bardziej dobrotliwy brat.

Choć jest to bardzo subiektywna opinia przyznaję, że oboje są naprawdę przystojni, a stylizacje i ubiór ekstrawaganckiego Adama również dodają nieco jasnego światła do kreacji otoczenia. Z kolei odtwórczyni bardzo przerysowanej i przepełnionej agresją bohaterki Sarah - Carmen Flood, naprawdę nieźle spisuje się w swojej roli i pozwala z niej wyciągnąć odrobinę więcej niż postać płytkiej nastolatki. Ponadto warto rzucić okiem na parę pojawiającą się od czasu do czasu w okolicach browaru – Elvis i Becky (w ich rolach Zach Reino oraz  Inanna Sarkis) są chyba najpiękniejszymi postaciami całej produkcji. Nie można nie zauważyć, że na wszystkich wymienionych wyżej naprawdę przyjemnie jest patrzeć, niestety do czasu, kiedy któreś z nich nie zechce się odezwać lub rzucić kolejnym prymitywnym żartem. Wtedy cały czar pryska.

brew brothers, netflix, recenzja

„Brew Brothers” jest serialem, który mało komu przypadnie do gustu, poza słabymi żartami jest ubogi w treści. Z całą pewnością nie polecam go osobom, które przy oglądaniu lubią dobrze się bawić i nie marnować czasu, bo trzeba to przyznać każda minuta poświęcona na kolejne odcinki daje poczucie zupełnego bezsensu. Dlatego wymagający widz powinien powiedzieć nie tej produkcji jeszcze zanim po nią sięgnie.

Serial dostępny na platformie Netflix.

Gra aktorska
4
Zdjęcia
4
Muzyka
3
Scenariusz
2
„Brew Brothers” to produkcja dla bardzo mało wymagającego widza. Żarty w niej są wyjątkowo nieśmieszne i prymitywne. Raczej nie jest to serial godny polecenia, sprawia wrażenie jakby każda minuta na niego poświęcona została zmarnowana.
Ocena czytelników
3

Plusy

  • dobrze wyglądający aktorzy

Minusy

  • bardzo słaby scenariusz
  • nieśmieszne żarty
  • wybitnie mało wymagający
  • bardziej wzbudza zażenowanie zamiast śmiechu

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.